Stare rodziny arystokratyczne chlubią się przodkami, którzy dokonywali heroicznych czynów na polach bitew, zaś chrześcijanie mogą radować się pokrewieństwem ze szczególnym rodzajem bohaterów – z męczennikami. 

 Męczeństwo codziennością uczniów Jezusa w XXI wieku 

Na początku 2012 r. międzynarodowe Dzieło Pomocy Prześladowanym Chrześcijanom „Open Doors” opublikowało raport mówiący o stu milionach chrześcijan cierpiących z powodu prześladowań. Ubiegły, 2011 rok rozpoczął się od samobójczego ataku na kościół w Aleksandrii, skończył zaś doniesieniami o śmierci Nigeryjczyków zgromadzonych na Mszy św. w dzień Bożego Narodzenia. To jedynie dwa przykłady najdrastyczniejszej formy prześladowania. Istnieją też jednak inne – wystarczy przejrzeć tzw. komentarze do artykułów poświęconych Kościołowi w polskich portalach internetowych. Okaże się, że także w naszym kraju komuś zależy na szerzeniu nienawiści do osób wierzących, z nawoływaniem do ich prześladowania włącznie. Moderatorzy portali nie usuwają nawet bardzo agresywnych wypowiedzi. Jeśli zestawić rzeczywiste cierpienie stu milionów chrześcijan na świecie z uparcie powtarzaną propagandą, że to Kościół i religia są odpowiedzialne za większość ludzkich problemów, trudno nie dopatrzeć się tu działania bardzo przewrotnej logiki. Ma ona pozory mądrości, lecz pochodzi z samego źródła kłamstwa. W relacji ewangelisty Łukasza z pojmania Jezusa na Górze Oliwnej słyszymy takie słowa naszego Pana: „Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę? Gdy codziennie bywałem u was w świątyni, nie podnieśliście rąk na Mnie, lecz to jest wasza godzina i panowanie ciemności” (Łk 22, 52-53). 

 

Od Golgoty przez Rzym na cały świat 

Wiele świadectw o męczennikach w całej historii Kościoła ma wspólny mianownik: przebaczenie oprawcom. Jezus modlił się z krzyża za zadających mu cierpienie, św. Szczepan wiernie Go naśladował, a za ich przykładem poszły tysiące chrześcijan. Biskup Fulgencjusz z Ruspe (V/VI w.) rozważał owoce takiej postawy i przypomniał, że prawdziwym zwycięstwem chrześcijan jest miłość, która może wysłużyć nawrócenie nawet oprawcom: „Tam, gdzie pierwszy poszedł Szczepan, ukamienowany przez Pawła, tam w ślad za nim podążył Paweł, wsparty modlitwami Szczepana. Oto prawdziwe życie, bracia moi: Tam Paweł nie wstydzi się zabicia Szczepana, a Szczepan raduje się towarzystwem Pawła, gdyż w obu jest radosna miłość. Ona w Szczepanie przemogła srogość Żydów, w Pawle zakryła mnogość grzechów, w obu zaś na równi zasłużyła na posiadanie królestwa niebios”.  O. Christian de Chergé, jeden z trapistów-męczenników z Tibhirine, w testamencie sporządzonym w 1996 r. pozdrawiał swego przyszłego kata, nazywając go przyjacielem. Przebaczenie i modlitwa za prześladowców to zasadnicza treść świadectwa chrześcijańskich męczenników.  

 

W Kościele starożytnym 

Pierwszą wspólnotą chrześcijańską doświadczoną męczeństwem był Kościół jerozolimski. Śmierć św. Szczepana datuje się na rok 37, kiedy to wybuchło „wielkie prześladowanie”. Kilka lat później za Chrystusa zginął pierwszy apostoł, Jakub „Starszy”. W 62 r. śmierć z rąk rodaków spotkała także Jakuba „Młodszego”, według tradycji pierwszego biskupa Jerozolimy, człowieka o niemal legendarnej świętości. Wszystkie te wydarzenia rozegrały się w kontekście sporów między rodzącym się Kościołem i resztą narodu żydowskiego, dla którego był on czymś w rodzaju heretyckiej sekty. Wraz z pożarem Rzymu w 64 r. i represjami cesarza Nerona Cesarstwo Rzymskie na ponad dwieście lat stało się głównym prześladowcą wyznawców Jezusa (choć cierpieli oni i poza jego granicami). Pod koniec II w. Tertulian napisał w „Apologetyku”: „Szczycimy się z tego, że taki człowiek rozpoczął nasze prześladowanie. Albowiem kto go zna, wie z całą pewnością, że Neron na zagładę skazywał to, co było najlepsze”. Jednak aż do połowy III w. prześladowania nie były ani powszechne, ani masowe. Cesarz Trajan (zm. 117) wydał nawet polecenie, by chrześcijan nie wyszukiwać. Jednocześnie potwierdził, że na śmierć zasługuje się już za samą przynależność do grona chrześcijan, jeżeli ktoś będzie chciał trwać w swym „uporze” i wiary się nie wyprze. Za panowania każdego z cesarzy w II w. dochodziło do krótkich, lokalnych prześladowań, często na skutek nadgorliwości urzędniczej lub prowokacji tłumów. Zawdzięczamy im św. Ignacego Antiocheńskiego, św. Polikarpa, św. Justyna i wielu innych.  

 

Wszystkiemu winni chrześcijanie 

Oskarżanie Kościoła i wierzących o wszelkie problemy współczesnego świata nie jest żadną nowością. Tertulian dał nam częściowy wgląd w atmosferę drugiego wieku: „Jeśli Tybr zaleje mury miejskie, jeśli Nil nie wyleje na pola, jeśli niebo stanie i nie daje deszczu, jeśli ziemia się trzęsie, jeśli głód, jeśli zaraza, zaraz słychać okrzyki: »Chrześcijan lwu!«”. Dodał wszelako inną znamienną prawdę: „Stajemy się tym liczniejsi, im bardziej nas zabijacie. Krew męczenników jest nasieniem Kościoła”. Właśnie z powodu wzrostu liczebności wspólnot prawdziwie powszechne i systematyczne prześladowania rozpętali cesarze III i początku IV stulecia: Decjusz, Walerian, Dioklecjan, Galeriusz. Chrześcijanom nie był obojętny nawet tak drobny gest jak spalenie ziarna kadzidła przed posągiem ubóstwionego cesarza – oznaczałby apostazję. Apostatów oczywiście nie brakowało – złamani strachem lub nie dość ugruntowani w wierze woleli zerwać z Kościołem, byle tylko ocalić życie lub majątek. Tym większą czcią zaczęto otaczać wyznawców, którzy bohatersko przetrzymali tortury, a zwłaszcza męczenników. Pierwsze informacje o kulcie męczenników pojawiają się już w połowie II w. Jak pisał ks. prof. Marek Starowieyski, „cześć męczenników wypływała z tego, że byli oni wiernymi uczniami i naśladowcami Pana”. To sam Chrystus w nich cierpiał, a oni stawali się wiarygodnymi świadkami zmartwychwstania. Ich odwagę wyznania wiary w obliczu śmierci szybko uznano za szczególną łaskę Bożą. Dlatego też studzono zapał nadmiernych entuzjastów: „nie pochwalamy tych, co sami się zgłaszają [na męczeństwo], gdyż nie tak naucza Ewangelia” („Męczeństwo św. Polikarpa”). Napominano, by unikać nieroztropnego narażania się na tego rodzaju próbę i nie prowokować „pogan, niechętnie zazwyczaj wobec nas usposobionych” (św. Ambroży).  

 

Czerwony ornat i „Martyrologium” 

Nie da się obliczyć, ilu chrześcijan oddało życie za Jezusa przed ogłoszeniem tzw. edyktu mediolańskiego, który w 313 r. nareszcie zagwarantował im wolność religijną w Cesarstwie Rzymskim. Niektórzy historycy podkreślają, że przez 300 lat mogło być ich znacznie mniej niż chrześcijan prześladowanych i zabitych za wiarę w ciągu jednego tylko ubiegłego stulecia. Męczennicy Kościoła starożytnego pozostaną jednak na zawsze wyróżnieni w pamięci kolejnych pokoleń wierzących. Nie sposób nie odczuć wzruszenia podczas I Modlitwy Eucharystycznej, gdy wspomina się świętych: Cypriana, Wawrzyńca, Chryzogona, Jana i Pawła, Kosmę i Damiana, Felicytę, Perpetuę, Agatę, Łucję, Agnieszkę, Cecylię, Anastazję…, gdy wkłada się czerwony ornat we wspomnienie św. Justyna, albo gdy odczytuje się z „Martyrologium rzymskiego” lakoniczne wzmianki o skądinąd nieznanych braciach i siostrach w wierze. Nieprzypadkowo w IV w., gdy formalnie ustały prześladowania, w Kościele na dobre zaczyna się kształtować życie zakonne – mnisi pragnęli być spadkobiercami duchowej atmosfery radykalizmu dawnego Kościoła już nie przez śmierć, ale przez inną formę męczeństwa: ascezę i świętość życia. Z czasem zaczęto rozróżniać męczeństwo czerwone (śmierć), białe (cnota) i zielone (praca apostolska). 

 

Misjonarze męczennicy 

Po zakończeniu prześladowań starożytnego Kościoła, zanim antychrześcijańska wrogość zagościła ponownie w nowożytnych i współczesnych społeczeństwach (za sprawą rewolucji francuskiej, komunizmu i nazizmu, a ostatnio fundamentalizmu islamskiego), bardzo wielu męczenników zyskało chlubną palmę męczeństwa na misjach. Misjonarze wyruszający na spotkanie pogan i skłaniający ich do zmiany obyczajów oraz wierzeń musieli liczyć się z możliwością gwałtownej śmierci. Martyrologia misyjne od wczesnego średniowiecza do dziś są pełne przykładów męczeństwa porównywalnych z tymi starożytnymi.  

W XVI w., wraz z wielkimi odkryciami geograficznymi, poszerzył się teren działalności misyjnej. Jednocześnie misje stały się znów aktualne w samej Europie, która ucierpiała z powodu reformacji i rozbicia jedności Kościoła. Misję na starym kontynencie rozumiano jako nawracanie odstępców od Kościoła rzymskokatolickiego lub umacnianie w wierze katolików narażonych na ryzyko apostazji. Szczególnym przykładem są katolickie misje w Anglii, na które wyjeżdżali kapłani kształceni w specjalych kolegiach. Pierwsze założono w 1568 r. w Douai, drugie w 1576 r. w Rzymie, kolejne w Valladolid, Sewilli itd. Nie trzeba było długo czekać na pierwsze męczeńskie owoce programu misyjnego tych instytucji. Antykatolicka reakcja angielska miała oparcie w ustawach ogłaszanych od 1570 r. w odpowiedzi na papieską ekskomunikę królowej Elżbiety. Działalność misjonarzy katolickich postrzegano jako zdradę stanu. W latach 1577–1603 schwytano połowę z 800 księży wysyłanych do Anglii od 1574 r. Na 146 wykonano wyrok śmierci, inni byli więzieni i nierzadko umierali w celach. W ten sposób kolegium angielskie w Rzymie oraz kolegia w Hiszpanii i północnej Francji zasłużyły na znamienny tytuł Seminarium martyrum

 

Pragnienie męczeństwa 

W czasach nowożytnych stawało się coraz bardziej oczywiste, że wyjazd na misje może się wiązać z męczeństwem. Umacniały w tym przekonaniu przykłady męczenników kanadyjskich z lat 1642–1649, a zwłaszcza misjonarzy pracujących w Azji, ze słynnym Pawłem Miki i towarzyszami na czele, zamęczonymi w Japonii w 1597 r. Za nimi podążyła cała rzesza męczenników w Japonii, Chinach, Wietnamie. Seminaria duchowne przygotowujące misjonarzy rozwijały w kandydatach szczególną pobożność – pragnienia męczeństwa. Jeden z dziewiętnastowiecznych kapłanów w Wietnamie pisał: „Oby Bóg dał mi łaskę męczeństwa, proszę o nią każdego dnia”. Duchowość ta przetrwała aż po wiek XX, który skądinąd nie był wyjątkiem, jeśli chodzi o martyrologium misyjne. Misjonarze-męczennicy reprezentują doskonale całe wspólnoty – świeckich czy duchownych, mężczyzn, kobiety i dzieci, których jedyną winą w oczach świata jest to, że wyznają wiarę w Chrystusa, który przecież zapewnił: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20), lecz dodał: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16, 33) 

 

Prześladowania chrześcijan na przestrzeni dziejów
5 (83.33%) 1 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

« Fot. Muntean Madalin, flickr.com
»

Wasze komentarze