Mają świeżość wczesnego Starego Dobrego Małżeństwa, nastrój dojrzałej Wolnej Grupy Bukowiny i to tajemnicze coś jeszcze, co ma tylko Cisza Jak Ta.

Tak napisał o zespole Jędrzej Molczyk, który trafił w punkt i wyraził moje odczucia związane z tym jakże klimatycznym zespołem. Cisza Jak Ta to inspirujący zespół folkowy, który od 13 lat istnieje na scenie poezji śpiewanej i z każdym rokiem, każdym koncertem i każdą nową płytą zachwyca mnie coraz bardziej. Nie znam drugiego takiego zespołu z nurtu poezji śpiewanej XXI w., który by w tak krótkim czasie wydał siedem płyt studyjnych oraz dwie koncertowe i dwie kompilacje, zdobył niezliczoną liczbę nagród (m. in II miejsce na Ogólnopolskim Studenckim Przeglądzie Piosenki YAPA w Łodzi w 2006 r. oraz I miejsce jako nagroda publiczności i nagroda Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich) i cieszył się tak ogromną sympatią swoich słuchaczy. Ich koncerty to prawdziwy balsam dla duszy i ciała.

Poezja śpiewana to samo życie, a w życiu bywa różnie – raz unosi nas uczucie błogiego szczęścia i spokoju, niekiedy wpadamy w otchłań melancholii. To wszystko w muzyce Ciszaków odnajdujemy dzięki estetyce słowa i dźwięku. Zespół tworzy aranżacje muzyczne do wierszy poetów polskich dwudziestego wieku, takich jak Bolesław Leśmian, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jonasz Kofta, Agnieszka Osiecka, Edward Stachura, jak i współczesnych poetów, jak Wiesława Kwinto-Koczan, Ewelina Marciniak, Barbara Borzymowska czy Tomasz Borkowski.

Kilka tygodni temu światło dzienne ujrzała ich kolejna płyta – „Projekt ze starej szuflady”. Tym razem zespół sięgnął po zapomniane utwory poetyckie innych artystów, dokładając do tego własne aranżacje i zapraszając do nagrań swoich przyjaciół. To płyta bardzo radosna i poetycko urozmaicona. Rozpoczyna się pięknym utworem „Dom, który moją puentą” autorstwa niejakiego Paula Simona, znanego z duetu Simon & Garfunkel, w przekładzie artysty-barda Romana Romańczuka. Oryginalny tytuł nosi nazwę „Homeward Bound” i można go znaleźć na trzecim  albumie zatytułowanym  „Parsley, Sage, Rosemary and Thyme”. Wersja polska różni się nieco od oryginału jeśli chodzi o strukturę melodyczną, za to mocno pokrywa się z przesłaniem tekstu oryginalnego. Idąc dalej mamy utwór „Cień” autorstwa Wisławy Szymborskiej. Niestety autor muzyki jest nieznany, ale w przepiękny sposób utwór interpretuje Ilona Ejsmont (skrzypce w zespole). O tym, że ta płyta jest bardzo radosna, świadczyć może choćby utwór „Gazowe latarnie” autorstwa poety i artysty kabaretowego Marka Majewskiego. Ciekawostką jest tutaj dość zabawny fakt, że gdy Michał Łangowski (frontman, lider, gitarzysta i manager zespołu) wybrał się do pana Majewskiego z prośbą o pozwolenie na wykorzystanie tego utworu na najnowszej płycie Ciszaków, ten całkowicie zapomniał o swoim własnym utworze. Panowie spędzili długie godziny na wspólnym odnajdywaniu piosenki. W końcu utwór został odnaleziony i bardzo radośnie zinterpretowany przez Macieja Mazura i zespół Cisza Jak Ta.

Dla miłośników poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego mamy utwór „Wieczory”. Autorem muzyki są Robert Kubiak i Agnieszka Rumież, a śpiewa go swym niesamowicie ciepłym i łagodnym głosem Aleksandra „MiniOla” Frąckowiak, która również czarująco gra w zespole na flecie poprzecznym. „Bokser” to także utwór Paula Simona w przekładzie Romana Romańczuka (tytuł oryginału „The Boxer” z albumu „Bridge Over Troubled Water”). Tym razem na wokalu udziela się perkusista Mateusz „Zyzy” Wyziński. Ten utwór najbardziej przypadł mi do gustu nie tylko dlatego, że jestem fanem duetu Simon & Garfunkel, ale także dlatego, że o ile utwór oryginalny nosi znamiona smutku, także w warstwie muzycznej, o tyle zespół postanowił przearanżować go w formie radosnego i skocznego folku. „Dziecko i krzyż” to powrót do epoki romantyzmu, w której tworzył Cyprian Kamil Norwid. Utwór śpiewa Bartek Szymoniak.

Jeśli jest ktoś, kto nie może zasnąć w nocy, choćby z tęsknoty za kimś bliskim, to z pewnością z pomocą przyjdzie mu Agnieszka Osiecka ze swym wierszem „Kołysanka” w interpretacji zespołu Cisza Jak Ta oraz Marii Michalskiej, a tęsknotę za górami może zrekompensować Jarosław Gawryś w swoim dziele „Drugi beskidzki dom” w radosnej interpretacji Michała Łangowskiego. Największym ładunkiem emocjonalnym na tym albumie są dla mnie dwa następujące po sobie utwory – „Wigilia codzienna” oraz „Szanowni Państwo”. Pierwszy z nich jest autorstwa wspomnianego już kilkakrotnie Romana Romańczuka i opowiada o tym, że jeśli się kogoś kocha i raduje jego istnieniem to tak naprawdę można zrozumieć się bez słów. Drugi zaś to wzruszająca opowieść o niezwykłej wzajemnej przyjaźni bezdomnego, niewidomego człowieka z psem. Gdy po raz pierwszy go usłyszałem, nie byłem w stanie ukryć oznak wzruszenia. Utwór wykonują członkowie zespołu Cisza Jak Ta – Michał Łangowski (w roli pana) oraz gitarzysta Mariusz Skorupa (w roli jego psa).

Wiemy bardzo dobrze, że poezja odzwierciedla nasze życie, emocje, rozterki. Czasem jesteśmy strasznie rozdarci życiowo, nie wiemy, którą z dróg wybrać, szukamy swego miejsca na ziemi, a czasem nawet narzekamy na samotność, podczas gdy inni ludzie wokół nas cierpią i szukają pocieszenia. O tym właśnie mówią dwa ostatnie zamykające album utwory: „Makatka na drogę” oraz „Ulice miasta”.

Choć od premiery minęło kilka tygodni, to dla mnie jest to polska płyta roku 2016. Kto jej raz posłucha, będzie do niej wracał tak często, jak to tylko możliwe.

Folkowy projekt ze starej szuflady
5.6 (93.33%) 5 ocen.


źródło: Bartek Kaczmarek

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.