Swego czasu Majka Jeżowska śpiewała: „Wszystkie dzieci nasze są:  Basia, Michael, Małgosia, John,  na serca dnie mają swój dom, uchyl im serce jak drzwi”. Do tej listy imion można dodać te jeszcze bardziej egzotyczne: Achim, Leyla, Simba, Kaori, Hirni czy Mirnada. Coraz rzadziej sobie uświadamiamy, że każde z tych imion przynosi jakiś sens, znaczenie, tożsamość. Ich piękno nie wynika z brzmienia, ale z treści, które niosą.

W niektórych kulturach imienia  dziecku nie nadawano natychmiast, ale najpierw je obserwowano, aby móc dobrać takie, które najlepiej określałoby jego charakter. Dziecko miało się stać kimś godnym imienia, które nosiło. Niestety w wielu rejonach świata dzieci nie mają zbyt wielu możliwości, by wzrastać tak jak chciałyby i jak mają do tego prawo. Nie mogą stać się sobą. Uniemożliwiają to głód, bieda, wojna, powracające kataklizmy. Nie wszystkie urodziły się pod szczęśliwą gwiazdą. Są takie, które całe swoje życie spędzają na ucieczce przed przemocą. Jednym z największych osiągnięć cywilizacyjnych jest powszechny dostęp do podstawowej edukacji. Napisałem „powszechny”, ale ta powszechność jest oczywiście bardzo mocno ograniczona. Stopień analfabetyzmu w niektórych krajach Afryki czy Azji sięga nawet 60%. Brak umiejętności czytania i pisania uniemożliwia nie tylko właściwy rozwój intelektualny i osobowościowy człowieka, ale przede wszystkim stanowi istotną barierę w dostępie do dóbr kultury, do pracy wymagającej wiedzy i umiejętności, a w konsekwencji – wyrwania się z biedy i zmiany statusu społecznego. W Polsce istnieje powiedzenie: „Dlaczegoś biedny? Boś głupi! Dlaczegoś głupi? Boś biedny!”.

Badania kanadyjskich nauko wców dowodzą, że osoby biedne, choć nawet  wykształcone, mają mniejszy iloraz inteligencji (IQ) niż te osoby, które mają zapewnione środki do życia. Ludzie, którzy stale borykają się z problemem ubóstwa, tracą zdolność do myślenia i budowania logicznych konstrukcji . Ludzie tacy skupiają się głównie na tym, skąd wziąć pieniądze, aby zapłacić rachunki i wyżywić rodzinę. Jeśli tak jest w kraju wysoko rozwiniętym, to co  powiedzieć o sytuacji w ubogich krajach misyjnych? Marksowska koncepcja mówiąca, że „byt określa świadomość” zdaje się wówczas prawdziwa.

Ks. Andrzej Draguła

Oceń ten artykuł


Tagi

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze