Tajemnicza i coraz bardziej się przedłużająca nieobecność prezydenta kraju sprawia, że jego obowiązki przejął wiceprezydent. Radzi sobie tak dobrze, że coraz więcej Nigeryjczyków zastanawia się, czy nie lepiej, by pozostał szefem państwa na dobre.

To już prawie dwa miesiąca, odkąd prezydent Muhammadu Buhari – który przed prawie dwoma laty jako kandydat opozycji wygrał wybory prezydenckie, obiecując rodakom wielką zmianę oraz energiczne i zdyscyplinowane rządy – wyjechał na urlop do Londynu. Przy okazji pobytu w brytyjskiej stolicy miał tylko przejść rutynowe badania lekarskie.

Prezydenckie wakacje przerodziły się jednak w „chorobowe”, a 74-letni Buhari tłumaczy, że lekarze zalecili mu dalsze badania i że od ich wyniku zależy, kiedy wróci do kraju.

Prezydent Muhammadu Buhari, fot. Chatham House/flickr.com

Nieobecność prezydenta wywołała plotki dotyczące jego stanu zdrowia. Nigeryjczycy przeżyli już podobną sytuację, gdy w 2009 r. urzędujący od dwóch lat prezydent Umaru Yar’Adua wyjechał rzekomo na krótki odpoczynek i leczenie do Arabii Saudyjskiej. Wrócił dopiero po trzech miesiącach, a wkrótce zmarł. W międzyczasie Nigeria pogrążyła się w kryzysie, bo chory Yar’Adua nie przekazał sterów państwa swojemu zastępcy; zrobił to dopiero Senat, uznając prezydenta za niezdolnego do sprawowania władzy.

Buhari nie powtórzył błędu poprzednika i przed wyjazdem do Londynu przekazał władzę wiceprezydentowi Yemiemu Osinbajo. Ten zaś radzi sobie w roli szefa państwa tak dobrze, że Nigeryjczycy, a także zagraniczni przedsiębiorcy i bankierzy zastanawiają się, czy nie lepiej byłoby, gdyby zastąpił Buhariego na dobre.

Nigeryjczycy wybrali na prezydenta Buhariego, byłego wojskowego dyktatora (1981-83), ponieważ uwierzyli temu znanemu z krystalicznej uczciwości, ascetyczności i żelaznej dyscypliny politykowi, że wypleni korupcję, kumoterstwo, postawi na nogi gospodarkę, wygra wojny z dżihadystami z muzułmańskiej północy kraju i piratami, grabiącymi ropę naftową w Delcie Nigru i występującymi w obronie miejscowych ludów, okradanych z „czarnego złota” przez rządy z Abudży.

Efekty dwóch lat rządów Buhariego są jednak mizerne. Nie tylko nie udało mu się spełnić żadnej z przedwyborczych obietnic, to jego panowanie zbiegło się z krachem na światowych rynkach ropy naftowej, od dochodów z której zależy nigeryjska gospodarka. W rezultacie Nigeria nie tylko straciła tytuły największego wydobywcy ropy naftowej na południe od Sahary (na rzecz Angoli) i najbogatszego kraju kontynentu (tytuł odebrała jej z powrotem RPA), ale po raz pierwszy od ćwierćwiecza nigeryjska gospodarka wpadła w recesję.

Wiceprezydent Yemi Osinbajo z prezydentem. Fot. twitter.com

Poza zbiegiem niekorzystnych, a niezależnych od Buhariego okoliczności, wpływ na fatalną sytuację Nigerii ma też niezdecydowanie i opieszałość jego ministrów i samego prezydenta. Stały się one widoczne zwłaszcza, odkąd pod nieobecność Buhariego na stanowisku szefa państwa zastępuje go 59-letni prawnik Yemi Osinbajo.

Po latach służby w wojsku Buhari nie przywykł do krytyki i cierpliwego wysłuchiwania przeciwników. Zwykle antyrządowe demonstracje kazał rozpędzać policji. Kiedy na początku lutego w Nigerii doszło do pierwszych od dawna antyrządowych wystąpień, w Abudży Osinbajo zaprosił demonstrantów do siebie i przyznał im, że mają rację, a w kraju wiele spraw dzieje się źle.

Wiceprezydent wybrał się też niezwłocznie do Delty Nigru, gdzie porozumiał się z przywódcami miejscowych ludów, a także partyzantami piratami, którzy w rezultacie zaprzestali ataków na rurociągi i instalacje naftowe, należące do zachodnich koncernów. Buhari nigdy nie odwiedził nie tylko Delty, ale nawet Lagos, stolicy południa i największego miasta kraju.

Zastępca Buhariego wykazuje się nie tylko energią i pracowitością, ale i niezależnością. Nakazał uprościć procedury przyznawania nigeryjskich wiz zagranicznym przedsiębiorcom i inwestorom, z czym zwlekał Buhari. A przede wszystkim zaczął zgodnie z zaleceniami Banku Światowego dewaluować nigeryjską walutę, nairę, czemu jego przełożony się kategorycznie sprzeciwiał, nie z powodów ekonomicznych, lecz wizerunkowych. Powołał też na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego kandydata, na którego Buhari się nie zgadzał.

Zadziwiani przez wiceprezydenta, za to rozczarowani prezydentem Nigeryjczycy, wytykają Buhariemu, że nie dotrzymał nawet obietnicy, iż ukróci kosztowny zwyczaj (prawie miliard dolarów rocznie) miejscowych dostojników i ich rodzin leczenia się na koszt państwa u zagranicznych lekarzy i w zagranicznych szpitalach. Wytykał to poprzednikom, gdy walczył o władzę, ale jako prezydent już drugi raz pojechał na leczenie do Londynu.

Wiceprezydent jest prawnikiem i pochodzi z południa, z ludu Joruba. Jego żona jest wnuczką wodza Obafemiego Awolowo, jednego z najważniejszych przywódców Jorubów i polityków nigeryjskich z pierwszych lat niepodległości Nigerii. Jest chrześcijaninem i pastorem.

Buhari, muzułmanin z północy, wybrał go sobie na wiceprezydenta zgodnie z niepisanym nigeryjskim prawem stanowiącym, że muzułmanin ubiegający się o prezydenturę powinien sobie wziąć na zastępcę chrześcijanina, a chrześcijanin – muzułmanina. Licząca ponad 186 milionów ludność Nigerii składa się mniej więcej z połowie z muzułmanów, zamieszkujących północ kraju i chrześcijan z południa.

Poza pochodzeniem i wyznaniem, atutem Osinbajo było jego znakomite, prawnicze wykształcenie oraz fakt, że w polityce był zupełnym żółtodziobem i nie przejawiał żadnych politycznych ambicji. Buhari brał to bardzo pod uwagę pamiętając przypadek chorowitego Yar’Aduy.

Obowiązujący od upadku wojskowych dyktatur w 1999 r. nigeryjski zwyczaj dzielenia się władzą między muzułmanami z północy i chrześcijanami z południa przewiduje też, że przedstawiciele obu regionów i wyznań powinni się wymieniać władzą po dwóch, czteroletnich kadencjach. Yar’Adua nastał po panowaniu południowca Oluseguna Obasanjo (1999-2007). Kiedy umarł na urzędzie, północne elity uważały, że mają prawo wstawić swojego przedstawiciela na prezydenta na resztę pierwszej i całą drugą kadencję Yar’Aduy. Plany pokrzyżował zastępca Yar’Aduy, południowiec Goodluck Jonathan, który nie tylko uparł się dokończyć pierwszą kadencję zmarłego prezydenta, ale w 2011 r. wystartował i wygrał „bez kolejki” wybory prezydenckie. Północ czuła się oszukana, a Jonathana uważała za uzurpatora. W Nigerii doszło do zamieszek, w których zginęło kilkaset osób.

Wiceprezydent Osinbajo na każdym kroku zapewnia, że we wszystkich swoich decyzjach konsultuje się przez telefon z prezydentem, że ani mu w głowie wielka polityka. Gdyby jednak Buhari zmarł lub złożył z powodu choroby urząd, a Osinbajo okazał się przywódcą skutecznym i dobrym, jego partii, rządzącemu Kongresowi Wszystkich Postępowców (APC) byłoby równie niezręcznie pominąć go przy nominacji kandydata w wyborach w 2019 r., jak opozycyjnej dziś Ludowej Partii Demokratycznej (PDP) nie sposób było pominąć Jonathana w 2011 r.

Oceń ten artykuł


źródło: PAP

Tagi

Nigeria

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze