Muzyka jest niezwykle ważnym elementem, który wpływa na przeżywanie Eucharystii. Stosowanie sztuki świadczy o tym, że człowiek potrzebuje piękna w czasie spotkania z Panem przy ołtarzu. A czy jako chrześcijanie wynosimy ją poza kościół?

Słynne „kto śpiewa ten dwa razy się modli” usłyszałam, jeśli dobrze pamiętam, gdy miałam około 9 lat i wzięłam sobie te słowa bardzo do serca. Od tamtego czasu obserwuję muzykę chrześcijańską i sakralną ze sporym zainteresowaniem, co nie znaczy, że znam wszystkie jej trendy. I to, co dla mnie jest w niej wyjątkowe to fakt, że nigdy nie była rozumiana ani używana jako „zapychacz”. Ona ma konkretny cel i przeznaczenie i z całą pewnością może posłużyć do modlitwy 24 godziny na dobę, czyli nie tylko w kościele. Chciałabym się podzielić pewnymi poziomami, na których możemy mieć styczność z „Boską muzyką” i pokazać, jak rozwija ona naszą duchowość.

Poziom elementarny – organy

Chcemy tego czy nie, prawie każdy kościół jest w nie wyposażony. I wielokrotnie to jest zaczątek naszego oczarowania bądź rozczarowania muzyką dla wiary. Zdarza się, że ktoś posługę organisty pełni wolontariacko, po prostu na miarę swoich możliwości. Dlatego zdarza się, że mamy lepsze bądź gorsze doświadczenie muzyczne ze Mszy św., co nie znaczy, że, niezależnie od stopnia profesjonalizmu nie powinniśmy być wdzięczni za te próby i starania uświetnienia liturgii. Spotkałam się bowiem z tym, że parafianie narzekali na swojego organistę: że śpiewa za wolno, za mało energicznie, podczas gdy osoby będące przypadkowo, jednorazowo w tej samej parafii zachwycały się jego grą i śpiewem, mając pewnie porównanie z inną parafią. A czy my doceniamy ludzi, którzy wprowadzają nas w świat muzyki chrześcijańskiej?

Pogłębianie przez praktykowanie

To oczywiste, że jesteśmy zaproszeni do szukania wzorców muzycznych poza świątynią. Wachlarz możliwości jest nieograniczony. Możemy to zrobić w postaci pielgrzymki, wydarzeń takie jak Światowe Dni Młodzieży, spotkanie Taizé czy Lednica, rekolekcji, koncertów grup reprezentujący ten gatunek czy przynależności do jakiejś konkretnej wspólnoty czy duchowości (Droga Neokatechumenalna, Odnowa w Duchu Świętym, Ruch Światło-Życie). Poszerzamy w ten sposób nasz repertuar i dajemy sobie okazję do tego, by muzyka wkradła się, choćby na kilka godzin, do naszego dnia codziennego. Bo oto stawiamy siebie w okolicznościach religijnych, których muzyka jest częścią. Często przestaje nawet być bohaterem drugoplanowym i staje się centrum modlitwy czy uwielbienia.

Praca domowa

Wielokrotnie po tego typu doświadczeniach rzeczywiście odkrywamy piękno muzyki w służbie wiary. Przeżyliśmy z nią konkretne momenty, takie a nie inne utwory stają się częścią wspomnień, które chętnie odświeżamy. Jak? Właśnie dzięki włączeniu konkretnej piosenki. Obrazy same przychodzą nam przed oczy. W ten sposób zaczynamy coraz częściej puszczać sobie… podkład do naszej osobistej modlitwy. Bo choć naszą motywacją są wspomnienia, przywołana muzyka każdorazowo staje się okazją do wyśpiewania słów, które chwalą Boga i zanoszą przed Jego tron nasze (również nieuświadomione) przeżycia, odczucia i emocje opisane w śpiewanych tekstach. Linia melodyczna może poruszyć najdelikatniejsze struny naszej duszy i wyprowadzić je, często nawet w postaci łez czy poruszenia. Później to już działa wręcz podświadomie. Pamięć podpowiada jakąś melodię, a na usta same cisną się nasze radości, uniesienia, ale i frustracje czy niezrozumienie.

Zadanie dodatkowe dla chętnych

Talentem dużej grupy osób jest śpiew lub gra na instrumencie. I jestem prawie pewna, że gdy takie osoby przejdą raz drogę opisanych tu trzech kroków, podejdą twórczo do tego tematu i same zapragną aktywnie uczestniczyć w takiej modlitwie. Możliwości jest sporo – schole parafialne, akademickie zespoły, chóry gospel i nie tylko czy podjęcie funkcji kantora wspólnoty będzie odpowiedzią na dane nam zdolności muzyczne. Nie ma się czego bać! Ty sam możesz być instrumentem w rękach Boga, który przez ciebie natchnie innych, którym da do zrozumienia jak bardzo lubi słuchać naszych modlitw muzyką.

Jeśli stawiasz dopiero pierwsze kroki , to zapewniam cię, że naprawdę jest w czym wybierać. Nie wszystkie utwory, które gdzieś zasłyszysz, są częścią repertuaru konkretnych artystów. Jednak zawsze możesz poszerzyć swój repertuar, słuchając zespołów TGD, Siewcy Lednicy, koncertów Jednego Serca Jednego Ducha czy kanonów ze spotkań Taizé. Nie bój się zagłębić w ten labirynt. W końcu przez muzykę też można się nawrócić!

Przez muzykę też można się nawrócić
6 (100%) 2 ocen.


źródło: Magdalena Zarate Rios

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze