Tomasz Mackiewicz siedem razy próbował zdobyć Nanga Parbat. Za ostatnim razem się udało. Niestety przypłacił to życiem. Jednak polski himalaista osiągnął cel już dużo wcześniej.

Niewiele jest historii, które tak bardzo by mnie zainspirowały, jak ta. Słyszymy nieraz o nawróceniach po wypadku, o radykalnej zmianie życia po przełomowym wydarzeniu. Na większość z tych historii patrzę jednak z przymrużeniem oka. Nie chodzi o to, że jestem sceptyczny. Wręcz przeciwnie: zachwycam się, kiedy komuś uda się wyprostować ścieżki. Ale mam gdzieś poczucie, że większość tych opowieści jest przekoloryzowana i zbyt cukierkowata. W tym przypadku jest inaczej.

Historia Tomasza Mackiewicza jest twarda, namacalna i konkretna. Życie bardzo go doświadczyło. W młodości był uzależniony od heroiny, przez co leczył się w ośrodkach „Monaru”. Wyszedł z nałogu. Zaczął podróżować po świecie. Wyruszył autostopem z Polski do Indii, by pomagać trędowatym. Tam przeszedł gwałtowną przemianę, także duchową.

– Wiedziałam, że ta wyprawa do Indii jest dla niego próbą sił, rehabilitacją samego siebie, wzrastaniem w tym, co dobre – wspomina pobyt polskiego himalaisty Tomka Mackiewicza w ośrodku Jeevodaya dr Helena Pyz, lekarka i misjonarka.

Na podróż życia, która miała być „wyrównaniem” lat spędzonych w nałogu narkotykowym, Mackiewicz przeznaczył rok. Mając jedynie półroczną wizę do Indii, postanowił spędzić kolejne miesiące w sąsiednim kraju, Bangladeszu.

– Wybrał kraj najtańszy i ponieważ nie miał pieniędzy na hotele, wymyślił, że będzie spał w hamaku. Sam go sobie uszył, wyposażył, ocieplił i pojechał – wspomina dr Pyz. 

Misjonarka przyznaje także, że Tomek Mackiewicz codziennie pojawiał się na Mszy św. i wieczornej modlitwie, a po jakimś czasie poprosił o możliwość wyspowiadania się. To był moment, w którym przyszły himalaista osiągnął swój cel. Zbliżył się do Boga, pokonał największe słabości i zaczął nowe życie.

fot. YouTube

Mackiewiczowi nie wystarczyło jednak samo odbicie się od dna – chciał ciągle wyznaczać sobie nowe cele i osiągać kolejne szczyty. Tym największym, życiowym, było oczywiście wyjście z uzależnienia i otwarcie się na innych ludzi i Boga. Praca wśród trędowatych to najlepsze świadectwo jego wrażliwości na potrzeby innych. Chciał chyba jednak coś udowodnić. Sobie i innym. Sześciokrotnie próbował zdobyć Nanga Parbat, choć żartobliwie stwierdzał, że nie zamienił jednego nałogu na drugi. W styczniu 2018 r. podjął siódmą próbę zdobycia tego szczytu zimą, ponownie z Élisabeth Revol. Według kilku źródeł zdobyli szczyt. Niestety podczas schodzenia pogoda uległa załamaniu. Mackiewicz nabawił się choroby wysokościowej, obrzęku płuc i mózgu, śnieżnej ślepoty oraz licznych odmrożeń i pozostał sam na wysokości ok. 7300 metrów. Na ratunek wspinaczom wyruszyli członkowie polskiej Zimowej Wyprawy Narodowej na K2 – Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala i Jarosław Botor. Po uratowaniu Francuzki zespół ze względu na fatalną pogodę nie zdecydował się na wyruszenie po Mackiewicza. Ryzyko było zbyt duże. 

– Przykro mi, ale nie mieliśmy żadnych szans pomóc Tomkowi – skomentował Bielecki na swoim profilu na Facebooku.

Mackiewiczowi udało się spełnić marzenie, choć przypłacił to życiem. W mediach społecznościowych aż roi się od komentarzy: czy warto było tak bardzo ryzykować zdrowiem tylko dlatego, żeby wejść na jakąś górę. Jest tylko jedna osoba, która zna odpowiedź na to pytanie: to Tomasz Mackiewicz. Dajmy mu wyłączne prawo do tej oceny. Losy polskiego himalaisty i postawa ekipy ratunkowej pokazują, czym jest waleczność, heroizm, solidarność i bohaterstwo. To sprawia, że nawet jeśli historia nie ma happy endu, może wzbudzać zachwyt, podziw i najwyższe uznanie.

Nieoczekiwanie staliśmy się świadkami zapisywania niezwykłej karty historii himalaizmu. To jednak nie wszystko. Poznaliśmy również historię człowieka, który pokonał przeszkody znacznie większe niż te, które spotkał w górach – własne słabości. Dla tego w naszej pamięci pozostanie jako niepokonany.

fot. YouTube

Niepokonany
6 (100%) 11 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.