Grupa U2 to jeden z najbardziej uduchowionych zespołów, jakie zna historia muzyki popularnej.

Jej lider – Bono (właśc. Paul David Hewson) jest nie tylko wokalistą o specyficznej barwie i skali głosu, autorem tekstów, działaczem politycznym i społecznym na rzecz krajów Trzeciego Świata, ale także jednym z tych, którzy otwarcie wyznają wiarę w Jezusa Chrystusa. Z uwagi na różnice wyznaniowe swoich już nieżyjących rodziców (ojciec był katolikiem, matka protestantką) nie deklaruje jednoznacznego systemu wyznaniowego.

9 marca 2017 r. grupa U2 będzie świętować trzydziestolecie wydania swojej piątej i, zdaniem wielu, najlepszej płyty zatytułowanej „The Joshua Tree”. Zespół nagrywał tę płytę przez rok. W tamtym okresie Bono był w Salwadorze i Nikaragui i na własne oczy ujrzał skrajną biedę i nędzę. To zainspirowało go do napisania nowych tekstów na wspomniany album. Tematyką płyty jest z jednej strony manifest wobec polityki USA w stosunku do obywateli krajów Ameryki Środkowej, a z drugiej geograficzna fascynacja muzyków tymże kontynentem.

Głównym kompozytorem i pomysłodawcą piosenki „Where The Streets Have No Name” jest gitarzysta grupy The Edge. Przyniósł on na próbę riff gitarowy. Pomyślał o piosence typowo koncertowej, więc nagranie wspomnianego intro przysporzyło zespołowi wielu problemów w studio. Był moment, gdy producent płyty – Brian Eno zdenerwował się i chciał skasować całą taśmę, zwróciwszy uwagę na to, że przez niepowodzenia grupy może zostać bez pracy. Moim skromnym zdaniem to jeden z najlepszych tzw. „otwieraczy” w historii muzyki. Zaczynia się crescendem, by przejść do wzniosłych tonów.

Idąc dalej, mamy pieśń gospel – „I’m Still Haven’t Found What I’m Looking For”. Co ciekawe, Bono był bardzo niepewny tego utworu. Zaczęło się od tego, że zespół pracował nad zupełnie innym utworem, a wokalista niespodziewanie zaczął nucić tę znaną nam dzisiaj melodię. W oczach zespołu wyglądało to tak, jakby robił sobie żarty, The Edge stwierdził natomiast, że to niebywale dziwna kompozycja. Drugiemu producentowi płyty, Danielowi Lanoisowi spodobał się szkielet piosenki i zasugerował, by zespół nad nią popracował.

Utwór numer trzy to „With Or Without You”, który dziś jest hitem hitów. Kiedy ukazał się jako singiel promujący album, gitarzysta The Edge pomyślał, że to naprawdę fajne nagranie, ale nie spodziewałby się, że odniesie aż taki sukces. Utwór był numerem jeden w Ameryce, znalazł się w pierwszej trójce na angielskiej liście przebojów, a na całym świecie usytuował się w czołowej piątce.

„Bullet The Blue Sky” zrodził się ze wspólnego studyjnego jammowania The Edge, basisty Adama Claytona i perkusisty Larry’ego Mullena. Aranż tak bardzo spodobał się wokaliście, który właśnie wtedy wrócił z Salwadoru, że postanowił napisać do muzyki tekst o trwającej wtedy interwencji zbrojnej wojsk Stanów Zjednoczonych w Salwadorze. Bono nigdy nie ukrywał faktu, iż republikanie są antytezą wolności i demokracji, i skrytykował w utworze ówczesnego prezydenta USA Ronalda

Po tej dawce emocji mamy chwilę wytchnienia – „Running To Stand Still”. Opowiada o dziewczynie z dublińskiego osiedla uzależnionej od heroiny. Przez cały utwór przewija się nastrój frustracji wobec bezsilności sytuacji tej kobiety: „Musisz płakać bez łez, Mówić bez słów, Krzyczeć, nie podnosząc głosu…” Bono wznosi się tutaj na wyżyny poezji.

„Red Hill Mining Town” to kolejny ciekawy utwór. Grupa rzadko wykonywała go na żywo, bowiem na jednej z prób odkryto, ze wokaliście trudno jest zaśpiewać w refrenie tak wysoko i czysto, jak w nagraniu studyjnym. Inspiracją do piosenki był strajk górników w 1984 roku. Tym razem wokalista zwraca się nie ku politykom i wielkim tego świata, ale zwykłym ludziom. Pokazuje też, jak strajk odbija się na zachowaniu i relacjach międzyludzkich.

Utwór „God’s Country” to obraz Ameryki widziany zza szyby samochodu czy autobusu, opisujący wszystkie jej złe i dobre strony. To także negatywne podsumowanie prezydentury Ronalda Reagana. Melodia na długo zostaje w pamięci i idealnie wpasowuje się w klimat tego, o czym śpiewa Bono.

„Trip Through Your Wires” to muzycznie ciekawy blues, w którym Bono chwyta harmonijkę i dość sprawnie się nią posługuje. A nadmienić należy, że to był pierwszy raz, gdy ją wziął do ręki i po prostu dmuchnął w nią kilka dźwięków.

Album kończy tzw. suita śmierci – trzy utwory mówiące o śmierci: „One Three Hill”, „Exit” oraz „Mothers of the Disappeared”. Pierwszy został napisany ku pamięci osobistego asystenta Bono, Grega Carrolla, który zginął w wypadku motocyklowym w 1986 r. „Exit” to piosenka inspirowana powieścią Normana Mailera Pieśń Kata, której bohaterem jest człowiek o złożonej osobowości. Z jednej strony jest to psychopata, z drugiej jednak strony jest też przedstawiony jako człowiek głęboko wrażliwy i romantyczny, potrafiący bezinteresownie kochać. „Mothers Of The Disappeared” to inspiracja spotkania Bono w Salwadorze z matkami, które straciły swoje dzieci, które przeciwstawiły się zamachowi stanu dokonanemu przez Videla i Galtieriego w Argentynie w 1976 r. Wokalista wrócił do studia z gotowym tekstem i zespół zrobił z tego bardzo prostą piosenkę.

„The Joshua Tree” była w tamtym czasie płytą zupełnie nową, odmienną nie tylko od tego, co zespół prezentował poprzednio, ale też od tego, co wówczas proponował przemysł muzyczny. Tu każda piosenka ma swoją głębię. Teksty idealnie wpasowują się w klimat muzyki, a emocje i nastroje zmieniają się z utworu na utwór. Całość cechuje jednak spójność i spory ładunek emocjonalny. To już trzydzieści lat, a wciąż brzmi tak świeżo, wciąż zachwyca kolejne pokolenia, wciąż jest na czasie.

Fot. Bartek Kaczmarek, World Bank Photo Collection, flickr.com

Bono – misjonarz rocka
5 (83.33%) 2 ocen.


źródło: Bartek Kaczmarek

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.