Kiedy papież Franciszek mówił o tym, by iść na peryferia, wielu miało przed oczami widok miejsc opuszczonych, brudnych i niebezpiecznych. Być może była to błędna interpretacja.  

Niemal trzy lata temu Franciszek zachęcił Kościół do wyjścia ze strefy komfortu. Wierni mieli iść spotkać się z ludźmi, którzy żyją z dala od kościołów. Słowo „spotkanie” jest tu szczególnie ważne. Nie chodzi tylko o to, by mówić i słuchać, ale właśnie o to, by spotkać drugą osobę, jej problemy lub radości. 

Starsi znaczy zaniedbani 

Wielu potraktowało te słowa dosłownie. Tworzą się wspólnoty, których główną misją jest spotkanie z ubogimi, samotnymi czy chorymi. Są to ekstremalne przypadki. Zapomina się, że często my sami żyjemy na peryferiach. Dobrym przykładem może być pokolenie Y (pokolenie ludzi urodzonych od 1984 r. do 1997 r.), które często tworzy alienację pokoleniową. 

Papież Franciszek wielokrotnie zwracał na to uwagę. Choćby podczas Światowych Dni Młodzieży mówił do młodych o tym, by szanowali swoich dziadków oraz starali się słuchać ich rad. Wielu przedstawicieli pokolenia Y zaniedbało starszych, zapominając o spotkaniu, które buduje każdą relację. 

Pokazuje to, że peryferia nie muszą być miejscami kompletnie abstrakcyjnymi. Nie musimy też spotykać ludzi, którzy żyją z dala od Kościoła. Często te miejsca, na które wysyła wiernych papież, są bliżej niż sobie to wyobrażamy.  

Płytkie relacje 

Mogą być nimi też relacje międzyludzkie. Pokolenie Y słynie z budowania płytkich znajomości. Brakuje w nich spotkania, o którym tyle mówi Franciszek. Zwłaszcza kiedy mówimy o Pokoleniu Y, nasuwa się nadmierna pewność siebie, która z pewnością utrudnia budowanie relacji opartej o kulturę spotkania, rozmowę i współodczuwanie.   

Co ciekawe, w charakterystyce pokolenia Y można znaleźć informację, że największą wagę przywiązuje do życia towarzyskiego. Jego przedstawiciele nie godzą się na pracę, która odbywałaby się kosztem prywatnego czasu. Mimo tego relacje, które budują, są przez nich traktowane po macoszemu. Jeśli jakaś się zepsuje, wolą sobie ją odpuścić. Nie chcą tracić czasu na szukanie sposobu, by ją naprawić.  

Jedynym antidotum na taką sytuacje może być spotkanie. To banał, o którym jednak niewielu pamięta. Można z kimś spędzać czas i się spotykać, ale przy tym można nie zbudować relacji. To przykre, ale chyba właśnie tak można zdefiniować współczesną samotność.  

Agresywna ewangelizacja 

Nie można zapominać o peryferiach bardziej przyziemnych. Szkoła, praca czy uczelnia to przestrzenie, w których często można spotkać ludzi, którzy żyją z dala od Boga i Kościoła. Częstym błędem jest „agresywna ewangelizacja”, która zamiast zachęcać ludzi, działa wprost przeciwnie – zniechęca i odpycha.  

Dzieje się tak dlatego, że zapominamy o tym, że u początku każdej działalności ewangelizatorskiej leży pozbawiona osądzania rozmowa. Trzeba poznać osobę, z którą się rozmawia, dowiedzieć się, co myśli i czuje – zrozumieć. Dopiero wtedy można zacząć opowiadać o tym, co jest ważne. Wielu ludzi, którzy chcą opowiadać o Bogu, brzmi jak propagatorzy, a nie jak ludzie wiary.  

Przesłanie papieża Franciszka z każdym kolejnym miesiącem nabiera nowego znaczenia. Jego uniwersalny charakter można odnieść do niemal wszystkich problemów współczesnego świata. Okazuje się, że to ludzie stawiają granice i odgradzają się od drugiego człowieka, zostawiając go na peryferiach, o których mówił Ojciec Święty.  

fot. florian/flickr.com

Niewidoczne peryferia 
2 (33.33%) 1 ocen.


źródło: Hubert Ossowski

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze