O przekonywującym Kościele, bracie Albercie, pomocy ubogim i nacjonalizmie z kard. Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim rozmawiają o. Marcin Wrzos OMI oraz Michał Jóźwiak.

 

Marcin Wrzos OMI: Kończy się w Polsce rok św. brata Alberta. Mieliśmy się stać bardziej wrażliwi na drugiego człowieka i jego biedę. Wyszło różnie. Co mamy do zrobienia w Polsce, żeby urzeczywistnić tę ewangeliczną troskę o drugiego człowieka?

Dla wielu ludzi, w tym nawet dla Jana Pawła II, brat Albert to wielki i piękny święty. To człowiek, który po nawróceniu swoje talenty i swoje zdolności poświęcił dla ludzi ubogich. Pokazał, na czym polega charytatywność Kościoła. Nie boję się go porównać z tym, co uczynił Chrystus dla naszego zbawienia. Pan Bóg nas zbawił jednym Słowem – Jezusem. Zdecydował się nam dać swojego Syna, który zamieszkał wśród nas. Już niedługo będziemy świętować rocznicę tego faktu – Boże Narodzenie. Jezus objawił miłość Ojca i dokonał zbawienia przez krzyż oraz zmartwychwstanie. Chrystus nas zaprowadził do Boga jakby od środka, stając się jednym z nas.

Brat Albert zrobił dokładnie to samo. Nie zbierał funduszy na schronisko, tylko zamieszkał w nim razem z ubogimi, a nie łożył na nich z daleka. Żył z nimi i wyprowadzał ich na prostą. Nie chodzi tylko o danie jedzenia, ale danie drugiemu narzędzi do samodzielnego życia, pracy. Trzeba odróżniać prawdziwą charytatywność, motywowaną wiarą i widzeniem w każdym „bidaku” obecnego Chrystusa, od zwykłej ludzkiej filantropii, która też jest potrzebna i ja jej znaczenia nie podważam. Natomiast zadaniem Kościoła jest to wewnętrzne towarzyszenie człowiekowi. Tak musimy dzisiaj działać w Polsce.

Marcin Wrzos OMI: Ubodzy chyba mają szczególne miejsce w sercu papieża Franciszka.

To bardzo dobrze, że papież Franciszek postawił w swoim pontyfikacie akcent na konkretnych ludzi. Na biednych. Dla Ojca Świętego człowiek, realność jego życia jest zawsze przed ideą, refleksją teologiczną. To skutek tego, że został wychowany w Ameryce Łacińskiej, gdzie Kościół ma szczególną wrażliwość: opcję na rzecz ubogich. To nic nowego. Tak się zawsze działo w Kościele. Takich ludzi w historii Kościoła było jednak sporo: poczynając od św. Franciszka, przez brata Alberta, ale można wymienić także św. Matkę Teresę z Kalkuty. To są osoby, które są dla nas znakiem i wyzwaniem. Ten rok brata Alberta miał nam przypomnieć o tym, co jest „trzecią nogą ewangelizacji”: Słowo, sakramenty, i właśnie miłość. Trzeba to teraz kontynuować.

Marcin Wrzos OMI: W czasie jednej z ewangelizacji podczas „Przystanku Woodstock”, spotkałem dziewczynę z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, która przyznała, że nie chodzi do kościoła, bo to nic nie daje. Jej „starzy” – jak to określiła – kłócą się zarówno przed Mszą św., jak i po niej. Co zrobić, żeby Kościół był bardziej przekonujący?

Jedno słowo komentarza do tej panny z ASP: a może gdyby nie poszli do kościoła to kłóciliby się jeszcze bardziej? (śmiech). Może dzięki temu kłócą się mniej, albo kiedyś przestaną się kłócić, zaczną ze sobą rozmawiać? To nie jest automatyczne przełożenie, że idę do kościoła i od razu zostaję świętym. Potrzeba czasu i cierpliwości, a bywa, iż całego życia. Eucharystia jest pokarmem na całe nasze życie, daje nam siłę do zmiany.

Wzmocnieniem słów, które padają z ambony, nie są mikrofony czy inny sprzęt nagłaśniający, ale sposób życia tego, który je głosi: świadectwo. Kolejnym wzmocnieniem jest to, co robimy dla innych. Jeśli chcemy być przekonujący, to musimy żyć Chrystusem na co dzień. Chrystus będzie nas sądził z miłości, a nie tylko z chodzenia do kościoła, ponieważ to miłość jest wyrazem życia Ewangelią: „Wszystko, co żeście uczynili komuś najmniejszemu, mieście uczynili”.

To jest ta piękna scena, którą Wojtyła umieścił w „Bracie naszego Boga”. Postawił brata Alberta pod obrazem, który namalował: „Ecce homo”. Albert wygłasza tę kwestię: „Poranili Cię bardzo, nie jesteś podobny do człowieka. (…) Pomimo tego oszpecenia jesteś najpiękniejszy z synów ludzkich, a to piękno nazywa się miłosierdzie”.

kard. Kazimierz Nycz

Marcin Wrzos OMI: Niektórzy bardzo łatwo wykluczają innych z Kościoła. Podkreślają, że nie ma tu miejsca dla rozwodników, osób o innej proweniencji politycznej czy przekonaniach. Papież Franciszek porównał kiedyś Kościół ze szpitalem polowym: powinniśmy wzajemnie się opatrywać, podpierać w drodze do nieba.

Papież Franciszek wraca często do przejmującego i głębokiego obrazu Kościoła jako szpitala polowego. Tam nie tylko opatruje się rany, wspiera wzajemnie. Tam pomimo całego brudu wykonuje się skomplikowane operacje. W tym szpitalu jest miejsce dla każdego.

Papież ciągle o tym przypomina i sam kiedyś zapytał retorycznie: „kim jestem, aby osądzać innych”? Tak naprawdę to nie Kościół ekskomunikuje (nawet jeśli w pewnych wypadkach musi formalnie). Tylko sam człowiek może się wyłączyć ze wspólnoty Kościoła przez swój sposób życia. Dlatego powinniśmy wychodzić do wszystkich, choć nie jest to łatwe, ale trzeba pamiętać, że Pan Bóg może zbawić nawet w ostatniej minucie, tak jak w przypadku łotra. W ostatnim czasie wiele się pod tym względem zmieniło. Dla każdego jest w nim miejsce. Nie ma już sytuacji, w której ksiądz odmawiałby komuś katolickiego pogrzebu bez względu na okoliczności życia czy śmierci tego człowieka. Nie chodzi o to, żeby nie stawiać wymagań, to byłaby nieroztropna miłość, ale najważniejsze jest zawsze ukierunkowanie na rozwój człowieka i doprowadzenie go do Boga. Dzisiaj tych zagubionych owiec jest więcej niż jedna.

Michał Jóźwiak: Mówił Ksiądz Kardynał, że Kościół jest dla wszystkich. Czytamy o tym również w dokumentach soborowych.

Mamy różne kręgi przynależności do Kościoła. Są w nim wierzący i praktykujący, ludzie poszukujący Boga, żydzi, muzułmanie, ludzie, którzy nie poznali Boga. Jezus się nimi wszystkimi interesuje i ich zbawił. Podobnie wyglądała Jego metoda ewangelizacji. Miał trzech umiłowanych uczniów. Miał dwunastu apostołów. Miał siedemdziesięciu dwóch wysłanników i nauczał też tłumy. Kiedy myślimy o Kościele, trzeba, abyśmy mieli odwagę myśleć szerzej: o włączaniu, a nie wykluczaniu z niego.

Michał Jóźwiak: Tymczasem zdarza się, że ci, którzy domagają się obecności Boga w życiu publicznym, mają na ustach hasła wykluczające innych z naszej Wspólnoty. Widać to także w środowiskach narodowych.

Jednym z ważniejszych dokumentów, jakie KEP wydała w ostatnim czasie, to list o patriotyzmie. Miłość ojczyzny nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem. Nie ma dobrego nacjonalizmu. Nacjonalizm, który stawia własny naród ponad innymi, jest zawsze zły. Myślę, że ten list jest bardzo dobrą odpowiedzią na tego typu kwestie. Z drugiej strony należy wystrzegać się generalizowania. Wśród 60 tys. osób, które chciały manifestować swój patriotyzm, oczywiście znaleźli się tacy, którzy spowodowali nieprzyjemne incydenty. Nie można na podstawie tego mówić, że sama idea Marszu jest zła, albo że wszyscy na nim obecni są nacjonalistami. To byłoby krzywdzące. Ale musimy się jednoznacznie odcinać od tych skrajności, bez żadnego cieniowania czy kompromisów.

Michał Jóźwiak: Co zatem oznacza, że Polska powinna być katolicka?

Schemat Polak-katolik obecny w XIX w. podczas rozbiorów był pewną próbą pomocy narodowi, który stracił niepodległość. Wtedy pewnie było to usprawiedliwione. Natomiast jeśli dzisiaj mamy w głowie poukładaną relację na linii chrześcijaństwo-naród, to hierarchia jest bardzo oczywista i prosta: Bóg – honor – Ojczyna. Ktoś może mieć pragnienie, żeby wszyscy ludzie żyjący w Polsce byli katolikami, ale tak nigdy nie będzie. Może się po prostu przyzwyczailiśmy do tego, że ponad 90% naszego społeczeństwa to katolicy.

Michał Jóźwiak: Jak chrześcijanin powinien przeżywać swój patriotyzm?

Najpierw powinien mieć świadomość przynależności narodowej, za którą powinny pójść czyny. Patriotyzm to nie tylko wzięcie sztandaru na uroczystości państwowe. To nie tylko manifestowanie miłości do ojczyzny, ale patriotyzm to uczciwa praca, płacenie podatków. Trzeba po pierwsze o tym wiedzieć, a po drugie to praktykować.

 

Rozmawiali o. Marcin Wrzos OMI i Michał Jóźwiak

fot. EpiskopatNews, flickr.com

Nie ma dobrego nacjonalizmu – rozmowa z kard. Kazimierzem Nyczem
2.9 (48.41%) 21 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

  Komentarzy:: 5


  1. Bzdury. Płacenie podatków jest obowiązkiem ustawowym i to obwarowanym poważnymi sankcjami.
    Na szczęście mieliśmy w przeszłości wielu wspaniałych patriotów wśród duchownych, którzy dzielnie walczyli o Polskę.
    Warto wspomnieć choćby biskupa Stanisława Adamskiego, księdza Piotra Wawrzyniaka, księdza Mieczysława Meissnera, księdza Mieczysława Buławskiego, księdza Filipa Hoffmanna, księdza Teodora Taczaka i księdza Ignacego Skorupkę.

    Należy zacytować kardynała Stefana Wyszyńskiego:
    „Działajcie w duchu zdrowego nacjonalizmu. Nie szowinizmu, ale właśnie zdrowego nacjonalizmu, to jest umiłowania Narodu
    i służby jemu”

    „Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich.
    Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny.”


  2. Zdrajcy posoborowi w akcji…


  3. Polska powstała jako państwo katolickie. I Polak zawsze był utożsamiany z katolicyzmem. Np. prawosławni czy protestanci byli kojarzeni z zaborcą/okupantem.

  4. Bożenna Chełstowska


    Nacjonalizm zdrowy(PRYMAS Wyszyński)to wg. mnie taki nacjonalizm ,który nie żywi się cudzą krwią i potem.Nacjonalizm polski nie krzywdził obcych narodów i nie ma takich tradycji w odróżnieniu od Niemców i Rosjan,czy krajów bogacących się na pocie,krwi i łzach obcych narodów