Rozmowa z Maciejem Sikorskim, autorem książki „Byłem w piekle. Nie polecam”. 

Co według ciebie było najpiękniejsze w twojej historii nawrócenia? 

Niesłychaną radością było dla mnie odkrycie elementarnej prawdy – że On jest osobą. Nie energią, nie świadomością. Osobą. A skoro tak jest, to może zaistnieć relacja. To najważniejsze uczucie – miłość. Potężna, nie z tego świata. On nam ją daje w obfitości. Relacja ma też inne konsekwencje – gdy wybieramy Go jako swojego Pana i zbawiciela możemy liczyć na to, że On, Wszechmogący Bóg, będzie walczył za nas a my będziemy spokojni. Tak też Mojżesz przemówił do wylęknionych, szemrających Izraelczyków. Mojżesz – jąkała, pozbawiony charyzmatu przywódcy. I wyszło nieźle. Ogołocony ze swej mocy, zawieszony na bożej łasce, pozbawiony jakiś szczególnych talentów facet wyprowadził Naród Wybrany z Egiptu, prowadził przez pustynię, przewodził w przejściu przez Morze Czerwone… A jak doszło do walki, podnosił ręce. I Izrael zwyciężył. To jest urzekające dla mnie. Niesamowite, że doświadczam właśnie tego typu interwencji również u mnie. Były w moim życiu i przepiórki (praca, która spadła z nieba i pozwoliła na zarobienie pieniędzy, kiedy ich nie było) i manna (spadające niczym z nieba, niezapowiedziane prezenty – paczki z darami na święta…) Było też przejście przez Morze Czerwone. W moim wypadku była to wanna z wodą zabarwioną na czerwono przez krew. Przeżyłem absolutnie cudowne wyratowanie w najbardziej dramatycznej chwili w mym życiu. Teraz, od tych piętnastu lat, gdy idę za Nim, wiem, że „wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. I chyba ta świadomość Bożego prowadzenia jest najwspanialsza. 

Okładka debiutanckiej książki Macieja Sikorskiego

Co właściwie skłoniło cię do spisania i wydania całej historii? 

Powodów jest kilka. Książka ma wiele warstw. Uznałem, zachęcany przez bardzo wiele osób, że nie mogę dłużej tego w sobie dusić. Od wielu lat chciałem ją napisać, ale nie udawało się pokonać obaw. W końcu zdecydowałem, że prawda musi zwyciężać. Że będzie wyzwalająca. Odczułem ulgę. Miałem bardzo dużo takich związków z ludźmi, w których komuś wydawało się, że coś o mnie wie, że mnie zna. A nie wiedzieli praktycznie nic. Trudno jest w takich okolicznościach o jakąś normalną relację. Wystąpił też element lęku przed tym, jak zareagują moje dzieci – najstarszy Tytus ma 13 lat i jest na tyle dojrzały, że pewnie sięgnie po moją książkę. Na początku się bałem, że to będzie za mocne, za trudne. Ale teraz myślę sobie, że to jest lepsza wersja niż skrywanie prawdy. A często rodzice tak postępują. To nie jest dobre. Chcę Tytusowi i reszcie moich dzieci powiedzieć, jak było. Z nadzieją, że będzie to również ku przestrodze, ale również z wiarą w to, że zrozumieją, że tylko budowanie na Bogu ma sens. Ta warstwa ku przestrodze opowiada nie tylko o faktach, ale również o procesach, które powodują, że człowiek wpada w realne zagrożenia, nałogi… Mam nadzieję, że dzięki temu będzie pomocna każdemu, kto stoi na progu podobnych problemów. Że pomoże być może rodzinom takich osób zrozumieć to, co się dzieje u ich bliskich. Ale przede wszystkim jest świadectwem o tym, że Bóg jest, żyje, jest osobą i kocha każdego człowieka. Zależało mi przede wszystkim na pokazaniu nawiązującej się relacji między Bogiem a człowiekiem. O tym, że człowiek nie musi być sam ze swoimi problemami. Że może mieć kogoś bardzo potężnego u swego boku. 

Rodzina Sikorskich. Wszyscy należą do Wspólnoty Neokachenumenalnej, fot. H. Przondziono

Kim dla ciebie jest Ryszard Riedel? 

Rysiek był pięknym człowiekiem, łagodnym, o nieprawdopodobnym talencie i wrażliwości. Z czasem stał się przyjacielem. Był trochę idolem, trochę występował w miejscu, w którym powinien być ojciec. Był kolorowym ptakiem, który dawał ulgę w czasach potwornie siermiężnej rzeczywistości. A później, gdy zobaczyłem jego chorobę, stał się kimś, komu bardzo chcieliśmy z siostrą pomóc. Obserwowaliśmy jego zmaganie z nadzieją, że wygra. Niestety. Nie udało mu się. Bardzo mi go cały czas brakuje. Cała jego twórczość to był zapis walki. Z samym sobą. Modlę się ciągle o to, żeby Ojciec w Niebie zabrał go do siebie. 

Masz za sobą kawał trudnej historii. Co jest największym duchowym zagrożeniem? 

Nie wartościowałbym tego w ten sposób. Dla niektórych będzie to taka praktyka, dla kogoś innego coś zupełnie innego Okultyzm działa w niewiadomy, nieprzewidywalny sposób. U niektórych problemy wystąpią bardzo szybko, u innych po dłuższym czasie. Często słyszę, jak ktoś mówi, że ćwiczy jogę i nic mu się złego nie przytrafiło. Oczywiście, nie u każdego adepta wystąpią od razu przykre konsekwencje. To również zależy od tego, jak intensywnie się w te praktyki angażujemy. Jak bardzo otwieramy drzwi na nieznane. Wiem na pewno, że nie warto zostawiać absolutnie żadnych szpar, przez które mogłaby przyjść do nas, rzeczywistość pochodząca z tej Złej strony. 

Fot. arch. Maciej Sikorski

Jednak wyszedłeś z piekła. Towarzyszyła ci w tym jakaś konkretna modlitwa? 

Najlepszą modlitwą jest zawsze ta, w której czuję, że serce kieruje się do Boga. Ale każda modlitwa ma sens. Pamiętać tylko trzeba, żeby nie stworzyć z Boga dojnej krowy, nie sprowadzać go do Osoby odpowiedzialnej za spełnianie naszych zachcianek. Im dłużej jestem na tej drodze, tym bardziej widzę też wielkie znaczenie dziękowania za wszystko, co nas spotyka. No i najważniejsze, choć jednocześnie najtrudniejsze – modlitwa, w której prosimy Go o to, żeby jego wola się działa, nie nasza. Doświadczam bardzo wyraźnie, że warto to robić. Był to długi proces. Bałem się, że gdy zrezygnuję z moich projekcji, On przygotuje mi coś, czego nie będą potrafił zaakceptować, co będzie dla mnie za trudne. Nic bardziej mylnego. Wszystkie te momenty, w których modląc się, oddawałem Jemu prowadzenie, kończyły się prawdziwymi fajerwerkami, niesłychanymi niespodziankami, które sprawiały mi ogromną radość. Trochę uciekłem od odpowiedzi wprost, chcąc zwrócić uwagę na coś innego. Gdybym jednak miał sporządzić taki ranking, bez zbędnych komentarzy wygrałby w nim różaniec. 

————————————————- 

Maciej Sikorski – instruktor teatralny, pomysłodawca i za­łożyciel teatru „EXIT”, działającego przy Stowarzyszeniu Osób Niepełnospraw­nych i Ich Przyjaciół „Klika” w Krakowie. Autor i jeden z wykonawców 11-odcinko­wego widowiska „Historia Polski wg dzie­ci”. Pomysłodawca katechezy multime­dialnej „Szukałem siebie, znalazłeś mnie”, w której także występuje. W ramach ze­społu Fundacji Budzenia Pasji realizuje liczne projekty kulturalne i edukacyjne. Prowadzi blog „EXIT” na stronach „Gościa Niedzielnego”. Mąż Aliny i szczęśliwy oj­ciec sześciorga dzieci na ziemi i jednego w niebie.

Prawda daje największą wolność [WYWIAD]
6 (100%) 10 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze