Szeroko pojęty temat samochodów autonomicznych chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Nie pisałem o tego typu pojazdach wcześniej, gdyż brakuje mi wiedzy. Coś nowego w obszarze techniki. Jednak, jak myślę, „Chrześcijanin za kierownicą” to dobre miejsce, aby podejść do tego tematu od zupełnie innej strony. Być może od takiej, od której nikt wcześniej do tego tematu nie podchodził…  

Już od dobrych kilku lat coraz głośniej jest, nie tylko w światku motoryzacyjnym, o pojazdach, które będą mogły, mogą poruszać się bez kierowcy. Samodzielnie. To nic aż tak nowatorskiego i zaskakującego – funkcjonują choćby liczne pojazdy poruszające się samodzielnie po fabrykach czy magazynach. Jednak na drogach publicznych to zupełnie coś innego. Zupełnie inny, większy poziom skomplikowania zagadnienia z punktu widzenia technologii i bezpieczeństwa, ale i odpowiedzialności. I właśnie na kwestii odpowiedzialności za poruszanie się takich pojazdów chciałbym się skupić. 

Być może nie wszyscy z Czytelników zdają sobie sprawę, że poruszanie się pojazdu bez kierowcy nie jest już od wielu lat problemem samym w sobie. Oczywiście co roku przodujące firmy motoryzacyjne prezentują coraz to nowsze konstrukcje umiejące i mogące więcej. Lepiej widzące, lepiej słyszące, lepiej kierujące, lepiej oceniające, lepiej… myślące i podejmujące decyzje! Tak właśnie – myślące i podejmujące decyzje! Ale o tym za chwilę… 

Sam pomysł przemieszczania się bez konieczności kierowania nie jest niczym nadzwyczajnym. Taką możliwość mamy, podróżując choćby tramwajem, autobusem, statkiem czy samolotem. Ale w tych maszynach siedzi zwykle kierowca, pilot, motorniczy bądź maszynista. Piszę zwykle, gdyż nawet osobiście miałem okazję jechać już kilka ładnych lat temu pociągiem bez maszynisty, ale to co innego. Odbywało się to po torze wydzielonym, bez jakiejkolwiek możliwości styku z ruchem publicznym. Od „niemal zawsze” obecne są też w samolotach tak zwane autopiloty, ale zawsze w kabinie siedzą piloci odpowiedzialni za włączenie i wyłączenie systemu. Oni są też odpowiedzialni za ewentualne konsekwencje związane z lotem samolotu. 

Tak zwane pojazdy autonomiczne powstają w wielu krajach od dobrych kilku lat, a ich producenci, tak z Europy, Stanów Zjednoczonych, jak i Japonii, choć z innych miejsc również, coraz odważniej i bardziej zdecydowanie włączają się do „wyścigu” o palmę pierwszeństwa na tym nowym obszarze, w którym koncerny motoryzacyjne z pewnością upatrują kolejnych źródeł swoich niemałych zysków. Z pewnością chodzi również o „nieprzemijający i niezbędny” postęp techniczny i sam Bóg wie, o co jeszcze…? 

Z pewnością nie bez znaczenia dla wielu osób też jest poczucie traconego czasu, zmęczenia oraz stresu, jaki przeżywają za „sterami” dzisiejszych pojazdów. Potrafię sobie bez trudu wyobrazić liczne rzesze dzisiejszych kierowców, którzy nie czerpią przyjemności z samego kierowania i chętnie oddaliby kierownicę w zamian za książkę, komputer, telefon, grę czy choćby możliwość snu. Samodzielne prowadzenie samochodu jest dla wielu z nas też czasem niebezpiecznym. Chętnie zrzekliby się odpowiedzialności za przewożenie rodziny bądź ładunków z miejsca A do miejsca B. 

Osobiście jestem przekonany, że choć dopiero pierwsze kraje dopuszczają do ruchu po drogach publicznych pojazdy autonomiczne, a najbardziej zaawansowane w badaniach koncerny odważają się na publikowanie informacji na temat ich „samodzielnych dokonań”, pojazdy takie od dawna wyjeżdżają z zamkniętych torów i placów badawczych na ogólnodostępne drogi. Myślę również, iż oprócz oczywistych wyzwań technologicznych, na przeszkodzie upowszechnieniu tego typu nowatorskich środków transportu, oprócz ceny, niewątpliwie stoją zagadnienia prawne i właśnie odpowiedzialność za ewentualne szkody wyrządzone przez pojazdy autonomiczne tak w mieniu, jak – w szczególności – zdrowiu i życiu innych uczestników ruchu. 

I tu właśnie zaczyna się moim zdaniem prawdziwe wyzwanie. Wyzwanie nie tylko prawne, ale i psychologiczne, mentalne. Jestem głęboko przekonany, że dzień, w którym powszechnie zaczniemy poruszać się pojazdami, które samodzielnie podejmowały będą decyzje, nie tylko którędy dowieźć nas do zadanego celu, ale też bez naszego udziału zdecydują, jaki „cel” obrać w przypadku zagrożenia nieuniknioną kolizją będzie pierwszym dniem zupełnie nowej rzeczywistości. Czy to będzie wciąż świat, w którym decydować będą ludzie…? 

Zastanówmy się nad tym. Obecnie mamy kierowców dobrych i złych. Mniej i bardziej zmęczonych. Trzeźwych lub pod wpływem alkoholu czy najróżniejszych innych używek. Drogi lepsze i gorsze. Samochody mniej i bardziej bezpieczne, w lepszym i gorszym stanie technicznym. Ubezpieczone i nie. Lecz we wszystkich tych przypadkach, za wszelkie wypadki, kolizje, uszkodzenie mienia, okaleczenia i śmierci, odpowiedzialny jest jakiś kierowca. Czasem wpływ na zdarzenie mają też inni ludzie bądź okoliczności. Ale zawsze jest tam człowiek! 

Wyobraźmy sobie, że za kilka lat z całą rodziną jedziemy na wymarzone wakacje piękną drogą naszym wymarzonym pojazdem autonomicznym. Pojazdem, który ma nas szybko i bezpiecznie dowieźć do celu: nad morze, w góry, nad jezioro. Ma to zrobić lepiej, szybciej i bezpieczniej od nas samych. My, odmiennie niż obecnie, nie skupiamy się przez kilka, bądź kilkanaście godzin na męczącym kierowaniu w deszczu, mgle bądź po oblodzonej drodze. Oddajemy stery komputerowi, który nie męcząc się, zrobi to za nas. Takie są założenia. Taki jest cel wielu programów badawczych, które zakładają stopniowe wyeliminowanie z dróg wypadków z ofiarami w ludziach. 

Te same komputery, mózgi pojazdów autonomicznych, są jednocześnie uczone tego, w jaki sposób podejmować decyzje w krytycznych sytuacjach, w których nie da sie uniknąć kolizji. Na podstawie ogromnej liczby analiz najróżniejszych wypadków z całego świata wgrywane są na ich dyski skomplikowane algorytmy, zgodnie z którymi nasze auto przyszłości wybierze „mniejsze zło”! Albo samodzielnie zjedzie do rowu, uderzy w latarnię bądź drzewo, ale też być może, w skrajnym przypadku, pokieruje na czołowe zderzenia z innym samochodem osobowym, nie chcąc „spotkać się” z rozpędzoną ciężarówką. Jestem w stanie wyobrazić sobie również dylematy osób, które odpowiadają za programowanie takich samochodów: w jaki sposób zdefiniować, co jest ważniejsze, nasza rodzina wewnątrz auta, czy może grupa dzieci wracających poboczem ze szkoły? 

Te zagadnienia nie są aż tak bardzo oderwane od polskiej rzeczywistości. Od ubiegłego roku władze Jaworzna, jako pierwszego miasta w naszym kraju, pracują nad rozwiązaniami umożliwiającymi dopuszczenie do ruchu pojazdów bez kierowców. Takich, którymi kierować będzie sztuczna inteligencja. Obecne prace skupiają się nad przygotowaniem rozwiązań informatycznych, m.in. elektronicznych, szczegółowych map 3D miasta, ale przecież oczywiste jest, że to tylko pierwszy, z pewnością nie ostatni krok na tej drodze. 

Jestem niezmiernie ciekaw, co Państwo na to. 

redakcja@misyjnedrogi.pl 

Chrześcijanin za kierownicą: odpowiedzialność?
4.17 (69.44%) 6 ocen.


źródło: Wojtek Godzimirski

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.