Opustoszałe i wymarłe miasta Iraku i Syrii, niegdyś zamieszkiwane przez chrześcijan, którzy zostali wypędzeni przez dżihadystów tzw. Państwa Islamskiego, dzisiaj znowu zapełniają się swymi dawnymi mieszkańcami, wracającymi do swoich domów – pisze tym w swym raporcie dla KAI Mike Bruszewski.

„Czas wracać, bo to nasza ziemia” – mówi Emad, chrześcijanin z Bliskiego Wschodu. Chce wracać do swojego domu, jak tysiące innych rodzin. Przeżyli koszmar wojny i trzeba było odwagi, by to przetrwać. Potrzeba jeszcze więcej odwagi, by wrócić.

„Nie ma miejsca na krzyż na ziemi islamu” – bohomazowate graffiti w języku arabskim napisane na jednym z domów przypomina, kto był tutaj wcześniej. „Dom kuffara” – czyli dom niewiernego, to napis na kolejnym budynku. Naznaczono tak naprawdę nie sam dom, ale jego mieszkańców. „Krzyże pod naszymi stopami” – straszy kolejny napis i póki nie zostanie zamazany, przypomina o okupacji islamistów.

To miasto skrywa jednak o wiele więcej zagrożeń. W kolejnych domach były magazyny prowizorycznych ładunków wybuchowych, ulica wzdłuż muru jest zaminowana, fundamenty domu zostały „przeorane” i wydrążono w nich tunele, którymi snajperzy dżihadystów przedostawali się między dzielnicami, by polować na żołnierzy. Tunele także zostały zaminowane.

Gdy dżihadyści przegrywali, uświadomili sobie, że kiedyś wrócą tutaj rodziny. Być może wrócą z dziećmi. Zostawili im „prezenty” w postaci zabawek podłączonych do bomb-pułapek. Chrześcijańskie świątynie sprofanowano, spalono, urządzono w nich strzelnice albo haremy – Pisma Święte trafiły na stertę niezgodnych z szariatem materiałów. Zostały spalone. Sklepy i magazyny okradziono, zakłady pracy zniszczono. Nie ma prądu czy dostępu do wody.

Jak nazywa się to miasto, które dzisiaj tonie w morzu ruin? Ma wiele nazw. Są ich setki – w Syrii oraz Iraku. Łączy je to, że były zamieszkiwane przez chrześcijan i trafiły pod okupację tzw. Państwa Islamskiego (ISIS/IS). Opustoszałe i wymarłe dzisiaj znowu zapełniają się chrześcijanami, którzy wracają do swoich domów.

Bliski Wschód – region męczenników

Bliski Wschód jest nieodłącznie związany z historią chrześcijaństwa. W obliczu wciąż toczącej się wojny z ISIS/IS i innych dżihadystycznych grup na terytorium Syrii oraz z niedobitkami kalifatu w Iraku ciężko o dokładne przeprowadzenie badań statystycznych na temat dokładnej liczby chrześcijan pozostałych na tych terenach. Ale nawet spośród fragmentarycznych danych, które do nas docierają wyłania się katastroficzny obraz.

Na początku XX w. ilość wyznawców Chrystusa w tym regionie szacowano na 20 proc. populacji, dzisiaj jest ona oceniana na zaledwie 2 proc. Chrześcijanie byli prześladowani na Bliskim Wschodzie jeszcze przed wybuchem rewolty Arabskiej Wiosny (2011 r.) czy ekspansji ISIS/IS (2014 r.), ale to właśnie ostatnie lata wojny sprawiły, że dżihadyści biorący na cel wyznawców Chrystusa uderzyli w tę społeczność ze wzmożoną siłą. Porwania, gwałty, egzekucje na chrześcijańskich rodzinach ze strony organizacji islamistycznych były na porządku dziennym, a kolejne ofensywy dżihadystów doprowadziły do ucieczki całych społeczności. Większość z nich podzieliła los uchodźców wewnętrznych (IDP – Internally Displaced Person), uciekając do najbliższego nieobjętego walkami zbrojnymi miasta lub miejscowości. Następnie w prowizorycznych obozach dla uchodźców przyszło im żyć latami, czekając na koniec wojny, by mogli powrócić do domów. Część wyjechała za granicę do: Libanu, Jordanii, Turcji, USA, Australii lub państw UE, ale miażdżąca większość uchodźców-chrześcijan w Iraku i Syrii jest zdeterminowana, by zostać w swoich krajach.

W wojnie syryjskiej – wyzwolenie Aleppo z rąk rebeliantów a w wojnie irackiej – wyzwolenie Mosulu spod okupacji ISIS/IS stały się momentem zwrotnym, cezurą dla tych rodzin chrześcijańskich, które planowały jak najszybszy powrót do domów, które opuścili z powodu wojny. Wyzwolenie spod okupacji dżihadystów miejscowości czy miast chrześcijańskich w regionie nie oznaczało jednak, że jest tam możliwy powrót. O chrześcijańskie miasta czy wioski, albo dzielnice miast, toczyły się ciężkie walki, przetoczył się przez nie front i zostały zrujnowane w trakcie wojny. Domy zamieniono w twierdze, które następnie zaminowano i o które toczyły się walki, aż nie zamieniły się w gruzowisko. Mimo post-apokaliptycznego obrazu tych miejsc, chrześcijańskie rodziny wykazywały się wielką odwagą i deklarowały powrót, a także odbudowę tych domów. Obecnie wraz z pomocą organizacji charytatywnych związanych z kościołem katolickim trwa odbudowa tych miejsc.

Fot. EPA/SEDAT SUNA

Irak

„To historyczny moment. Jeżeli nie pomożemy chrześcijanom wrócić do ich domów na Równinie Niniwy, to te rodziny mogą opuścić Irak na zawsze” – mówi ks. Andrzej Halemba, koordynator Komitetu Odbudowy tego irackiego regionu w Papieskim Stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Równina Niniwy, zwana także Równiną Świętych, jest związana z chrześcijaństwem od II w n.e. To region północnego Iraku, którego główną metropolią jest Mosul. W czerwcu 2014 r. Mosulu, drugiego największego miasta w Iraku, miało bronić ok. 30 tys. żołnierzy i funkcjonariuszy irackich służb. Celem żołnierzy miało być powstrzymanie ofensywy terrorystycznej organizacji ISIS – Islamskie Państwo w Iraku i Syrii (zwanej także jako ISIL lub Daesh), która dokonywało ekspansji terytorialnej w obu krajach. Finalnie między 4 a 10 czerwca 2014 r. 1500 dżihadystów z ISIS zajęło Mosul, iraccy żołnierze uciekli, a przed islamistami otworzyła się możliwość podbicia całej prowincji, w tym terenów zamieszkiwanych przez chrześcijan. 29 czerwca 2014 r. przywódca ISIS Abu Bakr Al-Baghdadi proklamował w Mosulu powstanie Państwa Islamskiego i ogłosił się kalifem.

Północny Irak jest etniczno-religijnym tyglem zamieszkiwanym przez Asyryjczyków (chrześcijan), Jazydów, Turkmenów, Arabów i Kurdów. Mosul jest miastem historycznie silnie związanym z chrześcijaństwem, ale w momencie wkroczenia ISIS wyznawcy Chrystusa stanowili w samym mieście mniejszość. Pod Mosulem sytuacja jednak była inna – w miejscowościach: Karakosz, Bartella, Karamlesz, Batnaya, czy Tall Kayf to właśnie chrześcijanie stanowili najliczniejszą grupę, a miasta te uznaje się za historycznie i etnicznie asyryjskie. Podział wyznaniowy Asyryjczyków często powoduje mylenie kwestii etnicznych z religijnym. Asyryjczycy dzielą się na katolików (Chaldejski Kościół Katolicki) oraz wiernych Asyryjskiego Kościoła Wschodu. Posługują się dialektem nowoaramejskim. Jak sami o sobie mówią, porozumiewają się językiem, którym posługiwał się Jezus Chrystus. Przed ofensywą ISIS/IS na Równinie Niniwy to właśnie w Karakosz znajdowało się najliczniejsze w Iraku, 50-tysięczne skupisko chrześcijan.

Wymienione miejsca zostały podbite przez ISIS/IS i do czasu rozpoczęcia ofensywy na Mosul (2016/2017 r.) przez iracko-kurdyjską koalicję były pod okupacją dżihadystów. Atak ISIS/IS na Równinę Niniwy spowodował ucieczkę chrześcijan z tych terenów. Szacuje się, że przed ofensywą dżihadystów uciekło ok. 150 tys. chrześcijan. Większość z nich trafiła do Irbilu – stolicy irackiego Kurdystanu, gdzie powstały tymczasowe obozy dla uchodźców.

Ci, którzy nie zdołali uciec trafili do „piekła” niewoli samozwańczego kalifatu. Chrześcijańskim rodzinom nakazano konwersję na islam – w przeciwnym razie ojcom rodzin zagrożono, iż dżihadyści zgwałcą jego córki albo żonę na jego oczach, domy chrześcijan oznaczono, a następnie sprzedano muzułmanom „na aukcjach”, mężczyzn rozstrzeliwano lub ścinano, a kobiety trafiły na „targi niewolników”, gdzie były sprzedawane jako niewolnice seksualne. Te rodziny, które przetrwały pierwsze fale czystek mogły się „wykupić” od prześladowań płacąc specjalny podatek od bycia „niewiernym” zwany „dżizja”.

Chrześcijanie byli mordowani przez ISIS/IS do samego końca ich okupacji Mosulu. W ostatnich dniach bitwy o to miasto, gdy dżihadyści kontrolowali już tylko resztki Starego Miasta, miało dojść do egzekucji ostatnich pozostających przy życiu chrześcijan w tym mieście. Tym samym pierwszy raz w historii, licząc od II w. n.e., w Mosulu nie było żadnego żywego chrześcijanina. Symboliczny koniec tej tragicznej sytuacji nastąpił 4 września 2017 r., gdy w klasztorze św. Jerzego Mszę św. odprawił o. Louis Montes – pierwszą mszę w tym mieście od trzech lat. Obraz okupacji ISIS/IS dopełnia fakt, że w klasztorze, który znów służy jako miejsce dla chrześcijan dżihadyści zorganizowali więzienie. „Kontemplowanie tajemnicy Krzyża, która odnawia się podczas Mszy, ma w tym miejscu wielką moc” – powiedział duchowny.

Louis Petrus, jak inni chrześcijanie z Karakosz, uciekł, gdy nadchodziło ISIS/IS. Od razu po wyzwoleniu jego rodzinnego miasta wrócił. „Zdewastowali kościoły. W kościele św. Jerzego była fabryka bomb. A w kościele Niepokalanego Poczęcia urządzili strzelnice. Zabrali nawet manekiny z pobliskich sklepów i do nich strzelali” – mówił na gorąco po przyjeździe wolontariuszom PKWP. „To mój kraj. Chcę odbudować moje życie w Karakosz. To moje miejsce na ziemi i chcę tutaj być aż do śmierci” – dodaje Petrus.

Szacuje się, że z grupy chrześcijańskich uchodźców wewnętrznych w Iraku, która uciekła z Równiny Niniwy, ok. 20-30 tys. wyjechało z kraju, 70-100 tys. pozostało w okolicach Irbilu, reszta postanowiła wrócić do domów (np. do Bartelli wróciło już 700 rodzin). „Muszą wrócić, by odbudowywać razem Irak i gromadzić się w kościołach” – podkreśla Emad Matti Elias, uchodźca-chrześcijanin. Liczbę chrześcijan w Iraku oblicza się na 200 tys., a warto przypomnieć, że jeszcze w 2000 r. liczbę wyznawców Chrystusa w tym kraju szacowano na 1,5 mln.

W raporcie „Prześladowani i zapomniani. Raport o sytuacji chrześcijan w latach 2015-2017” pojawia się ostrzeżenie, że przy takim tempie „ubywania” wyznawców Chrystusa, do 2020 roku w Iraku może już nie być chrześcijan. Wiarę, że do tego nie dojdzie odzyskuje się, słuchając relacji samych Irakijczyków. „Wiele krajów europejskich otworzyło drzwi uchodźcom, ale ja postanowiłem zostać z rodziną w moim kraju. To nasza ziemia i nie możemy jej oddać obcym. Wszędzie są trudności i znam chrześcijańskie rodziny, które opuściły Irak i wcale nie są zadowolone” – mówi Asaad Amen Jiarjes, jeden z chrześcijańskich uchodźców.

Aleppo, Syria

Syria

„Chrześcijanie to świnie. Nie macie prawa żyć” – rzucił do syryjskiego chrześcijanina dżihadysta z powiązanej z Al-Kaidą organizacji o nazwie Front An-Nusra. Wyznawca Chrystusa opowiedział swoją historię wolontariuszom Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wraz z ponad 200 innymi chrześcijanami został porwany. W niewoli był bity przez terrorystów An-Nusry. „Kazali nam przejść na islam, ale odmówiliśmy, więc na naszych oczach zabijali ludzi” – dodaje Elia, rozmówca PKWP.

Rzeczywistość wojenna Syrii to nie tylko dżihad prowadzony przez ISIS/IS. To także szereg innych islamistycznych bojówek, które za cel postawiły sobie eksterminację chrześcijan. A nie da się historycznie rozmawiać o chrześcijaństwie nie mówiąc o Syrii. To u wrót Damaszku (dzisiejszej stolicy Syrii) nawrócił się św. Paweł z Tarsu i założył w tym mieście jedną z najstarszych wspólnot chrześcijańskich. Chrześcijaństwo na terenie Syrii datuje swoją tradycję od I w n.e. będąc jeszcze starszą ziemią wyznawców Chrystusa niż Irak. Syryjscy chrześcijanie dzielą się na wiernych katolickich Kościołów wschodnich (m.in. Kościół melchicki i Kościół maronicki) oraz prawosławnego Patriarchatu Antiocheńskiego.

Wojna w Syrii rozpoczęła się w 2011 r. Pew Research Center szacowało wówczas liczbę chrześcijan na 5,2 proc. całej populacji Syrii. Po siedmiu latach walk ze społeczności 1,5 mln chrześcijan, która żyła tutaj przed wojną, w kraju pozostało tylko 500 tys. Największa społeczność chrześcijańska zamieszkiwała Aleppo – 150 tys.

Bitwa o Aleppo trwała od 2012 do 2016 r., gdy siłom rządowym udało się w końcu pokonać rebeliantów i wypchnąć ze wschodniej części miasta. W trakcie walk o miasto grupy dżihadystów ze strony rebelianckiej polowały na chrześcijan – snajperzy strzelali do cywilów, w kościoły wystrzeliwano prowizoryczne rakiety. Dzisiaj w Aleppo pozostało już tylko ok. 30 tys. Chrześcijan, ale liczba ta stale rośnie, bo ze względu na powstrzymanie walk w mieście wracają do niego rodziny wyznawców Chrystusa.

Syria to „poligon” kryzysu uchodźczego – jest krajem, w którym dzieje się największy dramat humanitarny ostatnich lat. Mówią o tym liczby: 7,2 mln ludzi przesiedlonych wewnętrznie, w obozach na granicy z 4,5-milionowym Libanem przebywa ponad 2 mln uchodźców. Wojna w Syrii pochłonęła życie 300 tys. ludzi. – „Drugie tyle, albo i więcej zmarło z powodu braku dostępu do leków albo środków na ich zakup” – mówi ks. Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji PKWP. Bezrobocie w wielu miejscach kraju osiągnęło 80 proc.

Chrześcijanie w Syrii uciekali do miejscowości lub dzielnic miast nieobjętych walkami np. do Tartus, Homs, Damaszku, Jabrud. W tej ostatniej miejscowości zostali jednak zaatakowani przez front An-Nusra, a następnie ISIS, kościoły zostały zdewastowane (strzelano do fresków przedstawiających świętych), porwano zakonnice z okolicznych klasztorów. Wszędzie tam, gdzie dżihadyści zdobywali chrześcijańskie miejscowości w Syrii rozpoczynał się „festiwal” profanacji świątyń. W Al-Qaryatayn dżihadyści ISIS przy pomocy buldożera zrównali z ziemią monastyr św. Eliasza, który jest datowany na ok. 1500 lat. Okrucieństwo dżihadystów nie znało granic – pod Aleppo dżihadyści z ISIS ukrzyżowali 12-letniego chrześcijanina. Powód? Jego ojciec nie chciał przejść na islam. Oprawcy dokonywali także publicznych gwałtów na chrześcijańskich kobietach.

W tym „morzu” wojennych tragedii udaje się odbudowywać Syrię. Obecnie ISIS/IS w Syrii zajmuje już tylko odizolowane trzy enklawy w dolinie Eufratu oraz jedną enklawę na północny-wschód od Hamy. Wciąż trwa operacja Syryjskiej Arabskiej Armii (armii rządowej) w prowincji Idlib, gdzie część miast zajmuje koalicja ugrupowań dżihadystów powiązanych z Al-Kaidą Hayat Tahrir Al-Sham (w skrócie HTS), równie okrutnej wobec chrześcijan co ISIS/IS. A zatem wojna w Syrii jeszcze się nie skończyła.

Podobnie jak w Iraku, także w Syrii tam, gdzie ustały walki trwa wielka praca odbudowy i pomocy ofiarom wojny. Ogromną rolę odgrywają w niej polskie organizacje katolickie, takie jak polska sekcja PKWP oraz Caritas Polska. W porozumieniu z polskim rządem PKWP prowadzi w Aleppo projekt medyczny wspierając ofiary wojny w szpitalu św. Ludwika. Ponadto powracającym do tego miasta chrześcijańskim rodzinom są zapewniane mieszkania, jedzenie i artykuły pierwszej potrzeby.

„Czujemy, że nie pozostaliśmy pozostawieni sami sobie” – pokreślił maronicki biskup Latakii Antoine Chbeir. Ważne są także prowadzone przez pomoc z Polski projekty edukacyjne. „Wierzymy, że wojna się kiedyś zakończy. Jeśli nie będziemy dbać o edukację młodych pokoleń, to stworzymy podatny grunt dla werbujących ich terrorystów” – stwierdził bp Chbeir. W Jabrud ma powstać polska szkoła im. Janusza Kusocińskiego. Z prowadzonych edukacyjnych projektów już teraz w Syrii korzysta 700 uczniów. To wszystko powoduje, że chrześcijanie chcą wracać do swoich domów bo czują, że otrzymają wsparcie.

Podsumowanie

Prześladowania chrześcijan nie rozpoczęły się wraz z nastaniem tzw. Państwa Islamskiego, a jego upadek wcale nie musi oznaczać, iż w regionie Bliskiego Wschodu za swoją wiarę przestaną ginąć wyznawcy Chrystusa. Powrót rodzin do ich domów w Iraku i Syrii oznacza zarazem, iż ludziom tym musi zostać zapewnione bezpieczeństwo. Inaczej mogą powtórzyć się dramaty takie jak los ks. Ragheeda Gaaniego z Karamlesz. Został zastrzelony wraz z trzema diakonami po Mszy św., którą odprawił w 2007 r., na siedem lat przed powstaniem tzw. Państwa Islamskiego. Islamiści postawili mu ultimatum: “Mówiliśmy księdzu, że ma zamknąć kościół”. „Jak mogę zamknąć dom Boży?” – odpowiedział ks. Ragheed.

Już pojawiają się alarmujące informacje, że powracające rodziny nie są bezpieczne. Dowodem na to jest sytuacja asyryjskiego miasta Teleskof na północ od Mosulu. Kilkaset rodzin chrześcijan wróciło do tego miasta, by je odbudować, ale w październiku 2017 r. na fali starć iracko-kurdyjskich o Kirkuk, walki rozlały się po całej Równinie Niniwy. Chrześcijańskie rodziny uchodźców, które wróciły do Teleskof znowu musiały uciekać i na powrót stały się „uchodźcami wewnętrznymi”, gdyż trafiły w epicentrum starć między kurdyjską Peszmergą a szyickimi milicjami z Iraku.

Przykład takich projektów jak Komitet Odbudowy Niniwy, który zobowiązał się do odbudowy pierwszych 100 domów chrześcijańskich rodzin pokazuje, że marzący o powrocie uchodźcy mają dokąd wracać. Na przykładzie sąsiedniej Syrii i kolejnych pomocowych projektów widać, że także będą mogli wysłać dzieci do szkoły, a w przypadku chorób – do lekarza. Zapewnianie podstawowych potrzeb tych ludzi determinuje ich pozostanie na Bliskim Wschodzie, a tylko dzięki temu chrześcijaństwo przetrwa na tych ziemiach.

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.