Według raportu UNICEF najbardziej skutecznym środkiem zapobiegającym  ubóstwu i wykluczeniu jest oświata. Prawie miliard ludzi na świecie to analfabeci.  Nie zostają jednak sami.

Dla większości dzieci w Polsce szkoła jest przykrą koniecznością. Niechętnie zasiadają w szkolnych ławkach, a powrót po wakacjach jest prawdziwym wyzwaniem. Istnieją jednak takie miejsca, w których szkoła kojarzy się dzieciom z czymś o wiele lepszym: jest jedyną szansą na szczęśliwe dzieciństwo i w miarę dostatnią dorosłość. W przyszłości nie będą musiały pracować na plantacjach kawy, herbaty, wanilii, czy rozładowywać statków w afrykańskich czy azjatyckich portach za głodowe stawki. Statystyczne kryteria analfabetyzmu są niejednolite i nieprecyzyjne.  Jako liczbę analfabetów zwykle przyjmuje się liczbę osób bez określonego w danym kraju, minimalnego poziomu edukacji szkolnej. W  krajach Trzeciego Świata problem analfabetyzmu dotyka kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent mieszkańców. Obecnie szacuje się, że w Europie jest 3% analfabetów, w Ameryce Południowej – 15%, w Azji – 33%, a w Afryce – 50%.

Wyciągnięta ręka

Od kilkunastu lat w Polsce funkcjonują programy tzw. adopcji serca czy adopcji misyjnej, dzięki którym tysiące dzieci mogą się uczyć. Pierwszym z nich był gdański program prowadzony przez Ruch Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata „Maitri”. – Pierwszym krajem, w którym dzieci korzystały z pomocy, była Rwanda targana konfliktem między plemionami Hutu i Tutsi – wspomina Tadeusz Makulski, odpowiedzialny za gdańską filię stowarzyszenia. Za jego pomocą od 1995 r. do dziś z pomocy edukacyjnej skorzystało ponad dziesięć tysięcy dzieci. Dziś podobne programy prowadzą między innymi oblaci, pallotyni, salezjanie czy kombonianie. Nie zawsze też programy adopcji misyjnej są lubiane przez misjonarzy: wymagają nakładu pracy związanego z wzajemnym kontaktem darczyńców z dziećmi. Są to też pieniądze, które trafiają do dzieci, a nie zostają przeznaczone na ewangelizację misyjną. Salezjańska „Adopcja na Odległość” ruszyła już w kwietniu 2001 r. i jak dotąd dotyczy 45 różnych placówek edukacyjnych, bo nie tylko szkół. Taka forma pomocy jest nie do przecenienia, jeśli weźmie się pod uwagę dane, które wskazują, jak ograniczony dostęp do zaspokojenia podstawowych potrzeb mają dzieci w niektórych rejonach świata. Od trzech lat można uczestniczyć w poznańskim projekcie „Misja Szkoła” związanym z oblatami. Przez ten czas udało się pomóc około pięciuset dzieciom z Madagaskaru, Bangladeszu, Nepalu oraz Indii. Wciąż jest jednak wiele do zrobienia. – Zachęcamy naszą inicjatywą, aby pamiętać o dzieciach, które potrzebują naszego wsparcia i pomocy. Takich jest wiele, nie tylko w kraju. Wśród nich są także dzieci z krajów misyjnych, których rodzice nie są w stanie zapewnić im edukacji czy odpowiedniej opieki – mówi Łukasz Tadyszak, koordynator projektu.

Porażające dane

Realia w krajach misyjnych najczęściej są trudne. Mimo że żyjemy w XXI w., powszechnym zjawiskiem w niektórych regionach naszej planety są głód i brak dostępu do wody pitnej.  Badania pokazują, że 800 mln ludzi na świecie głoduje (IFPRI), a prawie 750 mln nie ma dostępu do czystej, nieskażonej wody (UNICEF). To porażające dane. Biorąc pod uwagę fakt, że aż tylu ludzi cierpi z powodu wad globalnego systemu ekonomicznego,nie sposób podchodzić do tego z dystansem. Dlatego pojawiają się inicjatywy mające na celu zniwelowanie widocznych gołym okiem nierówności społecznych. Z przedstawionego 28 czerwca 2016 r. w Nowym Jorku raportu UNICEF wynika, że do 2030 r. 69 milionom dzieci grozi śmierć na skutek chorób, którym można zapobiec, a 167 milionów dzieci żyje w nędzy. – Stoimy przed wyborem: albo  zainwestujemy teraz w te dzieci, albo dopuścimy do tego, że nasz świat będzie jeszcze bardziej podzielony i jeszcze bardziej niesprawiedliwy – oświadczył sekretarz generalny UNICEF, Anthony Lake, podczas prezentacji raportu.

Oświata jako remedium

Według raportu UNICEF najbardziej skutecznym środkiem zapobiegającym ubóstwu i wykluczeniu jest oświata. Około 775 mln ludzi na świecie nie potrafi pisać i czytać. Blisko dwie trzecie analfabetów to dziewczęta i kobiety, z których większość żyje w Azji i Afryce – poinformowała Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Oświaty, Nauki i Kultury (UNESCO). Potrzebne są inwestycje w szkolnictwo dla najbardziej potrzebującej młodzieży. Raport wskazuje, że każdy dodatkowy rok szkolny podwyższa przyszłe dochody dziecka o około 10%. Ponadto zmniejsza stopień ubóstwa kraju, w którym ono mieszka, średnio nawet o 9%. Te statystyki pokazują jasno, jak ważna jest edukacja. Nie sposób oczywiście w jednej chwili naprawić całego świata. Każdy z nas może jednak dołożyć swoją cegiełkę do budowy tego lepszego świata, bardziej sprawiedliwego, zwłaszcza dla dzieci. Projekty adopcji na odległość pozwalają udzielić pomocy dzieciom w krajach misyjnych. Nie bez znaczenia jest też działalność Kościoła, który na świecie prowadzi ponad 46 tysięcy szkół drugiego stopnia, gdzie uczy się niemal 20 mln uczniów. Najwięcej z nich (13,5 tys.) funkcjonuje w Afryce. Natomiast w katolickich szkołach wyższych i na uniwersytetach uczy się łącznie ponad pięć milionów studentów. Ten wkład Kościoła w edukację to przykład tego, jak angażuje się on nie tylko w dzieła ewangelizacyjne i stricte misyjne.

Pomoc na odległość

Programy adopcji misyjnej pomagają w podnoszeniu poziomu nauczania nawet w najbiedniejszych częściach świata. Dzieci pozostają w swoim kraju, środowisku, kulturze i tam otrzymują potrzebne wsparcie. Rodzicie adopcyjni mogą zazwyczaj śledzić postępy swojego podopiecznego w nauce. To dla nich także wielka szansa na otwarcie się na drugiego człowieka. Osoby, które decydują się na taką adopcję, często  podkreślają, że traktują dziecko z drugiego końca świata jak członka rodziny. Pamiętają o nim w modlitwie, wysyłają drobne upominki z okazji świąt czy urodzin. To uczy nie tylko niesienia pomocy, odmawiania sobie czegoś, ale również budowania relacji, dzięki której młody człowiek na Madagaskarze czy w Etiopii ma szansę rozwijać swoje talenty i pielęgnować marzenia.

Szkoła na Madagaskarze

We wrześniu ubiegłego roku pięćdziesięcioro dzieci rozpoczęło naukę w nowo wybudowanej szkole podstawowej w miejscowości Morondava na Madagaskarze. Rejon ten jest znany z baobabów. Szkołę założyli polscy misjonarze oblaci. Zasadniczą grupą, do której usiłują dotrzeć misjonarze, są dzieci ulicy. Wychowują się w slumsach, utrzymują się z tego, co znajdą lub dostaną. Padają ofiarami handlu ludźmi, wpadają w uzależnienia. Czasami też uciekają się do prostytucji, by w ten sposób zdobyć pieniądze na zaspokojenie głodu czy pragnienia. Misjonarze starają się wyciągnąć je z tego wyniszczającego trybu życia. – Pomagamy dzieciom, które uczą się w odległych szkołach, uczyć się bliżej domu. Ponadto staramy się również pomagać dzieciom z naszej parafii, których rodziców nie stać na opłaty związane z nauką – mówi o. Grzegorz Janiak OMI posługujący w Morondava. Edukacja to jeden ze sposobów na walkę z nierównościami społecznymi i ubóstwem. Doskonale wiedzą o tym misjonarze, którzy poświęcają wiele wysiłku, aby tam, gdzie pracują, prowadzić także szkoły. Edukacja to dla dzieci z krajów misyjnych furtka do lepszej przyszłości.



Michał Jóźwiak
Po pierwsze edukacja
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze