Dzisiaj bycie antyklerykałem jest modne, nawet wśród katolików. Ale czy na pewno jest to dobra postawa?

„Wierzę w Boga, ale w Kościół już nie”. Kto nie spotkał się w życiu z taką deklaracją, prawdopodobnie nie opuścił czterech ścian swojego pokoju. Postawa antyklerykalna znów jest modna. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu to przynależność do Kościoła stanowiła pewnego rodzaju „deklarację normalności” – dziś sytuacja się odwraca. Dziś przyznawanie się do Kościoła jest dziwnym odchyleniem i „skrajnością”. I nie chodzi tu bynajmniej o samą wiarę w Boga lub nawet o przynależność do Kościoła katolickiego, ale o utożsamianie się z nim i jego przedstawicielami. „W Boga wierzę, do kościoła nawet chodzę, ale nie będzie mi facet w sukience zaglądał pod kołdrę”. Niestety nie jest to tylko moda wśród świeckich. „Idący z duchem czasu” duchowni również łapią się w tę pułapkę i próbując zbliżyć się do wiernych, dystansują się od instytucji Kościoła. Warto tu zadać pytanie: czy cel uświęca środki?

Wewnątrzkościelny antyklerykalizm
Duchowni deklarujący się jako antyklerykałowie powołują się na wywiad papieża Franciszka sprzed trzech lat, w którym przyznał, że „bywa antyklerykałem”. Zdanie jest oczywiście wyrwane z kontekstu, ale wyrywanie z kontekstu i wybiórcze traktowanie wypowiedzi Ojca Świętego to materiał na zupełnie inny artykuł. Bo o ile jestem w stanie zrozumieć wypowiedź Franciszka jako wpisaną w szerszy kontekst medialną kreację papieża-rewolucjonisty, o tyle antyklerykalne deklaracje zwykłych księży i wiernych są po prostu szkodliwe. Dlaczego? Ponieważ obniżają wiarygodność całego Kościoła. Ksiądz dystansujący się od niepopularnej dziś instytucji Kościoła robi to z intencją zbliżenia się do wiernych (najczęściej młodzieży), nie zauważa jednak, że przy okazji podkopuje wiarygodność wszystkich innych. Jak później dziwić się antyklerykalnym wypowiedziom wiernych, skoro sami przedstawiciele Kościoła się z nim nie utożsamiają?

Krytyka
Oczywiście instytucji oraz ludziom Kościoła można dużo zarzucać. Nic tak dobitnie tego nie uświadamia jak mocne zaangażowanie. Jednak między uzasadnioną krytyką a postawą antyklerykalną jest ogromna różnica. Sam nierzadko krytykuję postawy ludzi lub działania instytucji (czego najdobitniejszym dowodem jest niniejszy artykuł). Nigdy jednak nie dystansuję się od Kościoła, a krytykę staram się prowadzić spokojnie i życzliwie. Pamiętajmy, że krytyka jest dobra i potrzebna, musi być jednak prowadzona w określony sposób, żeby nie narobiła więcej szkód niż pożytku.

(Nie) jestem antyklerykałem
5.33 (88.89%) 3 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze