Andriej Zwiagincew to reżyser, którego poznałem przy okazji „Lewiatana”. Już wtedy uderzył mnie swoim sposobem wyrazu. Potrafi przyłożyć bez taryfy ulgowej. Tak samo jest w jego najnowszym dziele „Niemiłości”.  

W opisywaniu uczuć często stosujemy metodę przeciwieństw. Jest radość, jest i smutek. Jest miłość, to na drugim biegunie jest nienawiść. A czy zastanawialiśmy się kiedyś, czy może istnieć niemiłość?   

Film zdobył już Nagrodę Jury Festiwalu w Cannes oraz dwie inne nagrody europejskie. Czeka też na najważniejszą filmową nagrodę – Oscara za najlepszy film Nieanglojęzyczny. To studium uczuć, a raczej ich braku. Borys (Aleksiej Rozin) i Żenia (Mariana Spivak) to przedstawiciele rosyjskiej klasy średniej. Mieszkają w Moskwie, ciężko pracują, ale jednocześnie nie muszą martwić się o byt. Jednocześnie to właśnie byt materialny zajmuje ich całkowicie. Poznajmy ich w momencie, gdy decyzja o rozwodzie już zapadła. Trzeba podzielić wspólny majątek i zostanie już „tylko” jedna decyzja: kto powinien zajmować się synem Aloszą.  

Zamiast podmiotu miłości – przedmiot niemiłości  

Pożycie małżeńskie (to znana prawnicza formułka) uległo w ich przypadku całkowitemu rozkładowi. Decyzja o rozwodzie została podjęta. W tych najgorszych w małżeństwie chwilach (do których najlepiej, aby w ogóle nie dochodziło) małżonkowie, mimo że często nie potrafią ze sobą rozmawiać, jednak zabiegają i troszczą się o dobro dziecka. W tym przypadku jest jednak inaczej. Rodzice zastanawiają się, jak poradzić sobie z kłopotem – opieką nad Aloszą. Grozę sytuacji buduje to, że dziecko pozostawione jest samo sobie, przez rodziców niemalże odrzucone i traktowane jak niepotrzebny przedmiot. Co prawda nie spotyka go przemoc, ma jedzenie, ma gdzie spać. Nie ma jednego i najważniejszego – uczucia i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego nie tylko nie martwią się o to, jak dziecko to wszystko przeżywa, ale wręcz nie zauważają jego zniknięcia. Matka – po powrocie w nocy od kochanka – nie zagląda do pokoju Aloszy, a rano nie sprawdza, czy wychodzi do szkoły. W rozmowie z policjantami nie potrafi więc podać, kiedy dokładnie mógł zniknąć. Rodzicie nie wiedzą też, czym się interesował, czy miał kolegów w szkole. Chłopiec został zauważony dopiero wtedy, gdy zniknął.  

Religijność na pokaz i bez znaczenia  

W filmie warto zwrócić uwagę na dwa wątki z tłem religijnym. Matka Żeni mieszka daleko za Moskwą. Córka praktycznie nie ma z nią kontaktu, bo zawsze oznacza to kłótnię i rzucanie słuchawką telefonu. Po zaginięciu syna Żenia wybiera się jednak do matki, a tam nie spotyka jej nic dobrego. Mimo że matka co chwilę wzywa Boga, mówi o swoim przywiązaniu do wiary, to z jej myśli i mowy zionie nienawiść, a przynajmniej brak miłości – do świata, córki, nawet Aloszy, a także rozgoryczenie i zagubienie.

Drugi wątek – który potrafi też wywołać uśmiech na twarzy – to praca ojca Aloszy. Szef Borysa to ortodoksyjny wyznawca prawosławia. W firmie – a to typowa korporacja – każdy wie, że długo nie popracuje ten, kto nie będzie mieć uporządkowanego życia: sakramentalnego małżeństwa i dobrze wychowanych dzieci. Borys nie dość, że chce związać się z nową kobietą, to ma problem z synem (bo zaginął). Rodzinne problemy się piętrzą i mogą zwiastować kłopoty w firmie prowadzonej z religijnym sznytem. 

Zapłakać na swoim losem  
Co znamienne – nikt w filmie nie płacze za Aloszą, nie pyta, co mogło pójść nie tak. Wszyscy go szukają, ale czy wiedzą, dlaczego? Najbardziej zaangażowani wydają się wolontariusze z grupy poszukiwawczej, którzy zastępują w tej sprawie i państwo i społeczeństwo. Społeczeństwo, które składa się w większości z jednostek zainteresowanych tylko sobą. Oczywiście skłamałbym, gdybym powiedział, że cała sytuacja nie wstrząsnęła rodzicami, ale jest to dla nich raczej problem do rozwiązania niż życiowa tragedia. W dodatku wykorzystują ją do wyciągania sobie wzajemnie brudów z przeszłości. Dochodzą do wniosku, że chyba od początku nie łączyło ich żadne dobre uczucie.

Czy niekochane dziecko ma szansę zmienić swój los? Jeśli we wczesnym dzieciństwie spotka kogoś, kto stanie się dla niego dobrym obiektem zastępczym. Kogoś, kto się zatroszczy, da tę miłość, której rodzice mu nie dali, inny przykład. To może być ciocia, nauczyciele, ksiądz, rodzice kolegi. Mówi się, że jeden dobry dorosły, w którym dziecko czuje wsparcie, któremu naprawdę na dziecku zależy, wystarczy. Dziecko uczepi się nawet skrawka miłości. Człowiek uczy się miłości cały czas”. (psycholog i terapeuta Barbara Arska-Karyłowska dla „Wysokich Obcasów”)

 

Niemiłość gorsza od nienawiści  

To obraz bezwzględnej walki między rozwodzącymi się ludźmi i obraz zniszczeń, które na polu tej walki widać. Oni nie nienawidzą syna, ale go po prostu nie kochają. Pytanie – co gorsze? Nienawiść oznacza to, że podmiot, wobec którego to uczucie jest żywione, nie jest komuś obojętny. Nienawiść może wynikać ze wcześniejszego innego uczucia – na przykład miłości. Brak miłości to brak zauważenia, brak więzi. Wobec syna boli to jeszcze bardziej. Alosza stał się ofiarą braku miłości, a nie nienawiści. Czy braku miłości można się pozbyć? Do jakiego spustoszenia ten stan prowadzi? Czy bez odniesienia się do czegoś wyższego (większego) człowiek może być zdolny do uczucia tak człowiekowi przecież potrzebnego jak miłość? „Niemiłość” na niektóre z tych pytań daje chyba odpowiedzi…  

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.