Z czym kojarzą ci się misje? Być może na myśl przychodzi słynna scena z filmu „Misja” Rolanda Joffé’a, z oskarową muzyką Ennio Morricone – gdy o. Gabriel niesie Najświętszy Sakrament wśród Indian Guarani. A może po ostatnich tragicznych wydarzeniach w Boliwii na myśl przychodzą ci również misjonarze bez zakonnych habitów? 

Wzrost liczby osób świeckich pracujących na misjach można odnotować dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX w. Wtedy nastąpił wzrost o prawie sto procent. Jedną z przyczyn małej liczby świeckich był brak odpowiedniej infrastruktury kościelnej, która umożliwiałaby przygotowanie do takiego wyjazdu. Świeccy przebywający na misjach wcześniej mieli o wiele trudniej. Sami musieli zająć się organizacją wyjazdu oraz dopilnować wszystkich spraw.  

Studenci na misjach 

Jednym z pierwszych świeckich środowisk zajmujących się tą tematyką było Akademickie Koło Misjologiczne w Poznaniu. Powstało już w 1927 r. W tym też roku przyjęto też statut Związku Akademickich Kół Misyjnych i powzięto uchwałę o włączeniu tych kół do Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Jednymi z pierwszych członków AKM były wybitne postaci Kościoła i nauki, jak na przykład dr Wanda Błeńska – misjonarka Ugandy czy prof. Gerard Labuda, znany historyk.  

Między innymi z takich środowisk pochodzili pierwsi świeccy, pionierscy misjonarze z Polski. Nie było to łatwe zadanie. Czas ich misji był proporcjonalnie dłuższy niż okres, na który obecnie wysyła się świeckich. Teraz jest to kilka lat, wcześniej natomiast było to nieraz i dziesięć lat bez przerwy. Mimo wszystko, nawet po wznowieniu działalności Akademickiego Koła Misjologicznego w 2002 r., procent świeckich na misjach do dzisiaj jest niski (ok. 1,75% ogółu polskich misjonarzy). To mała liczba w porównaniu z innymi krajami katolickimi.  

Misjonarz świecki mocniejszy niż czołg radziecki 

Ojciec Marcin Szwarc, oblat, narysował kiedyś humorystyczny rysunek, nawiązujący właśnie do posługi świeckich na misjach. I trochę w tym racji. Misjonarze to najczęściej ludzie młodzi, którzy mają w sobie dużo zapału i witalności, tak bardzo potrzebnej w trudnych warunkach. Jak dowiodły ostatnie wydarzenia w Boliwii, świadectwo świeckich daje się dosłownie całym życiem. Zainteresowanie misjami jednak nie maleje. Z roku na rok obserwować można niesłabnące zainteresowanie wyjazdami na misje czy to w ramach wolontariatu misyjnego, czy przy posłaniu przez biskupa (na dłużej).  

Praca prawie taka sama jak każda inna 

Jednak takie osoby, które decydują się na wyjazd, mimo wielu zmian, wciąż mają „pod górkę”. Obecnie istnieje wiele placówek, które w konkretny sposób przygotowują do wyjazdu. Zazwyczaj obejmuje to szkolenia przedwyjazdowe, kursy językowe i wewnętrzne egzaminy. Oczywiście najważniejszym momentem jest przyjęcie krzyża misyjnego wraz z błogosławieństwem. Osoba świecka, która wyjeżdża na misje, nie ma za plecami zgromadzenia zakonnego. Zazwyczaj przydzielona zostaje do konkretnych zadań, zależnych od jej kompetencji. Kilkuletnia praca nie liczy się do emerytury. Istnieje wiele nierozwiązanych jeszcze uregulowań prawno-ekonomicznych. Oczywiście nie o to chodzi w misjach – najważniejsza jest chęć głoszenia Słowa Bożego i przyczynianie się do wzrostu Królestwa Bożego już tutaj, na ziemi. Trzeba jednak również zwracać uwagę na te drobniejsze kwestie, które mogą dać znać o sobie dopiero po kilku latach. Staram patrzeć się z troską na Kościół, którego jestem częścią i pomagać w tym, abyśmy mogli w swojej misji stawać się lepszymi i widzieć rzeczy, które wymagają jeszcze udoskonalenia. 

Misjonarz świecki mocniejszy niż czołg radziecki
6 (100%) 7 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze