Letnia pora to dobry czas, by poznawać nowe. Nowe miejsca. A dla nas ważnym miejscem na mapie życie jest przecież kościół. Miejsce modlitwy i spotkania z Bogiem. W czasie letnich podróży to miejsce, w którym warto przystanąć, pomodlić się i nabrać sił na dalszą wędrówkę. Tę wakacyjną i tę dłuższą, bo życiową. Będziemy prezentować Wam – Drodzy Czytelnicy – kościoły i miejsca kultu, które zwróciły naszą uwagę. Do niektórych trafiliśmy przypadkowo, do innych z góry założonym planem. Dziś przystanek drugi.

Nowy Port w Gdańsku to miejsce jakby wyjęte z czasoprzestrzeni, oddalone od centrum i wydaje się, że oddalone od przemian, które dotknęły Gdańsk i całą Polskę. Co nie oznacza, że przez to gorsze. Po prostu – inne, ale ciekawe. Miejsce, w którym nie znajdziesz wielkich sklepów, restauracji. To w większości robotnicze bloki i kamienice. Tam dzień zaczyna się bardzo wcześnie, z kolei popołudniami i wieczorami słychać już mniej spieszących do pracy, a bardziej dzieci biegające po ulicach, a gdzieniegdzie mieszkańców przesiadujących przy sklepach, przy kamienicach. Gdy wzniesie się wzrok ponad budynki, widać żurawie Nowego Portu. Widać jednak i coś jeszcze – wieże pewnego kościoła z bardzo długą i ciekawą historią (galeria zdjęć pod artykułem).  

 



 

Z GPS-em po Porcie  

Lubię takie miejsca: nie odtworzone, tylko takie, jakie były od lat. Do Nowego Portu trafiłem w ostatni weekend, szukając kina w Centrum Sztuki Współczesnej. Szedłem na film w ramach festiwalu „Afrykamera” – pisaliśmy już o tym, za to o obrazie „Felicite” już niedługo na misyjne.pl. Szukając kina, włączyłem GPS w telefonie. Gdy na cichej już w sobotni wieczór ulicy głośno odezwał się Krzysztof Hołowczyc ze swoim: „za 40 metrów skręć w prawo, dalej prosto”, od razu poczułem się jak ten obcy. Niektórzy obrzucili mnie czujnym spojrzeniem, niektórzy podnieśli wzrok znad piwa. Zaintrygowało mnie to miejsce. Postanowiłem wrócić kolejnego dnia. Dlaczego? Wpadł mi oczy budynek kościoła, a później w ręce wpadł przewodnik, w którym kościół to punkt na mapie Nowego Portu wart odwiedzenia. To kościół pw. Niepokalanego Serca Maryi, misyjny kościół morski. Już teraz wiesz, Drogi Czytelniku, że nie mogło nas tam zabraknąć! 

 

Ewangelicy byli tu pierwsi  

Jak się zaczęła historia tej świątyni? W XIX w. liczba mieszkańców Nowego Portu gwałtowanie rosła. W większości byli to protestanci. Jak nietrudno się domyśleć, szybko pojawiła się potrzeba, by powstał również dom modlitwy. Wcześniej wierni musieli korzystać z gościny kościoła w Wisłoujściu.  Na dom dla gminy ewangelickiej przeznaczono dawny warsztat bednarza solnego przy ulicy Oliwskiej 2. I ten adres jest aktualny do dziś. 

Grosza do grosza  

Niestety nie zachował się żaden obraz przedstawiający pierwszą kaplicę. Na najstarszych zdjęciach, które pokazują tamto miejsce, widać już kościół, który ją zastąpił. Był to budynek szachulcowy zwieńczony małą, spiczastą wieżyczką. Szachulec to typ drewnianej ściany szkieletowej, której wypełnienie stanowi najczęściej glina wymieszana z sieczką lub trocinami i wiórami. Rezultatem jest specyficzny wizerunek otynkowanego zwykle na biało budynku poprzecinanego ciemnymi belkami, ułożonymi w kratownicę. Co ciekawe, miłośnicy regionalnej historii dotarli do zachowanych informacji opisujących zbiórkę finansów na budowę ówczesnego kościoła. Zastosowano wtedy ciekawą zasadę – tak zwanego grosza statkowego – to był jeden fenig od łasztu (około 3000 metrów sześciennych ładunku), płacony przez wszystkie statki wchodzące i wychodzące z portu.  

 

Symbol dzielnicy  

Jednak już w następnym wieku szybko okazało się, że wybudowany kościół nie wystarcza dla wciąż powiększającej się wspólnoty. Obok starego zbudowano nowy. Mieścił się nieopodal Zakrętu Pięciu Gwizdków. Późnogotycka świątynia poświęcona została w 1905 r. i wyróżniała się dwiema strzelistymi wieżami. Były widocznie i z morza i z lądu. Na starych fotografiach i pocztówkach można zobaczyć, że stanowiły symbol dzielnicy, a nawet punkt orientacyjny dla statków zmierzający do portu.  


 

Czas wojny  

W czasie II wojny światowej kościół został w dużej mierze zniszczony. Po wojnie jego odbudową zajęli się franciszkanie reformaci, a później powstał także klasztor. Kościół (a dokładnie jego przestrzeń klasztorna) spełniał bardzo ważną rolę w czasie stanu wojennego. Pomieszczenia służyły wtedy jako miejsce tajnych spotkań związkowców portowej „Solidarności”. Do dziś zresztą przy ambonie wiszą dwie flagi – Polski i Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.  

 

 

Coś, co zostało  

Dziś dwóch wież już nie ma. Jest jedna – duża, wysoka, przypominająca trochę tę z bazyliki w Kołobrzegu. W prawie niezmienionym kształcie przetrwał cokół pomnika z 1922 r., upamiętniającego mieszkańców Nowego Portu poległych w walce o niemiecką ojczyznę podczas I wojny światowej. Na tablicach widniał napis: „Nowy Port swoim synom”. Władze komunistyczne zdemontowały tablicę, a cokół natomiast służy teraz figurze Niepokopanego Serca Maryi. Dziś zadaniem posługujących w kościele franciszkanów jest duszpasterstwo ludzi morza – marynarzy i ich rodzin – dlatego nazywany jest morskim. Motywy morskie widać też w jego wnętrzu: na ścianach i na sztandarach. 

 

 

PS: Jedna życzliwa rada, a dokładnie apel o małą pomoc. Warto byłoby poprawić funkcjonowanie mikrofonów, szczególnie tego przy ambonie. Najgorsze, co może być, to gdy wierni nie dosłyszą czytań albo homilii. Fakt, że człowiek jeszcze mocniej skupia się wtedy na Słowie Bożym, ale jednak lepiej by było, gdyby mógł je usłyszeć każdy bez przeszkód, szczególnie ludzie starsi. Obecne nagłośnienie sprawia, że głos jest stłumiony i nie roznosi się wyraźnie po kościele. Byłoby cudownie, gdyby znaleźli się ludzie dobrej woli, którzy zechcieliby wesprzeć franciszkańską morską parafią.

W poprzednim przystanku byliśmy w kościele MB Królowej Polski na warszawskim Marymoncie.

Galeria (4 zdjęcia)
Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.