Człowiek, który modli się codziennie, nie tylko wtedy, kiedy czuje potrzebę albo kiedy jest zdesperowany, bo życie mu się zawaliło, staje się jakby rozświetlony od wewnątrz. Modlitwa rzuca światło na demony, które chciałby się kryć w ciemnych zakamarkach naszej duszy, na przepaści lęków i ciemne, kręte jaskinie, w której chce schować to wszystko, co boli. 

Szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam, proście, a będzie wam dane (Łk 11, 1-13).  

Czy to możliwe, że Bóg każe się tak bardzo prosić? Czy może ze spokojem słuchać próśb swoich przyjaciół przez zamknięte drzwi? Czy może po prostu pójść spać, kiedy wie, że my po drugiej stronie drzwi stoimy i już wahamy się, czy aby nasza wiara w to, że modlitwa ma sens, jest uzasadniona? 

Modliliśmy się. Byliśmy nawet natrętni. I co? I nic. Niczego nie otrzymaliśmy. Bóg milczał.  

Trudno tak w nieskończoność trwać z niegasnącą ufnością, kiedy nasze prośby wydają się trafiać w próżnię. Ale trzeba powiedzieć sobie jasno, że każda nasza prośba dociera do Boga i dotyka Go. 

A jeśli jest odwrotnie? 

A co, jeśli w tej historii to nie Bóg jest zamknięty za drzwiami, za murem, ale my? A tym, który kołacze i prosi, jest Bóg? Myślę, że jeśli zdobędziemy się na to, by być szczerymi ze sobą, to przyznamy, że nie raz tak było. Bóg przyszedł pod drzwi mojego serca i pukał. Czekał. Wołał.  

A ja śpię. Albo udaje, że śpię i nie słyszę, bo nie chcę mi się postarać, kiwnąć palcem dla budowania Królestwa Bożego. Bo tak mi dobrze w tym, co mam, a On chce zburzyć mój spokój. A może jeszcze coś zabrać? Albo nie chcę się skonfrontować z problemem, który w sobie noszę, więc wolę udawać, że Jego wołanie mnie nie dotyczy.  

Może ta historia mówi: zobaczcie, Ja będę kołatał do waszego serca aż do skutku. Nie zniechęcę się. Nie obrażę. Będę cierpliwy i wytrwały, bo wiem, że tylko tak możemy się spotkać. Tylko tak możemy sobie spojrzeć w oczy. Ale ty rób to samo. Bo gdybym ci dał od razu to wszystko, o co prosisz, to wziąłbyś i odszedł. I za kilka kroków już zająłbyś się tym, co dostałeś, a o Mnie byś zapomniał. 

Ten, kto nie otrzymał nic, otrzymał wszystko 

Bóg mógłby cudownie sprawić, by wszystkie nasze problemy i trudności zniknęły w jednej chwili. Ale praktyka pokazuje, że On częściej wybiera drugi rodzaj interwencji. Pozornie wszystko zostaje tak jak jest, ale Zbawiciel sam rusza z nami w drogę. Dzieli z nami trudności.  

Droga nadal pozostaje ta sama. Nadal spotykamy na niej przeszkody. Ale my jesteśmy inni. Zmienia nas modlitwa. Nasze siły nie są już tylko naszymi własnymi. A przede wszystkim zyskaliśmy niezwykłego Przyjaciela i Kompana podróży, który uczyni ją najpiękniejszą i najsensowniejszą. 

Może nie otrzymałeś rzeczy, o które prosiłeś, ale otrzymasz więcej – więź z Bogiem. Dostajesz Jego samego w niepowtarzalnej, tylko waszej relacji. Tylko modlitwa może przynieść takie otrzeźwienie. Tak nowe spojrzenie w głąb życia i relacji.

Modlitwa to prawdziwe otrzeźwienie
6 (100%) 1 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.