Wojna, która wciąż niepokoi sporą część Ukrainy, zbiera swoje żniwo. Wielu traci dach nad głową.Wielu traci też nadzieję. Misjonarze nie zostawiają ich bez pomocy.
Poprzez otwarcie „Domu Miłosierdzia” chcemy budować most. W ten sposób nie tylko pomagamy wyjść z ubóstwa, ale także uobecniamy Chrystusa. To nasze zobowiązanie, to nasza misja.

Potrzebujemy nieustannego nawrócenia.Także my, misjonarze. Dlatego przeżywając obchody dwóchsetlecia naszego Zgromadzenia i na znak tej potrzeby założyliśmy w tymczasowej kaplicy „Dom Miłosierdzia”. Kaplica przez osiem lat służyła wiernym jako miejsce modlitwy, kiedy budował się nasz kościół i klasztor. Od dzisiaj będzie pełniła inną rolę.

Przyjąć ubogich

Myśl o „Domu Miłosierdzia” zrodziła się, gdy po wybuchu wojny na Ukrainie do drzwi naszego domu w Obuchowie zaczęło pukać coraz więcej ludzi z prośbą o wsparcie. W większości są to uchodźcy z terenów okupowanych na wschodzie Ukrainy. Codziennie wydajemy im blisko dwadzieścia obiadów. Było to wszystko, co w ciągu ostatnich trzech lat mogliśmy dla nich zrobić. Z powodu braku odpowiedniego miejsca na przyjęcie biednych, otrzymywali jedzenie w jednorazowych naczyniach i jedli na ulicy. Zastanawialiśmy się jak zorganizować lepszą pomoc, która nie ograniczy się jedynie do rozdania posiłków i ciepłych ubrań. Często tym ludziom przydałaby się też kąpiel, porada lekarska czy zrobienie opatrunku, a czasem i nocleg. Poza tym przy okazji wydawania obiadu chcieliśmy się z nimi pomodlić, porozmawiać, nawiązać jakiś kontakt tak, aby wiedzieli, że jest ktoś, kto jest gotowy ich wysłuchać.

Dom jako przygotowanie

Gdy w 2006 r. w Obuchowie został poświęcony nowy kościół, wówczas kaplica, w której dotychczas modlili się ludzie, została pusta. W obecnej sytuacji przekształcenie jej na „Dom Miłosierdzia” jest idealnym rozwiązaniem. To właśnie tutaj przyjmujemy uchodźców i wszystkich potrzebujących. Przygotowaliśmy tam jadalnię, toaletę, prysznic, przebieralnie, gabinet lekarski i pokój do przenocowania. Trzeba było odremontować przeciekający dach, wzmocnić konstrukcję budynku, okna, drzwi, zbudować ściany i podłogę. Dzięki temu stało się możliwe stworzenie i funkcjonowanie niewielkiego, ale bardzo potrzebnego w Obuchowie centrum pomocy uchodźcom i wszystkim potrzebującym. Nikt nie odchodzi od nas z niczym. W czasie wspólnego opłatka wszystkich oblatów naszej Delegatury 25 stycznia, w rocznicę założenia Zgromadzenia, poświęciliśmy ten Dom jako pewien etap naszego przygotowania do przeżywania dwóchsetlecia powstania naszego Zgromadzenia.

Pomoc z całego świata

W powstaniu tego „Domu” bardzo pomogły siostry ze Zgromadzenia św. Pawła z Chartres, które pracują w naszej parafii. Bez ich wsparcia finansowego pewnie nie udałoby się nam tak szybko zrealizować tego projektu. Odczuwamy też solidarność oblatów z całego świata. Swoją pomoc oferowała Prowincja oraz Prokura Misyjna, a od oblatów z dalekiego Hongkongu otrzymaliśmy plastikowe talerze, sztućce i kubki. Wykorzystujemy to w dużych ilościach, więc takie wsparcie jest cenne. Oprócz tego w naszym domu w Obuchowie dwa razy w tygodniu gotuje się ponad 150 litrów zupy i drugie danie dla około czterystu osób z ulic Kijowa. Jedzenie ubogim rozwozi br. Sebastian Jankowski OMI, który wraz ze wspólnotą misjonarzy oblatów zorganizował dla nich wigilię 6 stycznia w Kijowie z udziałem Nuncjusza Apostolskiego. Własnym przykładem staramy się pokazać, że możemy odnosić się do biednych w inny sposób niż społeczność, z której są oni wykluczeni.

Przygnębiające statystyki

W naszym „Domu Miłosierdzia” będzie też możliwość noclegu. Większość bezdomnych śpi na ulicy. Chcemy chociaż w minimalnym stopniu temu zaradzić. Statystyki mówią, że to około 27% – tyle samo nocuje u przyjaciół czy krewnych, 12,5% nocuje w piwnicach i na dachach wieżowców; 9% na dworcach, 8% w porzuconych starych domach w wioskach, które wymierają; 5,5% w szpitalach, około 3% w pociągach podmiejskich, tak zwanych elektryczkach. Większość bezdomnych na Ukrainie zarabia na życie, zbierając butelki czy makulaturę (52%). Pracują na budowach (przy noszeniu cegieł, mieszaniu zaprawy murarskiej) – 27%, żebrzą – 10,5%, a 11% utrzymuje się z emerytury. Szacuje się, że 70% bezdomnych szuka jedzenia w pojemnikach na śmieci, zaś 12% myśli o kradzeniu jedzenia od przechodniów.Ubrudzeni, zziębnięci, głodni, bezdomni.Mogą wywoływać różne uczucia: żal, współczucie, osąd czy odrazę. Jedni utracili mieszkania poprzez naiwność, inni poprzez trwającą już czwarty rok wojnę. Pomału stają się „dzikimi ludźmi” kijowskich ulic – organizują się, razem szukają pożywienia, zbierają metal, butelki i papier na śmietnikach.

Tracą więcej niż dom

Prawie nigdy nie zastanawiamy się, co człowiek traci wraz z domem. To nie jest tylko prosty fakt, że człowiek nie ma gdzie mieszkać. Razem z dachem nad głową człowiek traci poczucie bezpieczeństwa, stabilności oraz prywatność. Rośnie w nim brak zaufania do otoczenia, orientacja na zaspokojenie własnych potrzeb za każdą cenę, nawet kosztem naruszenia norm i praw moralnych. Kiedy traci się dom, traci się też plany na przyszłość. Żyje się tylko z dnia na dzień i tylko po to, aby przetrwać. Przechodziłem dziś obok bezdomnego mężczyzny. Mimo zimy spał pod drzewem na trawie, mocno obejmując swojego psa – bo tak cieplej i bardziej bezpiecznie. Oboje żyją pod jasnym niebem i mogą liczyć tylko na samych siebie. Patrząc, jak oni się garną do brata Sebastiana, da się zauważyć, że ci ludzie potrafią być bardzo oddani. Dla nich jest bardzo ważne nasze wsparcie i pomoc, ale przede wszystkim cenią to nasze oblackie patrzenie na nich oczyma Chrystusa. Oczywiście poprzez założenie „Domu Miłosierdzia” nie rozwiążemy wszystkich problemów z bezdomnymi na Ukrainie. Trzeba jednak działać. Nie można siedzieć z założonymi rękoma.

Paweł Wyszkowski OMI 

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.