Wybór na prezydenta Donalda Trumpa, popieranego przez konserwatywny elektorat, może mieć wpływ na kształt prawodawstwa w takich kwestiach jak aborcja czy legalizacja małżeństw homoseksualnych – powiedział KAI prof. dr hab. Andrzej Podraza z Instytutu Nauk Politycznych i Spraw Międzynarodowych KUL.

Wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych jest oczywiście wielką niewiadomą. Trump był do tej pory jedynie biznesmenem, nie miał doświadczenia, jeśli chodzi o aktywność polityczną. Jego poglądy w sprawach międzynarodowych nie są do końca znane, poza kilkoma kwestiami, jak sprzeciw wobec umów o wolnym handlu i napływu imigrantów do USA oraz domaganie się większego wkładu Europejczyków w funkcjonowanie NATO zgodnie z przyjętymi już ustaleniami wewnątrz Sojuszu. Jest to jednak jedynie pewien ogólnikowy zarys. Wszystko będzie zależało od tego, jak ta prezydentura zostanie przygotowana, kto wejdzie w skład administracji i zespołu doradców Trumpa, w tym kto obejmie stanowiska sekretarza stanu i sekretarza obrony. Donald Trump obejmie swój urząd w styczniu i wtedy zobaczymy, jakie będą pierwsze podejmowane przez niego decyzje.

Jakkolwiek pod adresem Donalda Trumpa pojawiało się wiele oskarżeń, także o charakterze obyczajowym, to generalnie jawił się on jako kandydat wspierany przez elektorat bardziej konserwatywny w stosunku do elektoratu, który głosował na Hillary Clinton. Będzie miało to wpływ na nominacje dotyczące sędziów Sądu Najwyższego [są oni wyznaczani przez prezydenta, a ich zadaniem jest kontrola zgodności z konstytucją działań władzy ustawodawczej i wykonawczej – KAI]. Możemy się spodziewać – tak deklarował Donald Trump – że będą to osoby o poglądach konserwatywnych. A wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych trwa ożywiona dyskusja dotycząca kwestii przerywania ciąży czy małżeństw homoseksualnych. W dłuższej perspektywie czasowej – sędziowie pełnią swoją funkcję dożywotnio – będzie to miało wpływ na prawodawstwo, które będzie obowiązywało w takich kwestiach.

Należy tu rozważyć dwie kwestie. Po pierwsze, trzeba wziąć pod uwagę wyzwania, jakie stoją przed Stanami Zjednoczonymi w wymiarze wewnętrznym. One w dużej mierze warunkują zaangażowanie zewnętrzne USA, a są to wyzwania dosyć istotne, dotyczące wewnętrznego rozwoju gospodarczego i odbudowy infrastruktury. To ogranicza możliwości większego zaangażowania w świecie, choć oczywiście Stany Zjednoczone pozostają jedynym supermocarstwem. Powtórzę, że najważniejsze jest to, kim będą najważniejsze osoby kształtujące aktywność międzynarodową nowej amerykańskiej administracji, to bowiem będzie rzutowało na pierwsze decyzje Donalda Trumpa. Dopiero objąwszy urząd, prezydent USA zaczyna zarysowywać własną koncepcję polityki zagranicznej. To było widoczne także w przypadku prezydentury Baracka Obamy czy George`a W. Busha. Pamiętajmy, że gdy ten ostatni dochodził do władzy, wyzwania stojące przed Ameryką były nieco inne. Zostały one szybko zweryfikowane przez ataki z 11 września 2001.

Kampania prezydencka była niezwykle ostra. Nie pojawiało się w niej wiele konkretnych propozycji. Była to kampania w mniejszym stopniu merytoryczna, a w większym populistyczna. Zarówno Donald Trump, jak i Hillary Clinton przedstawiali dosyć ogólnikowy zarys tego, co chcieliby zrobić, jeśli zostaną wybrani. Oczywiście obydwoje reprezentowali określone interesy, co było widoczne, jeśli się przypatrzeć, kto popierał Trumpa i Clinton. Była to także kampania toczona między kandydatami mającymi duży elektorat negatywny, co odzwierciedlało się w reakcjach opinii publicznej.

foto. PAP/EPA/SHAWN THEW

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze