„Nic, nie musisz mówić nic” – brzmią słowa jednej z religijnych piosenek. Nie słowa, lecz gesty i uczynki – to one w rzeczywistości o nas świadczą. Niestety, coś w tym naszym ludzkim działaniu nie idzie tak, jak powinno.

Już św. Paweł pisał w swoim liście do Rzymian (Rz 7, 18-21):

Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech. Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło.

Co za dziwna i tak prawdziwa prawidłowość w nas, ludziach. Nasze serce ma wpisane od zawsze DNA miłości, a usta otwierają się, by o tym mówić. Dlaczego więc jest w nas takie zastanie, gnuśność?

Usłyszałam gdzieś kiedyś, że kolejność siedmiu grzechów głównych nie jest przypadkowa. Pycha jako królowa grzeszności ludzkiej znajduje się na pierwszym miejscu. Przeinacza nam ona rzeczywistość do tego stopnia, że nasze JA zaczyna bronić się i radzić sobie chciwością, nieczystością, zazdrością, nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu oraz gniewem. Gdy one wszystkie już nas od wewnątrz rozkładają, gdy nasze chrześcijańskie sumienie jest już przeżarte, to nawet wtedy dotychczasowy twardy kark moralny zaczyna słabnąć. Wkrada się lenistwo. Jest jak taki sygnał alarmowy oznajmujący, że wszelkie forty bezpieczeństwa już upadły. Pozostaje tylko nic nie robić, a grzech zawładnie nami bez przeszkód.

Lenistwo jest raczej grzechem powszechnym. Chyba dlatego tak trafione są słowa papieża Franciszka o zejściu z kanapy. Chociaż kierował je do młodzieży, bo leniwa i „emerytalna” młodzież to wyjątkowy antywzór, wszyscy tak naprawdę odnajdziemy w nich przesłanie dla nas samych. Trzeba się ruszyć, wziąć życie w swoje ręce, zrobić coś nadprogramowego, wbrew sobie.

Jaki jest zatem przepis na to „czynię to, czego nie chcę”? Brzmi bardzo prosto: rób to, czego ci się nie chce! Możesz przeczytać całe mnóstwo artykułów podobnych do tego pozostając na swojej kanapie.

Rozliczając się ze swoimi grzechami należy tym razem zacząć od końca. Pokonanie leniwego stylu życia, tego ostatniego w kolejce grzechu głównego, powinno być pierwszym krokiem do zmiany postawy w ogóle. Pasywność sama w sobie już jest czynieniem zła, o którym mówił św. Paweł. A jego ostatnie zdanie, „gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło” jest niczym innym jak stwierdzeniem, że lenistwo opanowało nasze ciało i duszę. Ono naprawdę się narzuca, jest jak ośmiornica, która swoimi mackami nie pozwala nam się ruszyć. Jest po prostu perfidne. Jednak gdy już podejdziemy do tego zadania to jednocześnie odblokujemy sobie i Jezusowi drzwi do uzdrowienia w nas pozostałych grzechów, staniemy w ogóle na nogi, by chwycić nasz oręż i podejść do walki.

Na koniec chcę podzielić się z wami wideo, które powstało w USA w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży. Dwie identyczne z wyglądu osoby – jedna wyrywająca się do działania, widzi siebie tam, gdzie miała być, aktywnie się udzielać, a jednak jej tam nie było. Druga, rozłożona wygodnie na kanapie i zajadająca popcorn cały czas podcina tej pierwszej skrzydła, wygodnicka. Którą z nich jesteś? Bo okazuje się, że niestety ta pierwsza to nasza wewnętrzna, cały czas zagłuszana lenistwem potrzeba i kondycja chrześcijańska, do której tak naprawdę jesteśmy wezwani. Czy dajemy jej skutecznie dojść do głosu? 

Przepis na walkę ze złem
6 (100%) 3 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze