Co się z nami dzieje, że nie potrafimy się dogadać? Przecież posługujemy się tym samym językiem, mamy identyczne tradycje i łączy nas wspólna historia. Dlaczego nasze społeczeństwo tak bardzo się podzieliło? Od dawna szukam odpowiedzi na to pytanie i najbardziej frustruje mnie fakt, że jej znalezienie na niewiele się zda.

Możemy analizować badania opinii publicznej, wnikliwie przyglądać się sondażom, rankingom zaufania i ogólnie życiu politycznemu. Kiedy się dobrze zastanowimy, znajdziemy mnóstwo powodów, które przyczyniają się do pogłębiających się podziałów w naszym kraju. Ogólna niesprawiedliwość, katastrofa smoleńska, Tusk, Kaczyński, Miller i Kijowski. Aborcja, 500 plus, media publiczne (albo narodowe – sam już się w tym pogubiłem), dobra zmiana, łże elity itd. itp.

Dzielą nas poglądy i sympatie polityczne. To truizm. Mamy zatem odpowiedź. Tylko co z tego? Niewiele osób zastanawia się, jak te podziały zasypać, a jeszcze mniej podejmuje jakikolwiek wysiłek, żeby zredukować poziom agresji w naszym życiu publicznym. To chyba dlatego, że konflikt jest wielu ludziom na rękę. Świat wydaje się prostszy, kiedy jedna strona jest jednoznacznie dobra, a druga jednoznacznie zła. Wybór jest oczywisty, światopogląd jedynie słuszny, a wroga trzeba zniszczyć.

Jeżeli idziesz w marszu „narodowców”, jesteś znienawidzony przez „lewaków” i na odwrót. Mamy jakąś wielką potrzebę konfrontacji i szufladkowania ludzi. Tak bardzo upraszczamy sobie wyobrażenie o świecie, że każdy, kto myśli inaczej niż ja, jest moim wrogiem. To stąd bierze się „patriotyzm” z kostką brukową w ręku. Łatwiej jest rzucić kogoś kamieniem niż z nim porozmawiać i spróbować zrozumieć.

Może jestem naiwny, ale mam przekonanie, że gdyby ci wszyscy, którzy tak ochoczo rzucają się sobie do gardeł, usiedli przy jednym stole i rzeczowo porozmawiali, odkryliby, że w wielu sprawach się zgadzają. Jasne, że pewne różnice na pewno by pozostały. Ale może zgodziliby się chociaż co do jednego: kochamy Polskę taką, jaką ona jest i jeśli chcemy ją zmieniać, to tylko na lepsze.

Wystarczy odrobina dobrej woli, proste gesty życzliwości i zdrowy rozsądek. Język, którym posługują się politycy, nie musi być naszym językiem. Nie pozwólmy, żeby jałowe polityczne spory kolonizowały naszą prywatną, rodzinną przestrzeń. Radośnie i wspólnie cieszmy się z naszej niepodległości.

fot. maciek zygmunt, flickr.com

Patriotyzm z kostką brukową w ręku
4.88 (81.25%) 8 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze