O misyjnych marzeniach, głodzie wiary i niekoniecznie zielonych wyspach z s. Jolantą Burdak SSPC rozmawia Joanna Mazur.

Joanna Mazur: Wysypy Zielonego Przylądka – to brzmi bardzo egzotycznie. Gdzie leży to niezwykłe miejsce i czy rzeczywiście dużo tam zieleni?

Jolanta Burdak SSPC: Wyspy Zielonego Przylądka (Cabo Verde) to archipelag położony w środkowej części Oceanu Atlantyckiego, ponad 450 km na zachód od wybrzeży Afryki. Archipelag ten składa się z 10 wielkich wysp oraz kilku mniejszych wysepek, niezwykle zróżnicowanych pod względem krajobrazowym: od surowych pustkowi i plaż płaskich położonych na Wyspie Sal, po bardzo strome zbocza na Wyspie Santo Antão. To właśnie na Santo Antão przekonujemy się, że przylądek jest rzeczywiście zielony. Wyspy Zielonego Przylądka najbardziej urzekają w porze deszczowej: wtedy wszystkie wyschłe pustynie zamieniają się w cudowny, zielony gaj. Nie trwa to jednak długo, najwyżej trzy miesiące. Po zakończeniu opadów wszystko szybko powraca do wcześniejszego, suchego stanu.

Jak to się stało, że Siostra znalazła się w tym miejscu, prawie na końcu świata?

Wyjazd na misje nosiłam w sercu od samego dzieciństwa. Wynikało to przede wszystkim z wychowania w domu, z uwrażliwiania mnie i dziewiątki mojego rodzeństwa na potrzeby osób biednych. Bardzo chciałam wyjechać na misję do Afryki i czekałam na to długie lata. Było mi to obojętne, gdzie i do jakiego kraju, byle była to Afryka. Kiedyś byłam w Brazylii, ale serce zawsze ciągnęło mnie w stronę Czarnego Lądu. To moje pragnienie było tożsame z charyzmatem Zgromadzenia, bo nasza założycielka, bł. Maria Teresa Ledóchowska, nazywana była „Matką Afryki”. Praca dla misji jest czymś fantastycznym.

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Dzięki animacji misyjnej, którą prowadziłam, jeszcze bardziej poznawałam potrzeby oraz piękno misji i w ten sposób miłość do nich coraz bardziej wzrastała w moim sercu. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, ale któregoś razu udało się mi wypowiedzieć je w sercu. Później powiedziałam je na głos Matce generalnej. Po dwóch latach od tego wydarzenia Matka generalna naszego Zgromadzenia potrzebowała osób chętnych do wyjazdu na misję do Afryki. Wyraziłam gotowość wyjazdu i od dwóch lat pracuję na Wyspach Zielonego Przylądka jako jedyna misjonarka z Polski. Jestem wdzięczna, że mogę tutaj być.

Czy szybko odnalazła się Siostra w nowej rzeczywistości?

Muszę przyznać, że dzięki Opatrzności Bożej nie miałam z tym żadnego problemu. Jednym z motywów szybkiego odnalezienia się w nowej rzeczywistości była świadomość daru łaski oraz zrealizowanie najgłębszego pragnienia mojego serca. Większa skromność i ubóstwo pozwala mi doświadczyć prawdziwej wolności serca i skierować wzrok ku wartościom, które nie przemijają.

Na czym polega Siostry praca na Wyspach?

Na Wyspach Zielonego Przylądka mamy dwie wspólnoty. Jedna jest  na wyspie São Vicente w Mindelo, a ja od dwóch lat  mieszkam w nowej wspólnocie na wyspie Santiago w Assomada. Zajmuję się dziećmi i młodzieżą, która bierze udział w projekcie Adopcji Serca. Tylko na Cabo Verde obejmuje ona ponad 700 dzieci. Jest to piękne dzieło: każde z dzieci spotkałam osobiście, wiem, jak bardzo potrzebują pomocy duchowej i materialnej. Bez wsparcia tzw. rodziców adopcyjnych z Polski wiele z tych dzieci nie miałoby szans na naukę, ciepły posiłek w ciągu dnia czy obowiązkowy mundurek do szkoły.

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Większość dzieci odwiedziłam w ich domach rodzinnych i wiem, że ich rodzice nie byliby w stanie opłacić im nauki i zapewnić wszystkiego, czego potrzebują. Obejmując Adopcją Serca afrykańskie dziecko, płaci się na jego rzecz po 60 zł miesięcznie. Projekt ten prowadzą i koordynują siostry klawerianki z Krosna, które również utrzymują kontakt między rodzicami adopcyjnymi a dziećmi. Ja staram się nadzorować projekt na miejscu, od czasu do czasu robiąc dla rodziców jakieś zdjęcia, przekazując i tłumacząc korespondencję oraz niosąc pomoc – i  materialną, i duchową.

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Dwa razy do roku spotykam się z dziećmi i ich biologicznymi rodzicami, aby opłacić przedszkole lub szkołę, obiady i transport do szkoły oraz kupić mundurek i przybory szkolne – zeszyty, ołówki, plecaki. Projektem adopcji obejmujemy też maleńkie dzieci, które nie miałyby szans na przeżycie, gdyby nie ta pomoc. Nie mamy ich dużo, ale się zdarzają…

Czy Msza św. na Wyspach trwa podobnie jak w innych krajach afrykańskich, około trzech godzin? Czym różni się od Mszy św. w Polsce?

W ostatnich latach w Afryce notuje się coraz większy wzrost liczby wierzących i tworzenia się grup duszpasterskich. Brakuje jednak kapłanów. Cabo Verde składa się z 10 wysp, na których są tylko dwie diecezje. Przez 500 lat była tylko jedna i dopiero 12 lat temu powstała druga. W nowo powstałej diecezji pracuje tylko siedmiu księży diecezjalnych, a swoim terytorium obejmuje ona pięć wysp. Praca duszpasterska jest utrudniona ze względu na dojazdy i spore odległości. W porze deszczowej nie można dojechać do kaplic, ponieważ drogi są pozrywane i zalane wodą. Piękne w tych ludziach jest to, że jak przychodzą na Msze św. organizowane w parafii lub w kaplicach dojazdowych i ksiądz spóźnia się nawet o godzinę, to oni wytrwale czekają: z pokorą, wiarą i modlitwą. Obrzęd Mszy św. jest taki sam jak w Polsce, ale trwa on zdecydowanie dłużej. W niedzielę trwa półtorej godziny, natomiast w większe święta i uroczystości do trzech godzin. Na przykład Msza św. na cześć patrona danego kościoła czy kaplicy dojazdowej łącznie z procesją to nawet cztery do pięciu godzin. Eucharystie są pełne radości. Kazania są bardzo wymowne i długie, bo kapłani wykorzystują ten czas na głoszenie katechezy. Nikt z wiernych jednak nie wychodzi z kościoła. Widzę ogromny głód wiary, szczególnie w kaplicach wspólnot chrześcijańskich na peryferiach, bo mamy takie kaplice, gdzie Msza św. jest odprawiana tylko raz do roku.

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Dzieci z Wysp Zielonego Przylądka, fot. s. Jolanta Burdak SSPC

Jeździmy tam co dwa tygodnie, aby prowadzić spotkania z dziećmi i młodzieżą, pomagać osobom starszym i chorym. Ludzie są spragnieni kontaktu z Biblią, modlitwą i Eucharystią. Robimy wszystko, aby zaspokajać ten wielki głód serca.

Czy poleciłaby Siostra Cabo Verde jako miejsce atrakcyjne turystycznie?

Uważam, że Cabo Verde jest miejscem turystycznie atrakcyjnym. Wyspy mają wulkaniczne pochodzenie, w archipelagu jest ich dziesięć. Do tego jeszcze pięć drobnych i rzadko odwiedzanych skalistych wysepek. Razem daje to jakieś cztery tysiące kilometrów kwadratowych, na których zamieszkuje pół miliona osób.

Wyspy dzielą się na dwie grupy: Wyspy Zawietrzne i Podwietrzne. Wyspy Zawietrzne to położone na północy Santo Antão, São Vicente, Santa Luzia, São Nicolau, Sal i Boa Vista. Wyspy Podwietrzne: Maio, Santiago, Fogo i Brava leżą na południu. Wnętrza wysp są górzyste z najwyższym szczytem Pico do Fogo – 2829 m n.p.m. Słynie z malowniczego, drzemiącego wulkanu, którego ostatnia erupcja była w 2014 r. Poza plażami na Wyspie Sal (sól), jest jeszcze jedna ciekawostka – saliny, czyli baseny do pozyskiwania soli drogą odparowywania wody morskiej.

Najbardziej zachwyca radość i prostota ludzi, szczególnie dzieci, a ci mieszkający wysoko w górach są niezwykle sympatyczni. Każda wyspa ma swoją tradycję, kulturę, tańce i muzykę a nawet trochę innyą odmianę języka. Poza tym ludność caboverdyjska w dużym stopniu utrzymuje się turystyki, w związku z czym każdy turysta jest tutaj mile widziany.

Jakie jest Siostry największe misyjne marzenie?

Na sercu leży mi los wielu dzieci i młodzieży. Ich historie często są bardzo smutne, bolesne i okrutne. Chciałabym pomóc każdemu, tak aby nie było takich osób, które pozbawione są np. edukacji tylko dlatego, że urodziły się w biednej rodzinie. Rodzina, a właściwie jej brak, to kolejny poważny problem na Cabo Verde. Wiele dzieci i młodzieży żyje jako półsieroty, pozbawione tego, co najważniejsze w życiu dla prawidłowego rozwoju: miłości, czułości i obecności ojca i matki. Moim pragnieniem jest mówić każdemu, że niezależnie od tego, jakie jest czy było ich życie, Jezus ich kocha i nie przestanie kochać. Chciałabym, aby świadomie i dobrowolnie przyjęli Jezusa jako Pana i Króla do swojego życia, ponieważ jestem przekonana, że tylko z Jezusem życie może być i jest łatwiejsze.

Tego Siostrze i dzieciom życzę. Dziękuję  za rozmowę.

Wyspy Zielonego Przylądka: wielki głód serca
6 (100%) 3 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
Fot. ks. Jarosław Wiśniewski, Navotas, Manila »

Wasze komentarze
  • Jacek

    Dobra siostra :)!

    • Joanna Mazur

      Bardzo 🙂