O muzycznych pasjach Boliwijczyków i zakończonym niedawno XII Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Renesansu i Baroku Amerykańskiego ‚Misiones de Chiquitos’ w Boliwii mówi w rozmowie o. dr hab. Tomasz Szyszka, misjolog. Prezes Stowarzyszenia Misjologów Polskich przypomina, że organizowany od 25 lat przez Polaka, o. prof. Piotra Nawrota SVD, festiwal jest wydarzeniem muzycznym na skalę światową a także wielką promocją rodzimej muzyki baroku misyjnego oraz indiańskiej kultury Boliwijczyków.

Krzysztof Tomasik: W dniach 13- 22 kwietnia 2018 roku, odbył się XII Międzynarodowy Festiwal Muzyki Renesansu i Baroku Amerykańskiego ‚Misiones de Chiquitos’ w Boliwii. W Polsce mało o nim wiemy a jest to inicjatywa o randze światowej. Jakie wrażenia przywozisz ze sobą uczestnicząc w tym wielkim wydarzeniu, już po raz kolejny?

O. dr hab. Tomasz Szyszka: Festiwal odbywa się od 24 lat i osiągnął rangę światową. Biorąc pod uwagę jeszcze czas przygotowań to w sumie obchodził on w tym roku jubileusz 25-lecia. Za jego organizacją stoi fundacja La Asociación Por Arte y Cultura (APAC). Od początku miał charakter międzynarodowy choć niektóre środowiska spoglądały na tę inicjatywę z dystansem i ironią pytając: Jaka Boliwia? Jaki międzynarodowy festiwal muzyki baroku misyjnego? Po 25 latach okazało się, że do kraju tego przyjeżdżają najwyższej klasy artyści z całego świata uprawiający muzykę dawną, przede wszystkim barokową. Uczestnictwo w festiwalu poczytują sobie za wielki zaszczyt i ważny element kariery. W tym roku przybyli m. in. grupa Julliard 415 z USA, Ensemble Donizetti z Włoch, hiszpańska skrzypaczka Lina Tur Bonet i gitarzysta Joseph María Martí z grupy MUSIca ALcheMIca.

Organizacja i poziom festiwalu to przede wszystkim zasługa naszego krajana, o. prof. Piotra Nawrota, werbisty…

– O. prof. Piotr Nawrot w 1996 r. jako młody badacz, świeżo po doktoracie z muzykologii w USA został z ramienia APAC mianowany dyrektorem artystycznym festiwalu. To on od 25 lat dba o jego poziom artystyczny. Na początku prosił artystów i zespoły aby życzliwie wzięły udział w festiwalu. Teraz przy tak wielkiej liczbie zgłoszeń, dokonuje selekcji i wyboru uczestników. Na prawdę muszą reprezentować bardzo wysoki poziom. Niektórzy wzięli udział już po raz kolejny. Co ważne, że przed rozpoczęciem każdego festiwalu ma miejsce sympozjum muzykologiczne, w którym biorą udział naukowcy i wybitni specjaliści z zakresu muzykologii. Tegoroczny temat brzmiał: „W muzyce jest zawarta pamięć: przekaz estetyki misyjnej w baroku amerykańskim”. Wzięli w nim udział specjaliści z Boliwii, Meksyku, Argentyny i Gwatemali oraz oczywiście o. Nawrot.

Jak na festiwal o randze światowej to na pewno duże przedsięwzięcie organizacyjne?

– Jak w przypadku każdej edycji festiwalu było bardzo intensywnie. Wzięło w nim udział ponad tysiąc muzyków i chórzystów pochodzących z 17 krajów. Odbyło się ponad 150 koncertów w 19 miejscach na wschodzie i południu Boliwii, m.in. w Santa Cruz de la Sierra, Chiquitania, Tarija. Odległości pomiędzy niektórymi miejscowościami wynosiły 200, 300 km. Było to wielkie przedsięwzięcie logistyczne. Możemy sobie wyobrazić, jak wszyscy muzycy musieli pokonywać te dystanse i trzeba było im zapewnić maksimum komfortu, hotele, wyżywienie oraz miejsca na próby i wypoczynek. W sumie ich trasa koncertowa wynosiła ponad 2 tys. km.

Na pierwszym miejscu była oczywiście muzyka ale także ważna była promocja miejsc, w których była ona wykonywana i ponad 200 lat przechowywana.

– Oczywiście chodziło o promocję miejsc gdzie muzyka baroku misyjnego była i jest wykonywana ale i ponad 200 lat przechowywana przez samych Indian. Przypomnijmy, że jej odkrycie i renesans przypada na lata 80. XX wieku. Przy pracach rekonstrukcyjnych byłych kościołów z redukcji jezuickich w boliwijskiej Chiquitani, a nieco później w Mojos, odnaleziono kilka tysięcy partytur z muzyką wykonywaną i tworzoną przez Indian w tamtejszych redukcjach jezuickich w XVIII wieku. Przez bardzo długi okres wydawało się, że muzyka ta zaginęła bezpowrotnie, zaś jedynym jej śladem są wyłącznie opisy zawarte w listach i relacjach jezuickich misjonarzy z tamtego okresu. Dlatego tak wielkim zaskoczeniem dla muzykologów był fakt, że mają możliwość podjęcia się badań naukowych nad nowo odzyskanymi partyturami z muzyką baroku misyjnego znaną jedynie z opisów. O. Nawrot opracowuje ciągle nowe utwory. Stąd też, co dwa lata, wykonywane są utwory już znane oraz dzieła dopiero co przygotowane przez o. Piotra i współcześnie prezentowane po raz pierwszy. W tym roku była to XI symfonia wybitnego kompozytora Pedro Ximénez Abrill y Tirado, która została wykonana wspólnie przez muzyków z Boliwii – Orquestra Hombres Nuevos, Argentyny – Antiqua Camera i Paragwaju – Sonidos de la Tierra.

Jest to też promocja rodzimej kultury Indian…

– Przede wszystkim w trakcie festiwalu głównymi bohaterami są przedstawiciele lokalnej kultury z Chiquitani. Stanowili oni ponad połowę solistów i zespołów. Festiwal był doskonałą okazją do promowania miejscowych muzyków, wywodzących się z tamtejszych szkół muzycznych i miejscem, gdzie swoje umiejętności artystyczne przedstawiają boliwijscy artyści, którzy studiują lub ukończyli już studia w europejskich albo amerykańskich konserwatoriach muzycznych, jak np. skrzypaczka Karín Cuéllar pochodząca z Santa Cruz i studiująca w Anglii.

Niezwykle ważną „perłą” tegorocznego festiwalu było to, że najwyższej klasy zespoły muzyczne i chóry z USA, Wielkiej Brytanii, Włoch czy Niemiec zdecydowały się na wspólne występy z Boliwijczykami. Świadczyło to o wielkiej otwartości artystów z zagranicy ale przede wszystkim o wysokim poziomie artystów boliwijskich. Muzycy z Zachodu na pewno nie zdecydowaliby się na występ z muzykami na niskim poziomie umiejętności. To znaczy, że muzycy z miast, małych miasteczek, wiosek Boliwii reprezentują sobą na prawdę wysoki poziom. Przypomnijmy, że są to ludzie pochodzący z większości ubogich środowisk ale ich pasja, entuzjazm w przygotowywaniu i graniu muzyki jest niesamowita. Mieszane koncerty muzyków z zagranicy i miejscowych wypadły rewelacyjne i cieszyły się ogromnym powodzeniem.

Była to doskonała okazja do wymiany doświadczeń…

– Dla wielu boliwijskich muzyków występ z artystami światowej klasy był wielką nobilitacją. To tak jakby Lionel Messi czy Robert Lewandowski przyjechali do Boliwii aby wspólnie grać z miejscowymi piłkarzami. Świetnie relacje pomiędzy muzykami widać było szczególnie dobrze w interiorze, gdzie przebywały zagraniczne zespoły, aby zaprezentować swój repertuar. Na przykład przed południem swoje możliwości muzyczne przedstawiali muzycy z poszczególnych szkół muzycznych, zaś wieczorem odbywały się koncerty artystów zagranicznych. Lokalni artyści mieli okazję uczestniczyć w próbach zagranicznych gości, a tym samym uczyć się od najlepszych i zdobywać nowe doświadczenia. Nie ulega wątpliwości, że również zagraniczni goście wiele nauczyli się od Boliwijczyków. Z nieukrywaną fascynacją przyglądali się entuzjazmowi, zaangażowaniu i zapałowi boliwijskich muzyków, jak również ich prostocie i naturalności w relacjach międzyludzkich. Oni może nie reprezentują aż tak wysokiego poziomu muzycznego ale ich radosne, naturalne i entuzjastyczne podejście do muzyki zarażało innych. Dla nich najważniejsza jest radość z samego wspólnego grania. Muzyka jest ich życiem i tym samym może lepiej pojmują czym jest ona w istocie. A świadczy o tym choćby fakt, że podczas koncertów bardzo często rodzimi słuchacze nucili melodię właśnie wykonywanego utworu. Chciałoby się w Europie doświadczyć czegoś podobnego, gdy słuchacze filharmonii nucą wykonywane właśnie „Cztery pory roku” Antonio Vivaldiego.

Muzyka życiem, życie muzyką…

– Tak jest. Urzeka widok młodych ludzi idących na próbę wiejskimi drogami ze skrzypcami, trąbkami czy wielkimi kontrabasami. Tak samo wzrusza obraz wychodzącej z wiejskiego kościoła kilkunastoosobowej orkiestry po niedzielnej mszy św., którzy bynajmniej nie idą od razu do domów ale jeszcze przed świątynią siadają i grają ulubione utwory. Mało tego, wracając do domów dalej grają na swoich instrumentach. Ponadto zdarza się, że chłopcy idący zagrać w piłkę nożną zabierają ze sobą instrumenty. Kiedyś byłem świadkiem jak prości ludzie wypalający cegły przed domem słuchali muzyki klasycznej. Zapytani dlaczego właśnie tego typu muzyki słuchają powiedzieli, że ona się im po prostu podoba. Wniosek, że muzyka baroku misyjnego jest dla nich czymś naturalnym i nie narzuconym z zewnątrz. W latach 90. XX w. w wioskach, miasteczkach gdzie były redukcje jezuickie powstały szkoły muzyczne, do których obecnie uczęszcza kilkaset dzieci i młodzieży. Większość z nich ma indiańskie pochodzenie a niejedno gra na kilku instrumentach i śpiewa. O ich oddaniu muzyce świadczą m. in. wielogodzinne próby, w których z cierpliwością uczestniczą. W tym kontekście przypomina mi się wizyta papieża Franciszka w Boliwii sprzed trzech lat podczas której na papieskiej Mszy św. w Santa Cruz o. Piotr zebrał grupę ponad 1400 muzyków, właśnie ze szkół muzycznych z Chiquitani i Mojos. Jak dotychczas była to bodaj największa grupa muzyków, która uświetniała muzyką mszę św. pod przewodnictwem papieża. Ich entuzjazm i zaangażowanie jest czymś fascynującym.

Zapytam o instrumenty. Skąd stać tych w większości ubogich ludzi na ich zakup?

– W większości wykonują je rodzimi rzemieślnicy. Ale co było bardzo ważne w tegorocznym festiwalu to to, że zaprezentowano nowe instrumenty wykonane według starych technik. Wykorzystano wyniki prowadzonego w ostatnich latach projektu badawczego na ten temat. Wiadomo, że od XVIII w. Indianie sami wykonywali instrumenty wszystkich rodzajów, łącznie z organami. Teraz powrócono do tego i pokazano nam 11 instrumentów wykonanych ówczesną techniką, z wykorzystaniem podobnych gatunków drewna, strun ze zwierzęcych jelit itp. Docelowo mają zostać zbudowane instrumenty z epoki dla przynajmniej jednej orkiestry symfonicznej. Wtedy oczywiście utwory uzyskają inne ale oryginalne brzmienie z czasów gdy powstały.

Zapytam o finanse, ile kosztuje taki festiwal?

– Jest to przedsięwzięcie bardzo kosztowne. Większość pieniędzy muszą pozyskać organizatorzy. Państwo boliwijskie nie jest bezpośrednio zainteresowane finansowaniem festiwalu, co ma związek z jego polityką. Obecnie Boliwia określa siebie jako państwo wieloetniczne oraz wielokulturowe i promuje przede wszystkim kulturę autochtoniczną, zaś muzyka baroku misyjnego postrzegana jest jako spadek kolonializmu europejskiego, z kolei chrześcijaństwo określane jest religią konkwistadorów. Festiwal otrzymuje wsparcie ze strony Kościoła, a konkretnie archidiecezji Santa Cruz, miejscowej administracji oraz osób prywatnych. O. Nawrot jest nie tylko dyrektorem artystycznym festiwalu ale też „dyrektorem finansowym” i poszukuje sponsorów. Co trzeba mocno podkreślić: festiwalu nie byłoby gdyby nie grupa niezwykle oddanych, zaangażowanych współpracowników o. Piotra, z których większość to kobiety oraz kilkuset wolontariuszy. Ich praca jest nie do przecenienia.

Festiwal był także okazją do propagowania innych dzieł sztuki boliwijskiej, architektury, malarstwa, rzeźby…

– Trudno sobie nam wyobrazić, że w odległości kilkuset kilometrów od większych o ośrodków miejskich, głęboko w interiorze są przepiękne duże kościoły jak w San Javier, San Rafael, San Miguel, czy w Concepción, gdzie znajduje się okazała katedra, która ma w sumie ponad 60 m długości, 12 m wysokości, z trzema nawami, a jej sklepienie podtrzymuje kilkanaście misternie rzeźbionych kolumn, z których każda waży od 8 do 12 ton. Obecnie świątynia ze wspaniałym, bogatym, kolorowym wystrojem i rzeźbami jest pięknie odnowiona. Czy weźmy kościół w San Javier, który jest budowlą trzynawową, w stylu baroku misyjnego, z przestrzennym prezbiterium. Uwagę przykuwają liczne i wysokie drewniane kolumny, rzeźbione z motywami roślinnymi i pomalowane w charakterystyczny sposób w kolorze kawowym. W roku 1767, kiedy to jezuici zostali zmuszeni do opuszczenia tej redukcji, sporządzono listę inwentarzową z której wynika, że na dzwonnicy znajdowało się aż 8 dzwonów większych oraz 17 dzwonów mniejszych. Oprócz tego Indianie mieli do dyspozycji liczne instrumenty muzyczne: 3 organy, 2 harfy, 8 skrzypiec, 3 wiolonczele, 2 trąbki, 2 cymbały.

Dbano o piękno świątyń, gdyż nad każdą z nich widnieje napis: „To jest brama do Nieba” a we wnętrzu znajdują się liczne figury aniołów grających na różnych instrumentach. Podobnie okazałe są w nich konfesjonały, miejsca spotkania z Bogiem w sakramencie pokuty oraz łaski i dlatego uważano, że muszą być wyeksponowane. Ponadto w każdym z nich jest duży chór na 30, 40 osób. Co ważne kościoły w byłych redukcjach jezuickich mają doskonałą akustykę. Architektura, sztuki plastyczne i muzyka były traktowane jako niezwykle ważne środki ewangelizacji tamtejszych ludów indiańskich.

Ponadto wokół świątyń znajdowały się budynki szkolne, warsztaty rzemieślnicze i inne ważne miejsca publiczne. Co ciekawe wszystkie redukcje jezuickie w Boliwii, 10 wiosek misyjnych powstało w ciągu zaledwie 80 lat, precyzyjnie w latach 1691-1767. W każdej z nich mieszkało ok. 2 tys. osób. Jezuici potrafili zgromadzić w niejednej z nich do 10 różnych grup etnicznych, z różnymi językami a wśród nich wiele skonfliktowanych. Mimo wielu różnic pomiędzy nimi jedno, co ich najbardziej łączyło to była muzyka. Dzięki tym wszystkim elementom o wiele łatwiej było wprowadzać i zakorzeniać chrześcijaństwo.

Należy zaznaczyć, że większość kościołów z byłych redukcji jezuickich zostało poddanych gruntownej renowacji, począwszy od lat 70. XX wieku, co było zasługą biskupa Antonio Eduardo Bösla oraz szwajcarskiego architekta Hansa Rotha. W roku 1990 sześć odnowionych wiosek misyjnych w Chiquitani zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Światowa ranga festiwalu a w Polsce mało kto o nim wie….

– Festiwal na pewno cieszy się wielkim uznaniem wśród polskich specjalistów i melomanów. Od lat mówi o nim i relacjonuje Polskie Radio, szczególnie dzięki pani redaktor Magdalenie Łoś z II Programu oraz pani redaktor Agnieszce Trzeciakiewicz z redakcji katolickiej PR, która przygotowuje cyklicznie audycje o muzyce baroku misyjnego w ramach „Muzycznych rozmów” emitowanych w Programie III w niedzielę. Oczywiście audycji słuchają pasjonaci, można powiedzieć muzyczna śmietanka intelektualna, która powoli poznaje świat muzyki baroku misyjnego. Ale jest już w Polsce grupa dyrygentów i zespołów, która zafascynowała się tą muzyką i ją wykonuje. Wśród nich trzeba wymienić: Zespół Muzyki Dawnej Cappella Gedanensis z Gdańska, chóry z Poznania: Chór Kameralny Dysonans oraz Chór Akademicki UAM i Polskie Słowiki oraz studenci muzykologii z Uniwersytetu Warszawskiego, chór Hosanna z Nysy itd. Wielką propagatorką jest też prof. Teresa Krasowska z Lublina, pracująca z tamtejszymi muzykami i śpiewakami. Dzięki tym zespołom coraz więcej ludzi poznaje muzykę boliwijskich Indian i się nią pasjonuje. Ponadto powstało już kilka filmów kapitalnie pokazujących współczesną i niezwykle żywą muzykę baroku misyjnego oraz pracę o. Nawrota w Boliwii („Wygrywam najcenniejsze”, „Manuskrypt znaleziony w buszu”, „Przedpokój do raju”, „Misja Boliwia” itd.). Organizowane są również liczne wystawy przez Referat Misyjny Księży Werbistów z Pieniężna albo przez Wydział Teologiczny UAM w Poznaniu. Są one prezentowane przy współpracy ośrodków muzealnych, jak np. Muzeum na Zamku Królewskim w Lublinie. W Muzeum misyjny w Pieniężnie można zaś obejrzeć dużą makietę redukcji jezuickiej San Javier.

XII Międzynarodowy Festiwal Muzyki Renesansu i Baroku Amerykańskiego ‚Misiones de Chiquitos’ zakończył się. Kiedy następny?

– O. Piotr po zakończeniu każdego festiwalu mówi: „Teraz kilka dni odpoczynku i zaczynamy przygotowania do następnej edycji”. Następny festiwal już roku 2020. Już zapraszamy.

Rozmawiał Krzysztof Tomasik

***

Ks. Tomasz Szyszka SVD (ur. 1960), po dwuletnim studium filozofii w Wyższym Seminarium Misyjnym Księży Werbistów w Nysie kontynuował dalsze studia teologiczne w Wyższej Szkole Filozoficzno-Teologicznej w Sankt Augustin koło Bonn, gdzie po ukończonych studiach i praktyce duszpasterskiej, w roku 1990 przyjął święcenia kapłańskie. Od roku 1992, przez kolejne sześć lat pracował w Boliwii na Altiplano, gdzie pełnił funkcje duszpasterskie, administracyjne, był też wykładowcą na wydziale katechetycznym Uniwersytetu Katolickiego oraz Instytutu Teologiczno-Pastoralnego ludu Ajmara (ITEPA) w Laja. Po powrocie do Polski podjął studia doktoranckie z zakresu misjologii, uwieńczone pracą pt. „Specyfika ewangelizacji inkulturacyjnej ludu Ajmara”, obronionej na Uniwersytecie Opolskim w roku 2005. W latach 2004-2007 pełnił funkcję prowincjalnego sekretarza ds. misji Zgromadzenia Słowa Bożego w Polsce. Obecnie jest adiunktem w katedrze misjologii (Instytut Dialogu Kultur i Religii) na Wydziale Teologicznym UKSW w Warszawie oraz prezesem Stowarzyszenia Misjologów Polskich.

Oceń ten artykuł


źródło: KAI

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.