Fidesco jest katolicką organizacją, która wysyła wolontariuszy do krajów rozwijających się, aby swoją wiedzą i umiejętnościami służyli miejscowej ludności. Została założona przez katolicką Wspólnotę Emmanuel w 1981 r. na prośbę biskupów afrykańskich. 

Małgorzata Zawacka jest wolontariuszką Fidesco, która wyjechała do Angoli.  

Powiedz, czym zajmowałaś się w Angoli? 

Przez kilka tygodni miałam okazję przebywać u ojców salezjanów w Luandzie, stolicy Angoli. Prowadzą oni wiele ciekawych projektów, a jednym z nich jest praca z dziećmi, których bardzo dużo mieszka i żyje na ulicach.  

A co jest przyczyną tego, że dzieci mieszkają na ulicy? 

Przyczyny są różne. Bardzo często rodzina, choć chce, nie ma możliwości zapewniania dziecku opieki czy edukacji. Duże miasto z wielkimi wyzwaniami jest jak dżungla, w której dzieci od małego uczą się, jak przetrwać. Nie wszystkie mogą mieć dobre, spokojne dzieciństwo.  

Salezjanie próbują pomóc tym dzieciom, tak? 

W każdy czwartek organizują kilkugodzinne spotkanie dla dzieci, na którym rozdają coś do jedzenia, picia itp. Powoli przekonują dzieci także do tego, żeby zdecydowały się zamieszkać w jednym z dwóch prowadzonych przez nich ośrodków dla dzieci ulicy. Nie jest to jednak wcale takie proste, gdyż chłopcy, przyzwyczajeni do życia na ulicy w kompletnej swobodzie, bez żadnych reguł, często nie potrafią odnaleźć się w środowisku, w którym muszą przestrzegać określonych zasad. Zdarza się więc, że uciekają znowu na ulicę, do domu rodzinnego już od dawna nie mogą wrócić, i tak koło się zamyka. Czasem jednak udaje się pomóc. I dlatego warto jest próbować. Salezjanie nie odpuszczają i mają już ponad 25 chłopców, którzy zaakceptowali życie w ośrodku: chodzą do szkoły, a niektórzy pracują i po swojemu układają nowe życie.  

Skoro są dzieci, to pewnie jest i zabawa. Bawiliście się razem? 

Podczas tych kilku godzin mieliśmy okazję pobyć trochę z chłopcami, wspólnie pośmiać się, pobawić – afrykańskie zabawy są najlepsze na świecie i nigdy się nie nudzą. Nasze spotkania odbywały się na nadmorskim deptaku, zwanym Marginal – to bardzo znane miejsce wieczornego joggingu lub spacerów, głównie bogatszej części ludności Luandy. 

Czyli Angola to nie tylko ubóstwo? Czy zamożniejsi nie chcą pomóc tym dzieciom? 

Chcąc nie chcąc spotykaliśmy tu dwa osobne światy. Jeden ignorujący drugi. Bywały jednak momenty, że uprawiający jogging obcokrajowcy, zwłaszcza Portugalczycy, których nie brakuje w Luandzie, pytali nas, co właściwie robimy albo po co to robimy. Była to okazja do wymiany doświadczeń i wielu z nich także chciało pomóc. Właśnie takie spotkania są okazją do budowy mostów między światem ludzi bogatych i biednych w jednym z najdroższych miast świata. Tak blisko siebie, a jednocześnie prawie bez szansy na porozumienie. Kontrast pomiędzy bogatą a biedną Luandą, jest przerażający. Wielkie luksusowe biurowce a zaraz obok slumsy i domy ulepione z gliny. Drogie samochody bez rejestracji i dzieci w wyblakłych od słońca, podartych spodniach. Luanda nie ma klasy średniej. Przyznam, że trudno odnaleźć się w takim świecie. Gdzie jest prawda o tym kraju, o jego dobrobycie i ogromnym skoku ekonomicznym? Tego nie wiem. 

Rozmawiała Justyna Nowicka 

Fot. YouTube

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.