Sam Childers wychowywał się w stanie Pensylwania. Sprzedawał twarde narkotyki i należał do mafii. Teraz ratuje dzieci w Południowym Sudanie.

O ludziach, którzy błądzą, mówi się czasem, że pracują na swoje świadectwo. Kiedy się nawrócą, na wszystkich będzie robiło wrażenie to, jak radykalną zmianę przeszli pod wpływem Bożego działania. Jasne, jest wielu ludzi, którzy nigdy nie zeszli z drogi wiary i przez cały czas byli wierni Bogu. To także olbrzymie świadectwo wytrwałości. Mam jednak słabość do historii radykalnych nawróceń. Są bardziej autentyczne. Budzą silne emocje i podziw. Taki podziw budzi we mnie Sam Childers, harleyowiec z tatuażami i kryminalną przeszłością, który teraz może być wzorem dla wielu misjonarzy.

Życie kryminalisty
Zawsze wpakowywał się w największe kłopoty. Bliscy powtarzali mu, że źle skończy. Był dilerem narkotyków, pracował dla mafii, sypiał z mężatkami, nadużywał alkoholu. W przemocy widział władzę i prawdziwą siłę. Z przestępczości uczynił sposób na życie. Ożenił się ze striptizerką. Nie znał innego życia, bo chyba nie widział potrzeby żadnych zmian. Po czasie zorientował się jednak, że prowadząc takie życie, jest na drodze do samozniszczenia. Znalazł pracę i zaczął układać swoją relację z Bogiem. Kiedy na świat przyszła jego córka, otworzył własną firmę budowlaną. Wyglądało na to, że jego życie wreszcie się ustabilizuje. W 1998 r. Sam po raz pierwszy wyjechał do Południowego Sudanu. Został poproszony o pomoc przez pastora. Chodziło o naprawę domów ubogich Sudańczyków zniszczonych w wyniku wojny domowej. Podczas pobytu w Afryce Sam znalazł ciało chłopca rozerwanego przez minę przeciwpiechotną. Ten obraz na zawsze zmienił jego życie. Uklęknął przy chłopcu. Obiecał sobie i Bogu, że zrobi wszystko, żeby pomóc mieszkańcom Sudanu w odzyskaniu godności. Trwająca wojna spowodowała, że po kraju błąkało się wówczas mnóstwo sierot, które na własnej skórze doświadczyły skutków wojny. Wiele z nich zostało rannych podczas starć.

Biblia i karabin
Sam wrócił do Sudanu kilka miesięcy później, żeby uruchomić mobilną przychodnię. To miało być spełnienie danej obietnicy. Wiedział, że tylko odważne działania mogą dać tutaj jakikolwiek efekt. Kiedy jeździł po kraju, doświadczył obecności Boga, który polecił mu wybudować sierociniec dla dzieci w Nimule. – Chcę, abyś wybudował sierociniec dla dzieci. I chcę, abyś zbudował go tutaj – usłyszał od Boga Sam. Nie był to najlepszy teren do inwestycji. Toczyły się nieustanne walki. Mimo tego Sam sprzedał swoją firmę i wszystkie pieniądze przeznaczył na ośrodek dla dzieci. Z czasem sierociniec zaczął nabierać kształtów. Sam całymi dniami poświęcał się ciężkiej fizycznej pracy – zasypiał, mając pod ręką dwie rzeczy: Biblię oraz karabin AK47. Kiedy sierociniec był już gotowy, Sam postanowił siłą odbijać dzieci z rąk tzw. Armii Bożego Oporu, która zabiła w Sudanie, Ugandzie oraz Kongo kilkadziesiąt tysięcy osób. Wtedy zaczęto o nim mówić: kaznodzieja z karabinem. Obecnie sierociniec jest największym takim ośrodkiem w Południowym Sudanie i mieszka tam ponad tysiąc dzieciaków. Każdy z nich ma inną historię, ale wszystkie są równie dramatyczne i dotknięte wojną. – Sam jest dla mnie jak ojciec. Dał mi wszystko. Chciałbym być taki jak on i wyrywać dzieci ze szponów złych ludzi – przyznaje Walter.

Historia Sama pokazuje, że gwałtowny charakter i trudna przeszłość to znakomity początek na drodze do dokonywania wielkich i dobrych rzeczy. Uratował wiele istnień po to, aby dać nadzieję i przekazać wiarę. Na podstawie wydarzeń z jego życia powstał film. Zobacz zwiastun!

fot. Machine Gun Preacher/Facebook

Misjonarz z karabinem
6 (100%) 10 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.