Msza św. wieczorna już się dawno skończyła. W kilku salkach parafialnych pali się światło, w tym jednej, jedynej na samej górze budynku. Już na korytarzu słychać echo śpiewu co jakiś czas przerywanego śmiechem.  

Wokalna część zespołu „Ninive” spotyka się co tydzień na próbie, podczas której ćwiczy emisję głosu. Część instrumentalna, a więc gitarzyści, basiści, perkusiści i inni spotykają się również zazwyczaj raz, a czasem nawet dwa razy w tygodniu. Tym razem jednak mam przyjemność spotkać prawie wszystkich członków zespołu.  

– Wielbienia to moment, w którym możemy dosłownie wielbić Boga przed Nim samym, a więc przed Najświętszym Sakramentem. Wiele zależy od kapłana, który takie spotkanie prowadzi, ale naszym zadaniem, jako zespołu, jest towarzyszenie ludziom poprzez muzykę. Wszystko zaczyna się modlitwą do Ducha Świętego i każdy właściwie na takie spotkanie przychodzi z jakąś intencją albo zapisuje tę intencję na kartce, która potem kładziona jest przed Najświętszy Sakrament – tłumaczy Natalia Świerczyńska-Adamczak, dyrygentka zespołu. 

Pytam, czy te modlitwy są rzeczywiście wysłuchane. Okazuje się, że bardzo często. Członkowie zespołu potwierdzają, że dochodziło nawet do uzdrowień. – Zazwyczaj osoby, które w jakiś sposób zostały uzdrowione, przychodzą potem do księdza, który takie wielbienie prowadził, żeby mu o tym powiedzieć. Jeśli jest to na przykład uzdrowienie z jakiejś choroby, taka osoba przynosi dokumenty medyczne, które ten cud potwierdzają. Ale są to również inne rzeczy. Potem ten kapłan dzieli się tym z innymi.  

Fot. Fotodeka.pl

– Ta modlitwa zazwyczaj kończy się wybuchem radości i my jako zespół jesteśmy na to przygotowani, bo już wiemy, jak to wygląda. Wydaje mi się, po prostu, że ludzie mają taką potrzebę, po tym wyciszeniu wielbić Boga za te łaski, które otrzymali. I to jest dosyć spontaniczne, ale muzyka w tym pomaga – zazwyczaj na koniec gramy najmocniejsze tematy. To wszystko pewnie brzmi dziwnie, ale jak się w tym jest, to się wie, że jest to bardzo piękne i szczere. Muzyka w tym pomaga, ponieważ ci ludzie się w tym wszystkim dobrze czują, wiedzą, że są w żywym kościele – dodaje Natalia.  

– Dla mnie śpiew był zawsze najbliższą formą modlitwy. Gdy śpiewam, zawsze czuje się bliżej Pana Boga. Dzięki temu łatwiej i lepiej to przeżywam – mówi Dominika. – To jest tak jak byś się spotkała z przyjacielem i po prostu z nim była. Nie chcecie nic od siebie, nie macie sobie nic do wyjaśniania, tylko po prostu ze sobą jesteście i dobrze spędzacie ze sobą czas. Dla mnie Uwielbienie jest czymś takim, po prostu, byciem – dodaje Sandra. – I ważne jest, żeby w tym wszystkim zostawić problemy za sobą i nie skupiać się wiele na tych wszystkich rzeczach, które wciąż nas otaczają – dodaje gitarzysta Arek.  

Modlitwa Uwielbienia to coś, co – jak mówią członkowie zespołu – daje wiele pokoju, a paradoksalnie nie zawsze znajdujemy na to czas. Wspólne Wielbienie to również doświadczenie mocy Kościoła i wspólnoty. Podczas takiej modlitwy można się wstawiać się za osobę, która stoi obok nas. – Nie zagłębiamy się często w relację bycia z drugim człowiekiem, to znaczy nie zagadujemy go i nie tworzymy czegoś na siłę, tylko jesteśmy razem. Myślę, że na takiej modlitwie nie ma przypadkowych osób – dodaje Natalia.  

Fot. Fotodeka.pl

– Kiedyś mieliśmy takie Uwielbienie, po którym każdy patrzył na drugiego z myślą „znowu coś nie wyszło, znowu coś nie tak”, nie mogliśmy się jakoś zgrać. I mieliśmy chyba takie poczucie, że całe to Uwielbienie po prostu nie wyszło. Ale był moment przechodzenia z Panem Jezusem wśród ludzi, którzy byli w kościele. I jak się patrzyło na tych ludzi, którzy podchodzą po błogosławieństwo, to się widziało, jaki to ma sens. Ci ludzie przychodzą w zupełnie innym celu, niż to, żeby śpiew wyszedł perfekcyjnie, czy żeby po prostu się dobrze poczuć. Oni przychodzą dla Pana Boga. I my jako zespół nie robimy żadnych „występów”, tylko staramy się być częścią tej modlitwy – mówi Sandra. – Oczywiście chcemy być coraz lepsi dla Pana Boga i żeby ludziom było łatwiej się skupić – dodaje z uśmiechem Natalia, dyrygentka.  

– Co jest ciekawe, czasami jest tak, że na próbach dajemy z siebie wszystko, ale jednak nie ma „tego czegoś”. Niektórzy nazwaliby by to jakimś „flow” czy „feelingiem” ale tego często nie ma. Ale kiedy jesteśmy na samym Uwielbieniu, to ten Duch się pojawia, mimo że nie każdy jest w stanie dobrze wewnętrznie przeżyć tę wspólną modlitwę. I pojawia się taka radość, która nie ma żadnego racjonalnego powodu, to takie bezwarunkowe szczęście – komentuje Arek. – To prawda – mówi Dominika – czasami jesteśmy tak ustawieni, że nie słyszymy księdza a mimo to przez pół Uwielbienia potrafię śpiewać z cieknącymi łzami. To jest takie przeżycie, które trudno wyjaśnić – dodaje. 

Fot. Fotodeka.pl

Zespół „Ninive” pochodzi z duszpasterstwa oblackiego w Poznaniu. Kilka lat temu grupa dziewczyn postanowiła zaśpiewać z gitarą podczas Mszy św. W międzyczasie zespół zaczął się rozrastać, w czym pomógł oblat, o. Błażej Mielcarek OMI. W tej chwili liczy kilkanaście osób, jest podzielony na część wokalną i instrumentalną. Zespół zdążył już wydać dwie płyty. Prowadzi wiele wielbień nie tylko w Poznaniu, ale również w innych miastach i za granicą.
– My się musimy nawrócić. Nazwa zespołu nam wciąż o tym przypomina, bo Niniwa to jest miasto, które się musi nawrócić. My musimy się w końcu naprawdę nawrócić – kończy Sandra. 

Rozmawiała Zofia Kędziora  

Fot. Fotodeka.pl

Ninive, czyli nawrócenie
6 (100%) 10 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.