Wolontariuszka ŚDM: te dni trwają nadal, przygotowujemy się do Panamy. W internecie i w mediach pojawia się coraz więcej wspomnień „rok po Światowych Dniach Młodzieży” w Krakowie.

– Doświadczenie Światowych Dni Młodzieży było dla mnie nieporównywalne z niczym innym, a impuls, jaki otrzymałam, nadal określa naszą działalność – mówi Gosia Bentlewska, z zawodu analityk rynku, z parafii Matki Bożej Saletyńskiej w Warszawie. Papież wezwał uczestników zeszłorocznego festiwalu wiary, by nie spędzili swojego życia na kanapie. Wygląda na to, że wielu z nich wzięło sobie te słowa do serca…

Szerokie znaczenia słowa „młodzież”
Czterdziestoletnia Małgorzata, matka trójki dzieci, była wolontariuszką ŚDM, cieszy się, że pojęcie „młodzież” nabiera dziś nowego znaczenia, definicja się rozszerza, bo nikt nikomu nie zamyka drzwi, bo niezależnie od wieku każdy, kto chciał się włączyć w organizację spotkań, mógł w nich uczestniczyć. To wielkie przeżycie nie tylko dla osób młodych, ale dla całych rodzin, a także dla ludzi w sile wieku i starszych.

W ramach ŚDM do parafii Matki Bożej Saletyńskiej przybyło 59 osób – wspomina pani Gosia. Dopiero półtora miesiąca przed przyjazdem wierni dowiedzieli się, że będzie to grupa z Chin. Zgłosiło się mnóstwo rodzin, pragnących gościć pielgrzymów, więcej, niż przyjechało. Trzeba było „podzielić” pielgrzymów tak, by chętnym nie było przykro.

Gdy wyjeżdżali – wszyscy płakali
A później przez pięć dni w parafii trwał festiwal – modlitwa i świętowanie, grillowanie, wspólne spędzanie wieczorów. Grupa nawiedziła Świątynię Opatrzności, Niepokalanów, była na koncercie na Placu Piłsudskiego. Efekt był taki, że gdy Chińczycy wyjeżdżali 25 lipca do Krakowa, wszyscy płakali – pielgrzymi, rodziny i wolontariusze – mówi wolontariuszka ŚDM.

Czego się nauczyli? Polacy od przybyszów nauczyli się cenić wolność wyznawania wiary. – Uświadomili nam, jak bardzo nie doceniamy tego, że żyjemy w wolnym kraju i możemy swobodnie wyznawać wiarę. Czego oni się nauczyli od nas? – Tańczyć poloneza – mówi Gosia. – Są zakochani w Janie Pawle II, dla nich jest on mistrzem i niekwestionowanym autorytetem, a „Barka” jest ich ukochaną pieśnią. Zachwycali się gościnnością Polaków.

Tyle się wydarzyło!
Dużo się „zadziało” w naszej parafii po ŚDM. Zacznę od tego, że zaraz po wyjeździe pielgrzymów z Chin, przyjęliśmy pielgrzymów z Brazylii, tych oszukanych przez jakiegoś pośrednika… Od października rozpoczęliśmy „Czwartki z Panem”, czyli Adorację w ciszy, Modlitwę Słowem Bożym, Uniwersytet Biblijny, prowadzony przez ks. prof. Janusz Kręcidłę wybitnego biblistę, Saletyna, naszego parafianina oraz w kolejny uwielbienie śpiewem. W grudniu zorganizowaliśmy Drzewko Adwentowe, na choince wieszane były kartki z konkretnymi potrzebami parafian… Efekty przeszły nasze najśmielsze oczekiwania… za każdym razem po powieszeniu, kartki znikały natychmiast. W styczniu, jako drudzy w Warszawie, przyłączyliśmy się do akcji „Wymiana Ciepła”. Wieszak, na którym ba było powiesić ciepłą odzież na zimę, stał przy kościele, darczyńcy zawieszali na nim ciepłą odzież, potrzebujący je zabierali – opowiada Gosia.

Po roku grupa wolontariuszy nadal ze sobą współpracuje i przygotowuje się do wyjazdu do Panamy. Zbiera pieniądze na wyjazd, ale nie są one najważniejsze. Najważniejsza jest modlitwa za całą parafię, gotowość służenia jej. Panama będzie okazją do modlitwy w ich intencji i dawania świadectwa swej wiary. – ŚDM w jakimś sensie się nie skończył, trwa nadal – zapewnia Małgorzata Bentlewska.

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.