14 października 2017 r. w Krakowie zmarła Anna Szałapak. Gdyby napisać, że polska scena kabaretowa i scena poezji śpiewanej poniosły ogromną stratę, byłoby to tylko pół prawdy. Stratę poniósł także Kraków, którego historią się zajmowała i o którego dziedzictwo dbała. Zawodowo, ale i z poczucia odpowiedzialności.

Anna Szałapak śpiewała poezję w najsłynniejszym krakowskim kabarecie „Piwnica pod Baranami”. Zachwycająca nienaganną dykcją, umiejętnością czystego wyśpiewania nawet skomplikowanych i nieoczywistych melodii, perfekcyjnie przygotowana aktorsko – nie była ani zawodową aktorką, ani muzykiem, ale… etnografem. Jej podstawowym miejscem pracy było Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. To dzięki niej krakowskie szopki bożonarodzeniowe jeżdżą po całej Europie i zachwycają swoim kunsztem kolejne pokolenia. Zawsze mówiła, że jako rodowita krakowianka od pokoleń czuje obowiązek stania na straży kulturowego dziedzictwa swojego miasta. To dziedzictwo było też tematem jej pracy doktorskiej.

Jednak to z „Piwnicy pod Baranami” znamy ją najlepiej. Ulubienica Piotra Skrzyneckiego i jego współpracowników śpiewała wiersze w sposób, od którego ciarki przebiegały po plecach, a umysł uruchamiał się i pracował na najwyższych obrotach. Jej interpretacje „Białych zeszytów” Agnieszki Osieckiej czy „Serc na rowerach” Ewy Lipskiej – piękne, szlachetne, dopracowane nie tracą świeżości, choć znamy je od kilkudziesięciu lat. Nagrała cztery solowe płyty, występowała z recitalami z towarzyszeniem znakomitych muzyków. Zawsze wzruszała, zawsze prowokowała do myślenia, czasami wywoływała uśmiech, częściej trzeba było ukradkiem ocierać łzę.
Nie ma tego, co już było – śpiewała jeszcze w ubiegłym roku. Oj, nie ma…

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze