Rozmawiając o misjach poważnie, trzeba podejmować poważne tematy. Taka rozmowa, ma szansę zmienić rzeczywistość

Mówi się, że Kościół jest misyjny. Zatem wysyła misjonarzy, wcześniej ich odpowiednio przygotowując, wspiera ich modlitwą, cierpieniem, ale i finansami, bez których trudno jest dziś funkcjonować. To ideał. Życie codzienne, czasem potwierdza te słowa, a czasem brutalnie weryfikuje. Wydarzeniem, które miało ożywić misyjnie Kościół w Polsce, był IV Krajowy Kongres Misyjny. Dotykał tych spraw, które się udają, a także tych, które nie wychodzą. To dobrze. Bo w przypadku tych drugich, jest szansa, aby je zmienić. Diabeł tkwi w szegółach – mówi stare powiedzenie. I o tych szczegółach trudnych, chcę napisać: o powołaniach, pieniądzach i zapleczu intelektualnym. Chociażby dlatego, że są bardzo ważne.

Ciągle za mało

O tym, że Kościół że swej natury jest misyjny i posyła ludzi głoszących Ewangelię, mówią dokumenty soborowe (DM, 2). W tym kontekście zobowiązująco wybrzmiały słowa nuncjusza apostolskiego, abp Celestino Migliore: „Misje są zapisane w DNA Kościoła w Polsce” – wypowiedziane w czasie homilii podczas Mszy św. w katedrze warszawsko-praskiej na zakończenie pierwszego dnia kongresu misyjnego. Nawiązał nuncjusz do postaci św. Wojciecha. Powiedział o Kościele w Polsce, że „On urodził się, wzrastał i kształtował w społeczeństwie dzięki działalności misyjnej swego patrona Wojciecha”, zachęcając do realnego zaangażowania się i wyjazdów na misje.

Misja w Kenii, fot. Amabilis Gliniecka

Misja w Kenii, fot. Amabilis Gliniecka

Bez wątpienia liczba 97 krajów świata, gdzie pracuje 2 065 polskich misjonarzy – 1029 zakonników, 661 sióstr, 314 księży diecezjalnych i 61 osób świeckich, jest imponująca. Tym bardziej, gdy dodamy do tej liczby ok. 1 250 polskich księży, zakonników, zakonnic i świeckich pracujących w krajach byłego ZSRR. Warto porównać to z innymi krajami. Włochów na misjach jest ok. 20 tys., Hiszpanów – 18 tys., a Portugalczyków – 15 tys. (dane na X 2014 r.). Po tym zestawieniu, biorąc pod uwagę liczbę powołań w Polsce, z tymi krajami, okazuje się, że jesteśmy dość skąpi, jeśli chodzi o wysyłanych misjonarzy. Nie spodziewam się, aby coś tu się zmieniło. To „skąpstwo” biskupów, prowincjałów, będzie się pogłębiać, gdyż liczba młodych zgłaszających się do seminariów spada np. do diecezji bydgoskiej czy kaliskiej, w tym roku zgłosiło się w pierwszym naborze po jednym kandydacie. A przecież wiadomo, że koszula jest bliższa ciału i wpierw chcą zaspokoić miejscowe potrzeby. Nie lepiej jest z zakonami. Jednak czy nie warto otworzyć się, a przez to kolejnym młodym pokazać jak bardzo są potrzebni i niezbędni Chrystusowi. Udaje się to doskonale w diecezji tarnowskiej, gdzie co roku biskup wysyła na misje kilku księży, klerycy wyjeżdżają na staże misyjne, a w seminarium jest więcej niż 200 kandydatów aby zostać księdzem.

Bez pieniędzy

Działalność misyjna, wiąże się bardzo często, z zaistnieniem tzw. klasycznej triady misyjnej kaplica/kościół – szkoła – ośrodek zdrowia/szpital. Aby udało się ją urzeczywistnić potrzebne jest zaplecze materialne. Nie chodzi o to, że bez pieniędzy nie da się ewangelizować misyjnie. Bo się da. Jednak działalność misjonarzy, która dotyka poprawy sytuacji życiowej osób wśród których mieszkają, jest skuteczniejsza, a Kościół praktykujący opcję na rzecz ubogich jest bardziej przekonywujący i ewangeliczny.

W kraju ta pomoc, jest bardzo zatomizowana. Osobno na misje zbierają: Papieskie Dzieła Misyjne, Komisja Misyjna Episkopatu Polski (nawet księżą najczęściej nie rozróżniają, że to dwie różne instytucje), diecezje, zakony, jak i poszczególni misjonarze, w czasie pobytu w Polsce. Niedawno s. Tadeusza Frąckiewicz OP, przekonywała mnie skutecznie, że w Polsce misjonarze nie są na urlopie, tylko na pobycie, bo biegają za pieniędzmi i nie ma szans na odpoczynek. Ze zbieraniem pieniędzy jest coraz trudniej w parafiach. Księża proboszczowie, którzy borykają się z mniejszą liczbą praktykujących parafian, a nie zmniejszająca się powierzchnią budynków, czy liczbą pracowników do utrzymania, niechętnie zezwalają na takie zbiórki, nawet w zamian za kalendarze (oblaci), czy inne gadżety misyjne.

„Czas zbierania tylko funduszy misyjnych się kończy. Teraz nadszedł czas ich wypracowywania” – tłumaczy Michał Pietosa, z zielonogórskiej fundacji „Młodzi dla Kamerunu”.

Cieszą, bez wątpienia kreatywne inicjatywy, które zdejmują z obciążanych i tak nadto przez państwowe i kurialne podatki parafii, obowiązek niesienia pomocy materialnej misjom. Werbiści propagują „Komórkę na misje”- zbierając nieużywane już telefony komórkowe, które albo podają naprawie albo recyklingowi, dzięki czemu pozyskują środki na działalność misyjną. MIVA Polska proponuje włączenie się w akcje „Kierowcy Misjom” – we wspomnienie św. Krzysztofa kierowcy mogą złożyć ofiarę – 1 gr za każdy bezpiecznie przejechany kilometr. Dzięki zebranym pieniądzom możliwe jest dofinansowanie zakupu środków transportu na potrzeby pracy duszpasterskiej w krajach misyjnych. Ciekawą inicjatywą jest chociażby oblacka akcja „Kura na Madagaskar”, gdzie wspiera się Malgaszy przez zakup żywego inwentarza. Misje dzisiaj można też wspomóc w bardzo niepozorny sposób, np. przekazując  1% podatku lub wysyłając  SMSa, z którego dochód będzie przeznaczony na wsparcie misjonarzy.

Dużą popularnością wśród ludzi cieszą się różnego rodzaju „Adopcje Misyjne”, prowadzone przez różne zgromadzenia min. oblatów, salezjanów, werbistów, czy gdańską fundację „Maitri”. Mają wśród duchownych tylu zwolenników co pośredników. Ludzie lubią proste zasady, to, że cała kwota jest przekazywana na dziecko, które potem pisze do swoich „rodziców adopcyjnych”, dzięki czemu ma się ze wspieranym bezpośredni kontakt i pieniądze bezpośrednio do niego wpływają. Pośrednicy: proboszcz-kuria-papieskie dzieła misyjne-kuria-misjonarz generują koszty utrzymania tych instytucji. Przeciwnicy mówią o zawiłościach i problemach z obsługą projektu na miejscu, jak i nad tym, że wspiera się same dzieci, a zapomina o misjonarzu, który przecież musi coś zjeść, za coś pojechać. Podobnie działają świeckie inicjatywy, bardzo cenne np. Szymona Hołowni „Dobra Fabryka”. Być może trzeba otworzyć się na taką pomoc i na rzeczywistość, że istnieje duża grupa ludzi, która nie chce wspierać, z różnych powodów misjonarza, ale dzieci, ośrodki zdrowia już tak.

Mądre i oczytane misje

Tym, czym szczyciła się Polska, było stworzenie zaplecza intelektualnego dla działalności misyjnej. Dziś istnieje prawie 40 tytułów misyjnych. Tylko dwa z nich mają nakład powyżej 20 tys., a te które mogą same z siebie się utrzymać, można policzyć na palcach jednej ręki. Nakłady spadają i nie widać zmiany na lepsze, w przyszłości. Młodzi już sporadycznie korzystają z czasopism, a korzystają z internetu. Są dotowane, często z funduszy misyjnych, przez diecezje, czy zakony. Z jednej strony widać, że rynek wypiera te formy działalności, a z drugiej może czas na wzór niemiecki, wydawać dwa – trzy tytuły misyjne w kraju o ekonomicznym nakładzie, z wkładkami zakonnymi czy diecezjalnymi. Jak to dziś robi „Gość Niedzielny”, „Przewodnik Katolicki”, czy „Niedziela”. Wyzwaniem jest też jeszcze mała obecność w internecie, czy mediach społecznościowych. Bez wątpienia trzeba je „umisyjnić”.

Do niedawna w kraju istniały cztery katedry misjologii na: Uniwersytecie Opolskim, Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz dwie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (Katedra Historii Misji, Katedra Teologii Misji). Pozostała jedna na ostatnim uniwersytecie, gdzie też nie ma od kilku lat naboru, na studia z misjologii, ze względu na brak chętnych. Za to bardzo dobrze rozwijają się studia doktoranckie.

Kościół w Polsce, jest na szczęście misyjny nie tylko z definicji. Jest wiele rozbudzonych misyjnie parafii, czy diecezji. Dobrze działają koła misyjne, czy zwiększa się liczba młodych wolontariuszy misyjnych. Jednak do profesjonalnego traktowania misji w działalności duszpasterskiej, jeszcze sporo brakuje. Dobrze, że za nami IV Krajowy Kongres Misyjny. Jednym z jego celów jest ożywienie misyjne w kraju. Proponuje zacząć od dzielenia się powołaniami misyjnymi, o decyzji wspierania systematycznego misji np. przez dziesięcinę (także przez księży) i od odbudowy intelektualnego zaplecza misji.

 

 

 

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.