Nigdy nie lubiłam określenia „pobożny”, bo kojarzyło mi się z dewocją. Niesłusznie. Pobożność to przecież dar. 

Łacińskie słowo „pietas”, mówi nie tyle o pobożności, co o zmiłowaniu, delikatności i dobroci. To bardzo ciekawe. Dla mnie to trochę nowe rozumienie pobożności jako takiej. I co najlepsze, spotkałam w swoim życiu osoby, które są pobożne. Naprawdę pobożne. Papież Franciszek powiedział podczas jednej z audiencji bardzo ważne słowa na temat daru pobożności. 

Drodzy przyjaciele, w Liście do Rzymian Apostoł Paweł mówi: „Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»” (Rz 8,14-15). Prośmy Pana, aby dar Jego Ducha mógł przezwyciężyć nasz strach i nasze niepewności i uczynić nas radosnymi świadkami Boga i Jego miłości, abyśmy oddawali cześć Bogu w prawdzie, służąc również bliźnim, z łagodnością i uśmiechem. 

I tak właśnie jest. Pobożny człowiek ma relację z Panem Bogiem. Ze swoją „pobożnością” się wcale nie obnosi, ponieważ to, jak żyje, jest efektem trwania w tej relacji. Nie jest więc to, jak może podpowiadają nam stereotypy, ślęczenie na klęczniku przez pół dnia. Święty Franciszek powiedział: najpierw posłuszeństwo, potem nabożeństwo. Człowiek, który jest pobożny, chce być w swojej wierze szczery i dojrzały. 

Fot. unsplash.com


Patrząc na historię wielu świętych i mistyków, można powiedzieć, że byli pobożni, ale byli również osadzeni w rzeczywistości. Dominikanin i mistyk Johannes Eckhart, zwany Mistrzem Eckhartem, mawiał: „jeśli przy pracy mniej masz Boga w sobie niż w kościele, to nie masz Go prawdziwie”. Mistrz Eckhart był przekonany o tym, że człowiek po to został stworzony, by być w głębi swojego istnienia zjednoczony z Bogiem. Oznaczało to ciągłą kontemplację, nie tylko podczas specjalnie wydzielonego czasu na modlitwę, ale tak naprawdę zawsze, z każdym oddechem, niczym „modlitwa nieustanna”. Jednak absolutnie nie chodziło tutaj o jakąś ucieczkę od rzeczywistości, ale o pełne uczestniczenie w niej i życie wiarą w Boga. Inaczej mówiąc, trzeba aby relacja z Chrystusem przenikała całe moje życie, wszystkie jego sfery i wszystko to, co robię.  

Pamiętam, że zawsze, choć było to fizycznie męczące, wstawanie o piątej rano, by pójść do kościoła czy na modlitwę brewiarzową z moją wspólnotą – pomagało mi przez cały dzień. I wtedy czułam, że opornie, ale zaczynam chociaż w małym ułamku być trochę w głębszej relacji z Bogiem. Wreszcie czułam, że Bóg ofiarowuje mi swoją Miłość a raczej, ja zaczynam ją przyjmować.  

Poruszające są słowa Benedykta XVI, który tak powiedział o znaczeniu adwentu: 

Można by powiedzieć, że człowiek żyje, dopóki czeka, dopóki w jego sercu żyje nadzieja. I po jego oczekiwaniach rozpoznaje się człowieka: naszą „postawę” moralną i duchową można zmierzyć tym, na co czekamy, w czym pokładamy nadzieję. 

Czekamy właśnie na Wydarzenie, które całkowicie zmieniło wymiar czasu, historii, kosmosu, wszechświata i naszego życia. Czasami wyobrażam sobie, że tzw. wielki wybuch, którym fizycy i astronomowie określają początek świata, jest niczym w porównaniu z Narodzeniem się i jednocześnie zmartwychwstaniem Boga. To, co wydarzyło się „gdzieś” w szopie, między owcami i wołami, miało o wiele większe oddziaływanie na Ziemię, gwiazdy, przestrzeń, czas i nasze życie niż cokolwiek innego. 

Mamy tak mało czasu. Tegoroczny adwent jest wyjątkowo krótki. Ale to czas łaski, w którym możemy oczekiwać Boga. Wejdźmy w to. Przyjmijmy dar pobożności, by pomógł nam kontemplować Bożą rzeczywistość. Jeszcze nie jest za późno. 

Zobacz nasze pozostałe artykuły #OdkrywamyDary

#OdkrywamyDary: Pobożność
6 (100%) 4 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.