– Proszę Was, byście trwali w jedności z naszymi braćmi uchodźcami. Oni uciekają przed wojną, walczą o życie. My, we Włoszech, doświadczamy tego na co dzień – mówił kardynał z Lampedusy, gość tegorocznego Święta Dziękczynienia. W pierwszych rzędach Świątyni Opatrzności Bożej słuchali tych słów przedstawiciele polskich władz. 

Bez Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie prawdziwie kochać…
…a miłość wyraża się przede wszystkim w niesieniu pomocy. Mszę świętą – kulminacyjny punkt jubileuszowego (bo dziesiątego) Święta Dziękczynienia zdominował właśnie temat miłości. – W Święto Dziękczynienia dziękujemy za Miłość Boga do ludzi i naszą do Niego. Dziękujemy też za ludzi, którzy miłują, jednocześnie prosimy, by tej miłości bliźniego było na święcie więcej. O miłość trzeba nieustannie zabiegać – mówił kardynał Kazimierz Nycz na rozpoczęciu Mszy świętej w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Metropolita warszawski zaprosił do Polski na tegoroczne Święto kard. Franscesco Montenegro z archidiecezji Agrigento. W jej obszarze leży wyspa Lampedusa. Miejsce – symbol przybywających do Europy uchodźców.

Gość z Lampedusy
Wyspę, w 2013 r., odwiedził papież Franciszek. Zrobił to po tym, gdy u jej brzegów zatonął statek z imigrantami. Zginęło 94 ludzi. Kardynał Montenegro, który wygłosił homilię w Świątyni Opatrzności na warszawskim Wilanowie, przypomniał tamte wydarzenia. I odniósł się do słów kardynała Nycza: – Miłość to też niezgoda na obojętność. A papież – gdy odwiedził Lampedusę – mocno protestował przeciwko globalizacji obojętności.

– Proszę was, byście trwali w jedności z naszymi braćmi uchodźcami – apelował sycylijski metropolita. Tych słów słuchali także politycy – między innymi szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski, minister Elżbieta Witek oraz ministrowie rządu Beaty Szydło (m.in. minister Elżbieta Rafalska). Polski rząd jest często krytykowany, między innymi przez unijnych urzędników, za brak zaangażowania w tak zwaną relokację uchodźców z obozów we Włoszech i Grecji. Rząd stoi na stanowisku, że ze względu na zagrożenie terrorystyczne nie będzie przyjmować uchodźców do Polski, ale pomaga im (między innymi finansowo) w ich kraju (m.in. przez pomoc w odbudowie szkół i szpitali). Gotowość przyjęcia chrześcijańskich rodzin uchodźców wyrażał od początku Kościół w Polsce. Do wypełnienia wezwania papieża Franciszka w tej sprawie wzywał między innymi metropolita poznański i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.

fot. PAP/Leszek Szymański

Wiatr odwagi i ogień miłości
Obchodzone dziś Święto Dziękczynienia zostało ustanowione w 2008 r. przez metropolitę warszawskiego (przypada zawsze w pierwszą niedzielę czerwca). W tym roku po raz pierwszy odbyło w Świątyni Opatrzności Bożej, która choć jeszcze niewykończona, to otwarta dla wiernych jest od listopada ubiegłego roku. W tym roku Święto zbiegło się z Uroczystością Zesłania Ducha Świętego. I to właśnie Duch Święty był centralną postacią homilii kardynała Montenegro. Włoski duchowny przywołał dwa biblijne obrazy Ducha Świętego. W Dziejach Apostolskich Trzecia Osoba Boska została przedstawiona jako wiatr, który napełnił wieczernik z apostołami. Kardynał mówił, że to był trudny czas dla uczniów Jezusa. Wiernym uzmysłowił, że apostołowie bali się swojej misji, obwiniali się, że niedostatecznie dobrze zachowali się podczas Dni Męki Chrystusa. Obawiali się, że nie nadają się do swojej roli.

– Duch jednak napełnił ich mocą, od tego czasu ich historia i historia ludzkości potoczyły się zupełnie innym torem – mówił kardynał Montenegro. Duch Święty jest jak wiatr, przenika nas, napełnia siłą, która pozwala sprostać najtrudniejszym zadaniom. Duch prowadzi, pozwala wypełniać misję, napełnia odwagą. – I my dziś powinniśmy prosić o dar męstwa, dar odwagi w niesieniu pomocy, także migrantom. Tylko z Duchem Świętym możemy przezwyciężyć nasze ludzkie lęki – mówił w homilii.

W drugiej części kazania kardynał Francesco Montenegro przywołał Ducha Świętego opisanego jako ogień. Bóg jest miłością, która dzięki łasce Ducha Świętego płonie i nie gaśnie, tak jak starotestamentowy krzak gorejący. – My też możemy kochać na wzór doskonałej Miłości, którą jest Bóg. Tylko napełnieni Duchem Świętym możemy kochać nieprzyjaciół, kochać miłością bezgraniczną potrzebujących: biednych, cierpiących, zagubionych, uchodźców. To jest nasza misja, z której pod żadnym pozorem nie powinniśmy odchodzić – kardynał z Włoch przypomniał w tym momencie życie Świętego Brata Alberta, którego postać była wielokrotnie przypominana w czasie Święta Dziękczynienia. W tym roku mija 100 lat od jego śmierci a obchody X Święta Dziękczynienia miały hasło: „Dziękujemy za chleb”. Brat Albert w swojej pracy z ubogimi i chorymi wiele razy powtarzał, że zadaniem chrześcijanina jest „być dobrym jak chleb”.

– W podeptanych braciach i siostrach widział oblicze Chrystusa. U niego utrudzeni znaleźli schronienie, odpoczynek i pocieszenie. To wielkie dzieło Brata Alberta nie udałoby się bez Ducha Świętego – kontynuował kardynał Francesco – Dziś tego schronienia potrzebują ci, którzy na łodziach i pontonach próbują uciec od piekła wojny. Cud nie wydarza się, gdy coś się niespodziewanie zjawa i dzieje, ale wtedy gdy każdy z nas jest w stanie podzielić się miłością z innymi.

fot. EPA/ETIENNE LAURENT

Z ostatniej chwili
Kardynał z włoskiej Lampedusy starał się wlać w każdego z wiernych misję niesienia pomocy. Oprócz tego indywidualnego wezwania odniósł się też do Kościoła jako wspólnoty. – Głównym zadaniem Kościoła nie może być budowanie struktury, zajmowanie się wewnętrzną organizacją, ale miłość pisana wielką literą, miłość, którą mamy wnieść w życie chorych i opuszczonych. Miłość ma być naszą główną specjalnością i działalnością. Potrzebujemy ognia Ducha Świętego. Każda osoba zasługuje na miłość. Przed każdym ubogim mamy OBOWIĄZEK założyć szatę sługi i umyć mu nogi. Świat odczuwa dziś pilną potrzebę miłości wobec najbiedniejszych z biednych i najbardziej potrzebujących z potrzebujących! – zakończył homilię kardynał Franscesco Montenegro i zebrał gromkie brawa wiernych – tych zgromadzonych w Świątyni i przed nią.

Te słowa Gościa z Lampedusy przywołały mi obraz, którego doświadczają codziennie widzowie telewizji. Gdy na żółtych i czerwonych paskach u dołu ekranu pojawiają się kolejne tragiczne informacje o wojnie w Syrii, o uchodźcach, którzy giną w drodze do Europy, to dla każdego chrześcijanina ten pasek wiadomości „z ostatniej chwili” powinien być jednocześnie paskiem alarmującym o pilnej potrzebie pomocy.

fot. PAP/Leszek Szymański

Być z braćmi uchodźcami
5 (83.33%) 5 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.