„Papież Franciszek jest lewakiem!” „Na co mu ten cały dialog z innymi religiami?!” „Jakie są owoce tego dialogu, widać najlepiej w Europie Zachodniej – zamachy terrorystyczne! Islam zalewa Stary Kontynent” – to niektóre z komentarzy, które pojawiają się w Internecie. Dotyczą postawy papieża wobec muzułmanów czy żydów.

Jestem zszokowany, kiedy czytam niektóre komentarze na naszym facebookowym profilu. Czasem w redakcji już przed publikacją jakiegoś tekstu rozmawiamy o tym, że na pewno pojawi się dużo tzw. hejtu i negatywnych komentarzy. Wiele z nich dotyczy papieża i jego postawy dialogu, do której przywiązuje tak dużą wagę. Krytyka dziwi mnie tym bardziej, że podejście poprzedników Franciszka do dialogu było identyczne. Ba! Nie może być inne, bo byłoby zaprzeczeniem Ewangelii oraz nauczania Kościoła.

Nie przypominam sobie jednak, żeby równie mocno potępiana była otwartość Jana Pawła II. Wręcz przeciwnie, byliśmy szczególnie dumni, że papież pochodzący z Polski tak szeroko otwiera bramy Kościoła także na ludzi innych wyznań. W filmach dokumentalnych o Karolu Wojtyle pojawiają się anegdoty opowiadane przez jego przyjaciół, jak to jeszcze przed wyborem na Stolicę Piotrową podkreślał, że „wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga”. Widzieliśmy w tym jego wielkość. Z szacunkiem i podziwem przyglądaliśmy się temu, jak spotykał się i modlił z żydami lub muzułmanami.

Dzisiaj nie mamy zaufania do głowy Kościoła. A przecież społeczne zadania papieża zawsze są takie same – szukanie pojednania i pokoju. Biskupom Rzymu już od V w. przypisywany jest tytuł „Pontifex maximus” – to znaczy najwyższy kapłan, a dosłownie: budowniczy mostów. Tym bardziej zastanawia mnie, że tak duża część katolików chciałaby pójść na duchową, społeczną i moralną łatwiznę, stawiając mur odgradzający nas od wszelkiej inności. Tymczasem Ewangelia to przesłanie do odważnych i czasem nawet nieco… naiwnych. Tak, naiwnych. Bo tylko ktoś pozornie naiwny naraża siebie dla uratowania innych, zwłaszcza jeśli na to nie zasługują. A taka właśnie była misja Chrystusa.

Budowanie mostów, i dosłownie i w przenośni, jest trudniejsze niż budowanie murów. Wiąże się też z większym ryzykiem. Przez most mogą przechodzić ludzie, którzy niekoniecznie są przez nas mile widziani. Mur zapewnia w tym sensie poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Tyle że Ewangelia namawia nas do tego, aby wychodzić z tej sfery komfortu, porzucić to, co dla nas wygodne i zająć się „ekstremalną”, czasem trudną i wymagającą miłością bliźniego.

Nawet jeśli dialog wydaje się ryzykowny, nieopłacalny, naiwny lub po prostu niebezpieczny, nie możemy z niego rezygnować. Nie da się budować mostów bez spotkania i rozmowy. Tymczasem papież Franciszek namawia całe społeczeństwa i każdego z nas osobna, aby pielęgnować „kulturę spotkania”, której ważnymi czynnikami są „troska o dobre relacje osobiste i zdolność do przezwyciężenia uprzedzeń i lęków”. To nie wymysł Franciszka. To przesłanie Ewangelii. Powinniśmy i możemy żyć w zgodzie mimo różnic. Jasne, zamachy terrorystyczne nie budują atmosfery społecznego zaufania, ale na Ewangelię bardziej otwierają nas niebezpieczne mosty niż wysokie mury, dzięki którym nasz świat zostaje pozornie niezachwiany.

fot. EPA/L’OSSERVATORE ROMANO 

 

Pontifex – budowniczy mostów
5.37 (89.58%) 8 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

  Komentarzy:: 2


  1. A jakie są owoce tego „dialogu”? Statystyki są nieubłagane: nasilające się prześladowania chrześcijan. Ile osób zostało uratowanych przed śmiercią tym dialogowaniem? W krajach gdzie chrześcijanie są mniejszością nie ma żadnego dialogu, jest brutalna, ponura rzeczywistość, o której zwolennicy dialogu nie chcą pamiętać i się upomnieć.


  2. Komentarze facebookowe przerażające. Warto przypominać, że postawa komunikacji i życzliwego odnoszenia się do ludzi innych wyznań sięga w Kościele czasów znacznie dawniejszych, niż może się to wielu osobom wydawać, to nie jest kwestia czasów posoborowych. W „Opisie podróży” Wilhelma z Rubruk (XIII wiek) mamy debatę międzyreligijną chrześcijan, muzułmanów i buddystów, która odbyła się w Karakorum . Od razu zaznaczam, że nie była to próba utworzenia synkretycznej religii tylko dyskusja na temat tego, kto ma rację, a jednak Wilhelm, franciszkanin, rozmawiał z wyznawcami innych religii z szacunkiem. Bardzo interesujące są również jego opisy innych religii, pozbawione pogardy wobec ich wyznawców. Zresztą można cofnąć się jeszcze dalej – do mowy św. Pawła na Areopagu.
    A jeżeli chodzi o Jana Pawła II, to za jego pontyfikatu nie było facebooka i internetowych komentarzy. Gdyby to wszystko było to kto wie, czy nie budziłby większych emocji niż obecnie Franciszek.