Nie moja to wina, że Światowe Dni Młodzieży były w Polsce, ani że wezwanie, jakie do nas skierował papież ma, jak mniemam, kiełkować w naszych sercach aż do ŚDM w Panamie. Jeśli po raz kolejny mowa o kanapie, to znaczy, że naprawdę jesteśmy zasiedzeni!

Mnie samą dziwi, jak bardzo słowa papieża Franciszka są dla mnie aktualne. Jak bardzo się w nich odnajduję. Jaką jestem młodą emerytką: ociężałą, wiecznie zmęczoną i, co najgorsze… wygodną. Albo lepiej – wygodnicką. Może u wielu, jak zresztą i u mnie, wyraża się to w ciągłym planowaniu i wypunktowywaniu sobie czynności do wykonania, jedna po drugiej, co do godziny. Przecież to takie praktyczne! Owszem, ale jakie rozczarowanie nas spotyka, gdy ktoś nam tę misternie utkaną nić przerywa – bo czegoś od nas potrzebuje albo dokądś zaprasza. Denerwuje nas to. Wolimy pozostać w naszym hermetycznym światku, bo tam nie musimy konfrontować siebie i innych. To nadal oznacza pozycję siedzącą – kanapę. Nie chodzi o to, że mamy od teraz zapomnieć czym jest grafik. To, co nam szkodzi to skrupulatne wypełnianie go, po trupach.

A mnie właśnie o tę konfrontację chodzi. Chodzimy jak takie mróweczki – po linii dom-praca, dom-szkoła i na odwrót, czasami wkładając pomiędzy te dwa miejsca centrum handlowe. Dostaliśmy życie, żeby wegetować? Nie wydaje mi się. Bardzo dobrym jest dla człowieka wyjść ze zmechanizowanego schematu, w który sam się zaprogramował. Dlaczego tak do tego namawiam? Ponieważ to daje do myślenia i uwrażliwia na to, że dookoła są ludzie, którzy (jeszcze!) szukają z nami interakcji, coś ich obchodzimy. Gdy zapętlimy się w codzienność, w rutynę, to się może zmienić. Z czasem wykruszy się grono tych, którzy zabiegali o naszą uwagę i – tak naprawdę – o nas samych.

Wierzcie mi lub nie, ale zawsze, gdy wybieram czyjąś propozycję i odstawiam na bok moje kalkulacje, plany tak naprawdę się nie zawalają, tylko się przemodelowują. Moje ja „pracuje”. Co to dokładnie znaczy? Dla mnie oznacza to, że klarują się moje przekonania, opinie na różne tematy, uczę się bycia z drugim człowiekiem, jego reakcji. Poznaję czym jest empatia, panowanie nad moimi reakcjami, nad stresem. Znaczy to też w sposób ogólny tyle, że nie daję miejsca pysze przez sam fakt, że nie stała się moja wola w postaci wygody.

Pomimo dyskomfortu, który odczuwa się w sytuacji ciągłego uczenia się, stawiania czoła nowym sytuacjom i osobom, jest to gra warta świeczki. Chrześcijanin dostał życie i talenty, by je mnożyć i rosnąć nieustannie, by kształtować to, co jeszcze jest letnie zamiast być gorące albo zimne. Odpoczniemy w niebie. Teraz jest pora wychodzenia poza ograniczenia, które sami sobie stawiamy, teoretycznie ułatwiając sobie życie.

Odwagi! Pan chce, byśmy ciągle się ćwiczyli i nigdy nie zostawia nas samych z tym zadaniem! „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy” (Mt 10, 10). Jesteśmy warci więcej, ufając, że zostaliśmy wyposażeni najlepiej na świecie – w Jezusa, niż będąc obwarowani planami i licznymi „na wszelki wypadek”.

Wiara: konfrontacja z niewygodą
5.83 (97.22%) 6 ocen.


źródło: Magdalena Zarate Rios

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze