W żyłach mieszkańców Haiti płynie polska krew. To nie żart, tylko mało znana historia z czasów napoleońskich.

Skąd się wzięli Polacy na Haiti? Musimy się przenieść do początków XIX w. Francja i prawie cała Europa znajdowała się w rękach ambitnego wodza – wielkiego duchem, lecz nie wzrostem, Napoleona Bonaparte. Polska, podzielona została pomiędzy zaborców, czekała na swoje odrodzenie. Istniał jednak polski naród, a dzięki Napoleonowi Bonaparte, w którym Polacy widzieli swoją szansę na odzyskanie niepodległości powstały Legiony Polskie we Włoszech, które były częścią wojsk napoleońskich.

Najbogatsza kolonia
W XIX w. Francja była potęgą nie tylko w Europie. Posiadała kolonie, z których czerpała ogromne zyski. Jedną z nich było Santo Domingo – dziś Haiti – najbogatsze ze wszystkich. Uprawiano tam trzcinę cukrową, bawełnę, kawę i przyprawy, które przynosiły Francji duże dochody. Również plantatorzy potrafili zbijać na tym fortunę. Koszty ponosiła miejscowa ludność, którą zmuszano do katorżniczej pracy. Z Afryki sprowadzano niewolników, których bardzo źle traktowano. Bicie, okaleczanie, zmuszanie do nadludzkiego wysiłku, grzebanie żywcem było na porządku dziennym. Gdy wybuchła rewolucja francuska, hasła wolności, równości i braterstwa dotarły również do kolonii, w tym na Santo Domingo. Żyjący w nieludzkich warunkach niewolnicy mieli nadzieję, że trwające we Francji zmiany, między innymi zniesienie niewolnictwa, nadanie równych praw wszystkim mieszkańcom bez względu na kolor skóry obejmą również ich. Niestety, zawiedli się. Francuski komendant wyspy generał Franciszek Toussaint-Louverture proklamował autonomię kolonii i ogłosił się dożywotnim władcą wyspy. Jak możemy się domyślać, uniezależnienie się najbogatszej kolonii na Karaibach nie spodobało się Francji, która postanowiła stłumić bunt. Walki, które trwały od 1791 r., nasilały się, aż w końcu w 1802 r. Napoleon postanowił ostatecznie rozprawić się z buntownikami.

Polacy do sprzątania
I tu właśnie pojawiają się Polacy. Napoleon miał poważny problem, ponieważ po wygranej wojnie z Austrią i Anglią Legiony Polskie nie były mu już potrzebne. Postanowił zatem wykorzystać je do walki z buntownikami. Trzeba podkreślić, że legioniści nie poznali prawdziwych powodów ekspedycji. Przedstawiano ją Polakom jako pilną potrzebę obrony i wprowadzania w życie założeń rewolucji francuskiej, a zatem mieli zaprowadzać i utrwalać zasady wolności, równości i braterstwa. W rzeczywistości okazało się, że wyprawa na Santo Domingo oznaczała pewną śmierć. Gen. Henryk Dembiński w swoim pamiętniku pisał: „Gdy jednak sam Bonaparte postanowił włożyć sobie na głowę koronę francuską, a widząc w nas twardych republikanów, przeznaczył nam na grób San Domingo, ponieważ każde wojska wysłane na tę wyspę za karę tam ginęły”.

W tej ekspedycji karnej brały udział dwie półbrygady legionowe – około 4,5 tysiąca Polaków. Jak pisał Franciszek Askenazy: „popakowani jak śledzie, niedostatecznie w żywność i wodę słodką opatrzeni, tegoż dnia o północy popłynęli w ciemną nieznaną przestrzeń, na śmierć”. Po czterech miesiącach rejsu polscy legioniści ujrzeli przepiękne plaże, krajobrazy, gaj kokosów, egzotyczne owoce, trunki i kobiety. Jednak miejsce to, pomimo piękna, nękane było często epidemiami żółtej febry, przez którą wielu żołnierzy umierało. Dodatkowo, jak pisał dziejopis Legionów Jan L. Pachoński, „prawdziwą plagą były liczne gady, płazy, kleszcze, a najdokuczliwsze chyba mrówki, które masowo snuły się po ziemi i ścianach domów, wciskając się pod odzież, niszcząc każdy pokarm”.

Piekło kolonii
Walki były straszne. Każda ze stron konfliktu była bezwzględna. Czarnoskórzy powstańcy dokonywali licznych masakr białej ludności cywilnej, obdzierali schwytanych jeńców ze skóry, przecinali ich ciała piłą, odcinali kończyny. Francuzi rozstrzeliwali wziętych do niewoli buntowników, wieszali ich, topili w workach, dusili siarką pod pokładami wraków. Francuski dowódca sprowadził też z Kuby kilkaset psów, które poddane tresurze, tropiły powstańców, by następnie ich rozszarpywać. „Tutaj wojnę prowadzi się w zupełnie inny sposób niż w Europie. W ciągu ostatnich trzech dni sprowadziliśmy z kolonii hiszpańskich 200 psów do walki, jutro mamy nadzieję otrzymać 400 dalszych (…). Francuzi ćwiczą brytany całymi dniami na żywych Murzynach, których te rozszarpują bez litości.” – pisał 19 marca 1803 r. w liście do Józefa Nowickiego podporucznik Weygell z Cap-Français.

Haitański polityk tak wspominał francuskie okrucieństwa w 1814 r.:
„Czyż nie wieszali ludzi głową w dół, nie topili w workach, nie krzyżowali na deskach, nie grzebali żywcem, nie miażdżyli na śmierć? Nie zmuszali ich do jedzenia odchodów? Nie zdzierali im skóry batem, nie rzucali żywcem na pożarcie przez robaki i mrówki, albo zostawiali przywiązanych na bagnach, by pożarły ich komary? Nie wrzucali ich do kotłów wrzącego syropu? Nie wpychali mężczyzn i kobiet do beczek, najeżonych wewnątrz kolcami, i nie staczali ich ze zbocza w przepaść? Nie rzucali nieszczęsnych czarnych psom ludojadom, dopóki te nie były już tak nażarte ludzkim mięsem, że okaleczone ofiary dobijano bagnetami i sztyletami?.”

fot. Wikipedia

Ludzka postawa Polaków
Polacy byli zszokowani brutalnością i bezwzględnością kolonizatorów. Walczyli niechętnie, a część z nich zaczęła przechodzić na stronę powstańców. Widząc, że polscy żołnierze w przeciwieństwie do Francuzów dobrze traktują jeńców, Haitańczycy odwdzięczali się tym samym.
Haitańczycy walczyli o niepodległość i przez to stali się Polakom bliżsi, bo przecież kto jak nie polski żołnierz doskonale rozumiał pragnienie wolnego państwa i własnej ojczyzny. Dlatego Polacy nie odnosili się do powstańców tak brutalnie jak Francuzi, przez co zyskali sobie ich sympatię. Ocalało niespełna tysiąc legionistów, z czego trzydziestu oficerów i trzystu żołnierzy powróciło do Europy, a około czterystu z nich osiedliło się na San Domingo, dając początek Les Polonais. Powstanie zakończyło się zwycięstwem Haitańczyków, którzy do tej pory wspominają polskich żołnierzy odmawiających wykonania brutalnego rozkazu wymordowania kilkuset czarnych jeńców.

Les Polonais – Haitańczycy polskiego pochodzenia
Na odległej wyspie, 8583 km od Warszawy, polskie pochodzenie jest powodem do dumy. Gdy tylko Francuzi opuścili Santo Domingo, w konstytucji niepodległego państwa Haiti znalazł się zapis, że każdy Polak, jeśli sobie tego zażyczy, otrzyma jego obywatelstwo. Prawo to zostało zniesione dopiero w latach siedemdziesiątych XX w. Ponadto weteranom polskim przydzielono ziemię wokół miejscowości Cazale, na której mogli się osiedlać. Z czasem zaczęli żenić się z haitańskimi kobietami. Pomimo upływu lat legenda polskich żołnierzy jest wciąż żywa, a wraz z legendą przetrwały symbole i tradycje polskie. Jeszcze w XIX w. poseł Haiti w Paryżu wymieniał około 50 rodzin, które nosiły polskie nazwiska. Charakterystyczną cechą Haitańczyków, w których żyłach płynie polska krew, są niebieskie oczy, jasne włosy, jaśniejsza skóra, a nawet charakterystyczne słowiańskie warkocze. Zachowały się do dzisiaj pewne elementy polskiej kultury, jak taniec zwany polką. Funkcjonują również powiedzenia: „Robię jak w Krakowie”, co oznacza robienie czegoś dobrze, porządnie, albo „Tam w Polsce” i „szarżować jak w Polsce”, czyli licznie i skutecznie. W mowie zachowały się również niektóre polskie słowa, m.in. przekleństwa. Polski akcent gdzieniegdzie można odnaleźć w architekturze. Wiele domów w wioskach, w których mieszkają potomkowie Polaków, w przypomina polskie dworki, a w oknach zawsze są kwiaty.

Matka Boska Haitańska
Na Haiti bardzo rozpowszechniony jest kult Voodoo. Powstał on w wyniku wymieszania elementów kultury i religii krajów afrykańskich z katolicyzmem, na który próbowano nawrócić niewolników przybyłych z Afryki. Pomimo tego na Haiti bardzo popularny jest wizerunek Czarnej Madonny, który dotarł na wyspę dzięki polskim legionistom. Matka Boska Częstochowska bardzo szybko się przyjęła i została włączona do panteonu bóstw haitańskich. Po pierwsze dlatego, że Matka Boża z Jasnej Góry jest czarna. Po drugie – ma dwie blizny na policzku, co kojarzyło się z walką i wojowniczym nastrojem wśród powstańców. Czarna Madonna na Haiti jest znana jako Ezili Dantor. Składa się jej w ofierze słynny rum Barbancourt i świeżą wieprzowinę.

Chociaż wielu z tych Haitańczyków, którzy mogą pochwalić się przodkiem Polakiem, nigdy w Polsce nie było i nie znają języka polskiego, często mówią o sobie „My, Polacy” i są z tego dumni. Powinniśmy brać z nich przykład.

fot. Blue Skyz Studios, flickr.com

Haiti: Voodoo i Czarna Madonna
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.