Polskich misjonarzy jest mniej, ale coraz częściej o nich słyszymy. Tam, gdzie są, podejmują dzieła miłosierdzia: ewangelizują, zakładają szkoły, ośrodki zdrowia. Misje potrzebują już nie tylko misjonarzy do buszu, ale lepiej wykształconych specjalistów w wąskich dziedzinach.

Marcin Wrzos OMI: Księże biskupie, w bieżącym roku na świecie pracuje mniej misjonarzy z Polski niż w ubiegłym. Czy można powiedzieć, że polski Kościół jest mniej misyjny?

Bp Jerzy Mazur SVD: To zła ocena. Kościół w Polsce ma entuzjazm i zapał misyjny. IV Krajowy Kongres Misyjny w 2015 r., na którym się spotkaliśmy, przyczynił się także do pobudzenia i ożywienia świadomości misyjnej. Można to zauważyć na różnych płaszczyznach, choćby w większym zaangażowaniu osób świeckich jako wolontariusze. Ich te statystyki nie obejmują, bo wyjeżdżają na krótko, np. na 2–3 miesiące. Ale także zwiększa się ofiarność na cele misyjne.

Patrząc na statystyki, możemy zadać sobie pytanie o to, czy wysyłamy wystarczająco dużo misjonarzy.

Oczywiście Kościół w Polsce mógłby wysyłać ich więcej jako misjonarzy fideidonistów, misjonarki i misjonarzy zakonnych oraz świeckich. Mamy mniej powołań do zgromadzeń zakonnych, męskich i żeńskich, a więc przyszedł czas, w którym zgromadzenia nie wysyłają już tylu misjonarzy jak wcześniej to czyniły. Dodatkowo co roku, ze względu na wiek, chorobę lub jeszcze inne trudności niektórzy misjonarze wracają do ojczyzny. Obecnie na misjach przebywa 2007 misjonarzy i misjonarek, a w ubiegłym roku było ich 2040. Zatem liczba ta przez ostatni rok zmniejszyła się o 33 osoby.

Z jednej strony jest mniej wyjeżdżających, ale z drugiej strony polskim misjonarzom powierza się coraz więcej ważnych funkcji, choćby urząd biskupa. Z roku na rok ich liczba wzrasta.

Obecnie mamy 24 misjonarzy biskupów w krajach misyjnych, a kilku kolejnych w krajach byłego Związku Radzieckiego, których nie doliczamy do tej statystyki. Świadczy to o tym, że misje nie potrzebują już tylko misjonarzy do buszu, ale również takich, którzy mogą pełnić funkcję i urząd biskupa lub odpowiedzialnego za formację w seminarium czy w kurii biskupiej.

Czyli misjonarze są już teraz specjalistami nie tylko od buszu?

Tak. To się zmienia. Ale ciągle jest potrzeba misjonarzy, którzy z Ewangelią idą na peryferie, do tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Chrystusie. Natomiast diecezje, które mają już miejscowe powołania nadal potrzebują misjonarzy i misjonarki. Ważne jest, żeby na misje wysyłać misjonarzy także po specjalistycznych studiach. Podjąłem taką decyzję, zresztą po rozmowach z arcybiskupami i biskupami z krajów misyjnych. Nawet w diecezjach, w których jest już wystarczająca liczba kapłanów, pojawiają się komunikaty: potrzebujemy misjonarzy fideidonistów (księża diecezjalni wyjeżdżający  na misje na określony czas) i misjonarzy zakonnych, żeby pokazać powszechność Kościoła. Z drugiej strony potrzebują oni też misjonarzy, którzy pomogą w pewnych dziedzinach, bo diecezja jest jeszcze słaba. Chodzi przede wszystkim o formację w seminarium, na uczelniach, formację laikatu, mass-media i innych apostolatów. Dlatego też wysyłam na misjologię (studia specjalistyczne z teologii zajmujące się misjami) księdza, który wyraża chęć pracy na misjach. Przygotowuje się do wyjazdu w Centrum Formacji Misyjnej. Wtedy miejscowy biskup dostaje kapłana, którego może na przykład zatrudnić w seminarium. Zmienia się obraz misji w niektórych krajach, zatem następuje posłanie lepiej przygotowanych kapłanów czy sióstr zakonnych. Myślę, że to samo dotyczy świeckich misjonarzy, których potrzebuje Kościół misyjny.

Papież Franciszek w orędziu na niedzielę misyjną mówi o macierzyńskiej miłości Boga, która jest uwidoczniana na misjach poprzez działalność kobiet: sióstr zakonnych, kobiet świeckich czy rodzin na misjach. Dowartościowuje ich rolę. Jak ksiądz biskup ocenia, czy coraz więcej kobiet i rodzin z Polski udaje się na misje?

Rodziny są formowane głównie na Drodze Neokatechumenalnej. Jest to największa grupa takich rodzin z dziećmi. Wyjeżdżają do krajów, w których potrzebna jest Nowa Ewangelizacja. Siostry zakonne zatrudniane są głównie w szkolnictwie i w ośrodkach zdrowia. Jest to zatem dzieło miłosierdzia poprzez dawanie szansy dzieciom i młodzieży na wykształcenie i ukończenie szkoły, także przez prowadzenie internatów i ośrodków zdrowia. W tych ostatnich pracują siostry, które są przygotowane do pracy pielęgniarek. Jest to wielka rola sióstr zakonnych, ale również osób świeckich z takim wykształceniem, które  wyjeżdżają. Angażują się potem na placówce misyjnej właśnie w edukację lub lecznictwo idąc do najbardziej potrzebujących na peryferie.

Chodzi o tak zwaną klasyczną triadę misyjną?

Zgadza się. Dobrze prowadzona misja składa się z trzech ośrodków: kościół, szkoła i ośrodek zdrowia. W nich właśnie wypełnia się cała działalność ewangelizacyjna. Musimy pamiętać, co podkreśla papież Franciszek, że działalność i głoszenie Ewangelii jest pierwszym aktem miłosierdzia w stosunku do drugiego człowieka. Jest to głoszenie mu Dobrej Nowiny, pokazywanie osoby Jezusa Chrystusa, który go zbawia i wyzwala z niewoli grzechu oraz towarzyszy mu na drodze do zbawienia. Istotne również są inne dzieła miłosierdzia, o których misjonarz nie może zapomnieć, bo są potwierdzeniem i wypełnieniem ewangelii. Chodzi o dzieła edukacyjne: szkoła, praca, dawanie wykształcenia oraz organizowanie ośrodków lecznictwa, czyli pomoc charytatywna. Jest to wielkie zaangażowanie.

Ojciec Święty zaraz po ogłoszeniu Roku Miłosierdzia otworzył drzwi święte roku jubileuszowego w Bangui w Republice Środkowoafrykańskiej, na peryferiach świata. W ten sposób pokazał, że szczególnym miejscem pełnienia uczynków miłosierdzia względem innych są misje. Czy ważnym zadaniem misjonarzy jest świadczenie miłosierdzia oraz wychodzenie do ludzi na peryferia, a także byciem głosem tych, których nikt nie chce słuchać?

Ojciec Święty przez ten gest podkreślił, jak ważna jest Afryka oraz to, jak ważna jest praca misyjna, ewangelizacyjna oraz otwieranie się na Boże miłosierdzie i pełnienie dzieł miłosierdzia. Pracowałem na kontynencie afrykańskim przez trzy lata w Ghanie. Również teraz, odwiedzając misjonarzy widzę, jak dużo jest biedy. Podobna sytuacja jest choćby w Ameryce Łacińskiej, Papui Nowej Gwinei oraz w Azji. Papież Franciszek jest misjonarzem, pochodzi z Argentyny. Czuje to i dlatego wciąż mówi o tym, że Kościół powinien wychodzić do ludzi i przez ten gest właśnie to pokazał. W Afryce podkreślił misyjność Kościoła oraz to, co napisał w bulli na rok jubileuszowy: że misją Kościoła jest głoszenie miłosierdzia Boga bijącego z serca Ewangelii. Podkreślił też, że nadal aktualny jest nakaz misyjny: idźcie i głoście. Na jego mocy Kościół powinien iść i głosić oraz troszczyć się o tych, którzy nie znają jeszcze Ewangelii. Niedziela Misyjna ma nas uwrażliwić na budzenie i ożywanie świadomości misyjnej. Pokazać ma także to, że wszyscy jesteśmy powołani do głoszenia i do animacji misyjnej.

Zatem wszyscy mamy ewangelizować?

Papież mówił o wyjściu jako „uczniów misjonarzy”, bo wszyscy jesteśmy na mocy chrztu świętego uczniami misjonarzami. Uczniami, bo przyjęliśmy wiarę. Misjonarzami, bo winniśmy się wiarą dzielić. Dziś potrzeba nowych metod głoszenia Ewangelii i nowych form przekazywania informacji o misjach, jak chociażby Wasz portal, rozpoczynający dzisiaj działalność. Najważniejsze jest właśnie przekazywanie informacji o misjach, misjonarzach oraz ludziach żyjących w krajach misyjnych. Jeśli to poznamy, obudzi się też w nas świadomość konieczności pomocy drugiemu człowiekowi. Trzeba tylko mieć dostęp do aktualnej i konkretnej informacji.

fot. EpiskopatNews, flickr.com

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze