Może gdybyś przejął podupadającą restaurację w Helsinkach, a uchodźcę znalazłbyś leżącego na śmietniku na tyłach lokalu? Może wtedy? No bo przecież pilnie potrzebujesz rąk do pracy, a nikt do tego akurat się nie garnie…

Film „Po tamtej stronie” to świetnie zagrany i dobrze przygotowany miks. Jest tam komedia (i to naprawdę dobra) i dramat obyczajowy, który kreśli społeczne, psychologiczne obrazy. „Po tamtej stronie” w swym spojrzeniu na wyzwania dotyczące uchodźców schodzi z poziomu politycznego i globalnego na poziom ludzki: poziom spotkania człowieka z człowiekiem (zamożnego obywatela Finlandii z uchodźcą z Syrii). Przedstawiciel klasy średniej, świeżo upieczony restaurator kontra biedny uciekinier z Bliskiego Wschodu. Wikstrom i Khaleb.  

Obaj zaczynają nowe życie. Oczywiście każdy na swój sposób. Wikstrom wygrywa dużo pieniędzy w pokera, kupuje ledwo utrzymującą się przy życiu restaurację. Khaleb trafia do Helsinek i stara się o azyl polityczny. Ich losy nie spotykają się od razu, przez dłuższy czas filmu poznajemy je równolegle. Co ciekawe, największej pomocy Syryjczykowi udziela ten, kto ani do tej pomocy nie jest zobowiązany – nazwijmy to – instytucjonalnie ani sam się do niej (po ludzku) nie kwapi. Po prostu robi to, bo w tym samym czasie potrzebuje pomocy Syryjczyka. Brak moralnego nadmuchania i etycznej nadbudowy to jeden z głównych atutów tego filmu. Pozwala spojrzeć na sytuację uchodźców z najbardziej przyziemnego punktu widzenia. Obraz, odarty z politycznej dyskusji na ten temat, zostawia nas z dwójką ludzi. I każdy z nich chce odmienić swoje życie.  

„Po tamtej stronie” to głównie opowieść o tej – z założenia – lepszej stronie. Stronie świata bez wojny, świata dobrobytu. Jak się okaże, i ten świat ma mankamenty i absurdy. „Po tamtej stronie” to też obrazy tej drugiej strony – wojennej – chociażby wtedy, gdy akcja filmu przenosi się do ośrodka dla uchodźców. Trwa tam przygotowanie do kolacji, a kobiety ze łzami w oczach oglądają w telewizji serwis informacyjny i obrazy z bombardowanej Syrii. Ogląda je też Khaleb. I tu paradoks – jeszcze tego samego dnia, kilka godzin wcześniej, dostał wiadomość, że musi opuścić Finlandię, ponieważ (jak uznał odpowiedni urząd) wtedy w Syrii sytuacja nie była aż taka zła, by musiał z niej uciekać. To ten moment w tym filmie, gdy nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać…  

Tego, jak się skończy historia Syryjczyka w Helsinkach, nie będę Wam zdradzać. Na pewno trzeba powiedzieć, że to film i poruszający i zabawny. Rozśmiesza, gdy pokazuje, jak nowy właściciel próbuje tchnąć drugie życie w restaurację. Rozśmiesza też ten dość sztywny i twardy język mieszkańców Filanlandii, z ich chęcią bycia poprawnym i pomocnym. Zaskakuje, gdy pokazuje historię spotkania Wikstroma i Khaleba. Jest przejmujący, gdy poznajemy drogę, jaką musi przebyć uchodźca, by dotrzeć do względnie bezpiecznego miejsca: długą, niebezpieczną, z niepewnym finałem, oznaczającą często rozłąkę z rodziną.  

„Po tamtej stronie” to dość prosta historia. Życie, po odarciu go wszystkich uwarunkowań politycznych i społecznych, też jest dość proste. Ten film to pokazuje i tego uczy. Obraz Akiego Kaurismakiego zdobył nagrodę za najlepszą reżyserię na Berlinale 2017 i za najlepszy film ostatniego roku według dziennikarzy (Grand Prix FIPRESCI).

Oceń ten artykuł


Tagi

recenzja

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

  Komentarzy:: 1


  1. Mdła demagogia i tyle. Który „uchodźca” zna język fiński? Który „uchodźca” chce pracować?