Jakiś czas temu na jednym z portali społecznościowych zobaczyłam bardzo wymowny rysunek. Jest to ilustracja przedstawiająca dwie mamy: jedna z nich, trzymającą swoje dziecko za rękę, pyta drugą: „Jak Pani to robi, że Pani córka jest taka samodzielna?”. Druga mama odpowiada: „Pozwalam jej”. I dziś właśnie o tym „pozwalaniu” będziemy mówić.

Style przywiązania u dziecka

Dziecko rodzi się jako stworzenie całkowicie zależne od swojego opiekuna. Bez niego nie przeżyje nawet dnia. Rodzi się w nim przywiązanie do osoby, która się nim najwięcej opiekuje – najczęściej po prostu do mamy. Jest to przywiązanie obopólne, bo również mama czuje je względem dziecka.

Lekarz i psychoanalityk John Bowlby określił trzy główne typy przywiązania dzieci wykształcające się wraz z ich rozwojem w określonych warunkach wynikających ze sposobu sprawowania opieki nad nimi: bezpieczny, lękowo-ambiwalentny i lękowo- unikający.

Podstawą rozwojową dziecka jest wykształcenie się przywiązania bezpiecznego, które w odróżnieniu od dwóch kolejnych, opiera się na doświadczeniu poczucia bezpieczeństwa w relacji z mamą jako opiekunem dostępnym, przewidywalnym w reakcjach na potrzeby, przy której można doświadczyć ukojenia i poczucia komfortu. W takich sytuacjach dzieci same przedstawiają strategie zachowania oparte na otwartości i spontaniczności.

Dwa pozostałe style przywiązania oparte są na lęku dziecka i niepewności w stosunku do opiekuna. Lęka się wówczas jednak nie tylko samo dziecko, ale również matka, stosując w tych wypadkach strategię wychowawczą polegająca na kontroli, przymusie i braku pozwolenia na okazywanie emocji i odczuć nieprzyjemnych (zwanych również niesłusznie „negatywnymi”). I to jest ten przypadek z przytoczonego na wstępie obrazka, gdy mama „nie pozwala” dziecku na bycie samodzielnym. Samodzielności dziecka boi się zarówno mama (z wielu przyczyn – w większości nadających się do przepracowania z psychoterapeutą), jak i samo dziecko, które nie wie, jakiej reakcji może się spodziewać ze strony mamy.

Dostępna mama

Mama z przywiązania „bezpiecznego” pozwala, bo wie, że jej dziecko wraz z rozwojem zdobywa kolejne kompetencje, które pomagają mu odnaleźć się w świecie. Tym samym otwierając dziecku drogę do kolejnych doświadczeń, pomaga mu w rozwoju. Jest równocześnie dostępna w sytuacji, gdyby działo się coś, na co dziecko nie jest przygotowane.

Bycie „dostępnym” nie polega jednak na lataniu nad głową dziecka niczym helikopter, co często można zaobserwować na placach zabaw. Dostępna mama pozwoli dziecku upaść, a gdy zapłacze, podejdzie do niego, przytuli, otrze łzy, stwarzając tym samym strefę komfortu i ukojenia, o której pisałam wyżej. Wie, że dziecko zdobywa doświadczenie, na którym buduje swój obraz jako osoby, która „coś” potrafi, a więc jest kompetentna. Przyczynia się tym samym do budowania pewności siebie u dziecka, a jak wiadomo ludzie pewni siebie słyną z aktywności i różnych działań. To, że czasem im coś się nie uda, jest dla nich normalnym zjawiskiem, które ich nie zniechęca.

Dziecięca kompetencja

Dzieci uwielbiają uczyć się nowych rzeczy. Łatwo zauważyć to w radości na ich twarzach, kiedy coś stanie się za ich sprawą. Mówię tutaj zarówno o wejściu na pierwszy stopień schodów w domu przez ośmiomiesięczniaka, jak i o pierwszej kanapce samodzielnie posmarowanej przez trzylatkę. W obu przypadkach mama mogłaby powiedzieć: stop – schody są niebezpieczne, a nóż w rękach dziecka to katastrofa. Ale czy obie sytuacje są naprawdę tak bardzo niebezpieczne, że czuwająca mama musiałaby ich zabraniać?

Słyszałam kiedyś historię o tym, że w naturalistycznych plemionach Afryki dzieci mogą spokojnie bawić się nad urwiskami, gdzie nikt ich nie pilnuje, ponieważ nie mają pomysłów, które mogłyby doprowadzić do upadku. Nie wiem, czy jest to absolutna prawda, ale myślę, że coś w tym może być. Mamy przecież naturalny instynkt samozachowawczy. Widzimy go nawet na placach zabaw, gdzie mniejsze dzieci wołają rodziców do asekuracji, gdy chcą spróbować zjechać na rurze „strażaka” zamiast same skakać na oślep. Dziecko chce doświadczyć czegoś nowego: zjechać na rurze jak jego starsi koledzy, jednak czuje się bezpiecznie, gdy wspomaga je w tym obecność i ewentualna pomoc rodzica.

Czy dzieci lubią być wyręczane? Starsze częściowo na pewno (z różnych względów np. wygody, ale też zdobycia uwagi rodzica), jednak nie bez powodu w rozwoju psychospołecznym dwulatka pojawia się etap „ja sam!”. Delikwent chce wiele rzeczy wykonywać samodzielnie, nawet jeżeli jego rozwój motoryczny mu na to jeszcze nie pozwala. Sam wkłada majtki na lewą stronę i tak właśnie się uczy. Dziecko samo się uczy, ale też uczy rodzica: „Stop- jestem samodzielną jednostką, chcę i mogę różne rzeczy robić samemu”. I teraz pytanie: czy rodzic usłyszy i zrozumie tę prośbę. Może powodowany lękowym przywiązaniem (a więc też fałszywą miłością) przytrzymać swoje dziecko, aby tylko „ za daleko nie odeszło” w swoich działaniach.  I tu wracamy do tytułu „Mamo, pozwól mi doświadczyć życia ze wszystkimi jego smakami – zarówno porażek, jak i sukcesów jako konsekwencji moich własnych działań”.

Więcej w książce Jespera Juula „Twoje kompetentne dziecko”, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna 2012.

Oceń ten artykuł


źródło: Martyna Miziniak-Kużaj

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze