Łotwa, tak samo jak Polska, ma zawiłą historię. Warto ją nieco przybliżyć, szczególnie w kontekście ostatniego Europejskiego Spotkania Młodych.  

 

Introwertyzm po łotewsku 

Jacy właściwie są Łotysze? Przeglądając anglojęzyczne artykuły i filmy w Internecie, kilkakrotnie natknąłem na określenie „cold blooded”, czyli w łagodnym tłumaczeniu „chłodni emocjonalnie”. Te stereotypy potwierdziły się tylko częściowo, jednak są w większości powierzchowne. Tymczasem wystarczy trochę więcej czasu, rozmów i zaangażowania i można doświadczyć łotewskiej gościnności, otwartości i serdeczności. Na początku small-talk przychodzi im z pewną trudnością. Z drugiej strony cisza w rozmowie jest dla nich bardziej naturalna i mniej krępująca. 

Przeczytałem też, że Łotysze są narodem śpiewaków. I rzeczywiście, każdy ma tu w rodzinie kogoś muzykującego lub śpiewającego w chórze. Ich tradycyjne pieśni to tzw. dainy, utwory, które pod względem gatunku można by umieścić między szantami a przyśpiewkami ludowymi. Ich teksty, wywodzące się nierzadko z czasów przedchrześcijańskich, opowiadają niejednokrotnie o samym śpiewaniu, np. „Zaśpiewałem w lesie a na dźwięk mojego głosu pokłoniły się wszystkie drzewa, aby mój głos doleciał do samego nieba”. Ale to Polaków można było usłyszeć podczas Europejskiego Spotkania, jak śpiewali kolędy w autobusach. Poznałem kilkunastu Łotyszy i trudno mi sobie wyobrazić, żeby mogliby zaśpiewać spontanicznie w podobnych okolicznościach. 

Jedna czwarta populacji Łotwy to Rosjanie, ale burzliwe dzieje narodu doprowadziły do tego, że rdzennych mieszkańców z dziada pradziada jest niewielu – większość Łotyszy ma częściowo fińskie, estońskie, polskie lub ukraińskie korzenie. Emma jest rodowitą Łotyszką. – Pewnie jesteś z tego dumna? – zapytałem. – Nie, duma to jest wasza, polska cecha i nie ma w tym nic złego. My, Łotysze, z definicji jesteśmy zbyt cisi, żeby być dumni – tłumaczy.  

Łotysze, może jeszcze bardziej niż Polacy, czują się pokaleczeni historią. Może właśnie z tego bólu powstała legenda o narodowej fladze. Podczas bitwy z krzyżakami jeden z przywódców łotewskich plemion został ranny i położono go na prześcieradle. Część, na której leżał, pozostała biała, a reszta tkaniny, którą go owinięto, zaczerwieniła się od krwi. Podczas następnej potyczki dwukolorowa płachta została użyta jako flaga i poprowadziła wojów do zwycięstwa.  

W jednym domu z okupantem 

W ubiegłym wieku przez blisko pięćdziesiąt lat Łotyszom przyszło żyć z radzieckim okupantem nie tylko na jednej ziemi, ale często pod jednym dachem. Brakowało mieszkań. Obszar nadmorski należał prawie wyłącznie do Rosjan. Bardzo pilnowano bałtyckich plaż, aby nikt nie mógł uciec drogą morską np. do Szwecji. Wielu Łotyszy mogło się więc wykąpać w rodzimym morzu dopiero po odzyskaniu niepodległości. Łotewskie wybrzeże, a w szczególności podłotewski kurort Jurnala stanowiło letnią „daczę” rosyjskich polityków i biznesmenów i taką rolę po części spełnia do dzisiaj. Przewodnicy oprowadzający po Jurnali wymieniają dumnie przy każdej willi nazwisko dygnitarza, do którego należy rezydencja. Na wielu ulicach można tu zobaczyć, jak wielkie bogactwo sąsiaduje z prostymi, biednymi chałupami zwykłych mieszkańców. Podobnie jak w Warszawie i innych miastach bloku wschodniego w centrum Rygi stanął wieżowiec o kubaturze Pałacu Kultury. Dziś mieści się tu uniwersytet.  

W ramach Europejskiego Spotkania Młodych w ryskiej katedrze odbyło się spotkanie z dysydentami, którzy wspominali lata „sąsiedztwa” z okupantem. Wśród gości był m.in. biskup Pavils Bruvers, który opowiadał o trudnościach, z jakimi trzeba było się zmierzyć w okupowanym kraju. – Przed pierestrojką nie było tutaj powszechnego ruchu oporu na wzór polskiej „Solidarności”. Opór społeczeństwa był raczej pasywny, intelektualny. Chcąc się przeciwstawić, trzeba było działać samemu lub w małych grupkach. Wśród około stu osób przeprowadziliśmy wtedy z przyjaciółmi ankietę na temat tego, jak się żyje na Łotwie. Odpowiedzi były druzgocące, a za ten występek zostaliśmy aresztowani. Podobny los mógł spotkać obywatela za złożenie kwiatów pod Pomnikiem Wolności. Już w szkole młodych ludzi oficjalnie mówiących po łotewsku albo przyznających się do Chrystusa spotykały represje. Rodzice tracili pracę, nie można było dostać się na studia itd. Po kilku tego rodzaju akcjach, które nawet trudno nazwać sabotażem, KGB dało mnie i mojej rodzinie trzy dni na opuszczenie kraju. Wróciłem po 30 latach, w 2004 r.  

W narodzie drzemie siła 

W pięćdziesiątą rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow mieszańcy Litwy, Łotwy i Estonii, będących jeszcze wówczas częścią ZSRR, utworzyli tzw. łańcuch bałtycki – około dwa miliony osób, czyli jedna czwarta populacji tych krajów utworzyła na długości ponad 600 km żywy „pomost” łączący Wilno z Tallinem. 23 sierpnia 1989 r. o godz. 19 uczestnicy wznieśli ręce na znak sprzeciwu wobec ówczesnej sytuacji politycznej i wyrazili dążenie do niepodległości.  

Ryga od dawna była zwana „Paryżem północy”. Wieża telewizyjna przypomina kształtem wierzę Eiffla. Jeszcze po uzyskaniu niezależności przez bałtycką trójkę, Związek Radziecki ostatkiem sił próbował odzyskać kontrolę nad utraconymi terytoriami. W Wilnie wojska radzieckie okupowały budynek państwowej telewizji. Na początku 1991 r. gorąco było także w Rydze. Łotysze wyszli na ulice, przeciwstawiając się rosyjskiej ofensywie. Na barykadach bronili proklamowanej przez siebie Republiki Łotewskiej i jej nowego rządu. Wobec wspólnego wroga wyznanie i narodowość nie miały większego znaczenia. Wydarzenia ze stycznia 1991 r. przeszły do historii jako „Barykady”, co może przywoływać pamięć o paryskich barykadach podczas rewolucji francuskiej. Swoistą twierdzą skupiającą demonstrantów była katedra Riga Dome. To tutaj ludzie gromadzili się, by porozmawiać, pomodlić się i ogrzać. Rozdawano ciepłe posiłki. Prawie 26 lat po tamtych wydarzeniach, w czasach pokoju, ten sam budynek, jak również inne kościoły i miejsca modlitwy podczas Europejskiego Spotkania Młodychpełniły bardzo podobną funkcję, gromadząc ludzi różnych wyznań i poglądów.  

Łotysze obchodzą święto niepodległości dwukrotnie – 4 lipca świętują uniezależnienie się od ZSRR w 1990 r., a 18 listopada obchodzą uzyskanie niepodległości w 1918 r. Podczas bitwy, która odbyła się 11 listopada 1919 r., wojska łotewskie przypieczętowały niepodległość swojego kraju, pokonując proniemieckie oddziały armii Bernota. Chcąc utrwalić pamięć o tym wydarzeniu, a także obudzić świadomość historyczną młodych Łotyszy, którzy święto 18 listopada (Lāčplēsis) kojarzyli często z urodzinami mitycznego niedźwiedzia z dziewiętnastowiecznego łotewskiego eposu o tej samej nazwie, od 2007 r. obchody święta niepodległości przedłużono, organizując rokrocznie tzw. tydzień patriotyczny – od 11 do 18 listopada. 

Wojna na języki 

Kolonizacja Łotwy przez Stalina po II wojnie światowej nie oznaczała tylko jej aneksji, ale zdominowanie jej terytorium przez Rosjan, co miało sprowadzić Łotyszy do roli mniejszości. Taki sam los miał spotkać ich język. Z łotewskimi bohaterami narodowymi rozprawiły się sowieckie buldożery, burząc ich pomniki. Rosyjskiego uczyli się więc wszyscy, a za używanie języka łotewskiego w instytucjach publicznych groziły szykany i represje.  

Dla części Łotyszy rusyfikacja podczas okupacji sowieckiej jest świeżą, niezabliźnioną raną – dlatego też polityczne nastawienie do języka częściowo się odwróciło. Dziś duży odsetek mieszańców Łotwy stanowią bezpaństwowcy, czyli w tym przypadku osoby rosyjskojęzyczne nieposiadające rosyjskiego ani łotewskiego obywatelstwa, które w paszportach w rubryce „obywatelstwo” mają wpisane „Alien”. W Rydze wiele napisów i reklam występuje w formie dwujęzycznej. Każdy zrozumie, kiedy zapyta się go o coś po rosyjsku, ale nie każdy jest gotowy, by odpowiedzieć w tym języku. Przed czterema laty mniejszość rosyjska podjęła próby zorganizowania referendum w sprawie uznania rosyjskiego jako drugiego języka urzędowego – bez powodzenia – mimo że do dziś w niektórych wsiach i miasteczkach na wschodzie kraju prawie nikt nie mówi po łotewsku. W Dylenburgu, drugim co do wielkości mieści Łotwy, Rosjanie stanowią obecnie ponad połowę mieszkańców. Łotyszy jest tu niespełna 20%. W lipcu 2016 r. Nils Uszakow, obecny burmistrz Rygi, prorosyjski socjalista został ukarany grzywną przez Państwową Komisję Językową za używanie języka rosyjskiego w mediach społecznościowych. Część szkół, w których nocowała młodzież podczas Europejskiego Spotkania prosiła, żeby przynajmniej część osób, które zostaną tam zakwaterowane, mówiła po rosyjsku.  

Do lepszego świata 

Łotwa to kraj, z którego się wyjeżdża. Od momentu przystąpienia kraju do Unii Europejskiej ojczyznę opuściło na stałe ponad dwieście tysięcy osób, czyli 10% populacji. Łotysze wiązali duże nadzieje z akcesją do Unii Europejskiej, ale kryzys gospodarczy uderzył w ich kraj jeszcze dotkliwiej niż w większość gospodarek Europy Środkowowschodniej. Zaczęto np. zamykać mniejsze placówki medyczne, a w okresie najgłębszej zapaści największy szpital w Rydze przyjmował pacjentów tylko w dni nieparzyste. Wszystkie miejsca w samolotach do Wielkiej Brytanii są wykupywane z wyprzedzeniem. Lotnisko w Rydze jest sceną codziennych, trudnych pożegnań. – Większość moich znajomych ze studiów wyjechała za granicę. W samym Londynie mam chyba ze trzydziestu kolegów i koleżanek z Rygi – opowiada Liena.  

Podczas ESM prawie w każdym autobusie czy trolejbusie w centrum miasta można było usłyszeć język polski. Nie zdziwił mnie widok rosłego mężczyzny w wieku około trzydziestu lat mówiącego w moim ojczystym języku. Tylko eleganckie ubranie nie pasowało trochę do sportowego stylu ubioru większości młodych przybyłych na ESM. Dołączyłem w połowie rozmowy. Dowiedziałem się, że Olek – tak nazywał się człowiek, na którego zwróciłem uwagę –  pracuje w korporacji i zajmuje się obsługą klienta z językiem łotewskim. Na pytanie gdzie nauczył się tego języka, roześmiał się serdecznie – Jestem Łotyszem – kontynuował płynnie po polsku – przyjechałem na dwa lata do Krakowa nauczyć się języka i trochę zarobić. Teraz zastanawiam się, w jakim kraju spędzić kolejne dwa lata, żeby nauczyć się języka. Nie wiem jeszcze, na co odkładam i gdzie będę mieszkał. Tu się fajnie przyjeżdża po prostu na święta.  

Wyjeżdżają nie tylko Łotysze. Przed dwoma laty Ryga zdecydowała się, zgodnie z systemem kwotowym, przyjąć pół tysiąca uchodźców. Do tej pory na Łotwę przybyło ich 63. Ponad trzy czwarte z nich opuściło kraj, mając nadzieję na lepszą przyszłość w Europie Zachodniej. Na Łotwie mogli liczyć na opiekę medyczną, zasiłek dla bezrobotnych i chłodną tolerancję społeczeństwa. Wraz z końcem wypłacania zasiłku zaczynało im brakować środków do życia. Nie tak wyobrażali sobie Europę. Łotwa okazała się jedynie smutnym przystankiem, najczęściej w drodze do Niemiec.  

Kiedy z kraju wyjeżdża jedna dziesiąta populacji, a z tego w większości ludzie młodzi i w średnim wieku – na ulicach robi się trochę smutno. Rozluźniają się więzy rodzinne. Zaskakująco dużą część „rodzin”, które przyjęły młodych ludzi podczas ESM, stanowiły osoby samotne. Rodzice zostawiają dzieci, dzieci zostawiają rodziców… 

Na pokładzie własnego statku 

Wbrew pozorom sytuacja na rynku pracy jest tu lepsza niż w niejednym kraju UE. Stopa bezrobocia kształtuje się tu na poziomie ok. 10%. Obywatele Łotwy, którzy przez kilkadziesiąt lat żyli w geopolitycznym więzieniu, teraz mogą swobodnie podróżować po całej Unii Europejskiej, mogą wyjechać i nie patrzeć na wciąż liczne ślady okupacji pozostawione przez potężnego sąsiada, który znowu pręży muskuły.  

Liena, która w swoim mieszkaniu ugościła dwóch młodych Polaków, jest absolwentką filologii norweskiej. Przez rok studiowała i pracowała w Norwegii. – Jest mi tu dobrze. Pracuję w call center, gdzie wykorzystuję moją znajomość norweskiego i angielskiego. Pewnie dużo więcej zarobiłabym w Norwegii, ale kocham swój kraj. I czy po to się żyje, żeby zarabiać dużo więcej? 

Ochroną podczas Europejskich Spotkań Młodzieży zajmowała się łotewska policja. Przy jednym z wejść do centrum targowego Kipsala, gdzie odbywały się modlitwy, spotkałem Miszę. Krępy pięćdziesięciolatek w czarnym garniturze pod skórzaną kurtką przypominał bardziej urzędnika niż ochroniarza. Zapytałem, jak żyje mu się w tym kraju. – Nie mogę narzekać. Praca jest. Na chleb wystarczy. Czy wszyscy mają pracę? Jeśli ktoś chce, to ją znajdzie. Ale ludzie są leniwi i wolą czasem siedzieć na zasiłku albo u rodziców. Na wsi może jest trochę gorzej, ale tutaj? Nie widzę powodu, żeby wyjeżdżać. Nie opuszcza się pokładu własnego statku. Pan Bóg wybrał mi Łotwę za ojczyznę i tu jest moje miejsce – dodaje z przekonaniem.   

Jedziemy na tym samym wózku 

Łotyszy, którzy emigrowali, zaginęli lub zginęli podczas obu wojen światowych, którzy zostali deportowani w głąb Rosji w czasie okupacji sowieckiej lub w ostatnich latach wyjechali za chlebem można by naliczyć przynajmniej sześćset tysięcy, co odpowiada prawie trzeciej części obecnej populacji. Z myślą o nich wszystkich kilka lat temu na wyspie Kokense na Dźwinie zaczął powstawać tzw. Ogród Przeznaczenia (Likteņdārzs) – czyli przestrzeń, w której można upamiętnić każdego z osobna. Autorem projektu jest wprawdzie Japończyk Shunmyo Masuno, ale Ogród jest dziełem całego społeczeństwa. Każdy może tu przyjść i zasadzić drzewo lub pozostawić kamień, który będzie symbolizował konkretną osobę utraconą w ostatnich kilkudziesięciu latach. Dane są archiwizowane, tak by mógł powstać swoisty narodowy pomnik pamięci. Utworzone już zostały ścieżki spacerowe i amfiteatr, który jednak nie ma służyć organizowaniu imprez masowych, ale ma być miejscem przywoływania wspomnień, modlitwy i duchowego kontaktu z utraconymi bliskimi – podobnie jak stajemy czasem nad grobami kogoś dla nas ważnego. Przedsięwzięcie o podobnym znaczeniu, jakie dla Amerykanów ma Statua Wolności, ma zostać zakończone w 2018 r. na setną rocznicę uzyskania niepodległości.  

Istniejące podziały i zranienia trzeba wziąć w nawias i przyznać, że wrogości i nienawiści jest na Łotwie coraz mniej, że można ją głównie usłyszeć w mediach i w polityce. Większość wykształconych i młodych ludzi zrzuciła już brzemię historii. – Siedemdziesiąt procent moich znajomych to Rosjanie – mówi Lauma, Łotyszka. – Można powiedzieć: „swoi ludzie” bez kompleksów, do rany przyłóż. Podobnego zdania jest Misza, Rosjanin pracujący w Rydze: – Wszędzie są dobrzy i źli ludzie. Obojętnie czy Rosjanie, czy Łotysze. Jak to mówią, wszyscy jedziemy na tym samym wózku. 

Galeria (4 zdjęcia)
Pod łotewską banderą 
6 (100%) 2 ocen.


źródło: Maciej Małaj 

Tagi

Łotwa Taize

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze