Nie mógł już mówić. Gestem przywołał przyjaciela i wręczył mu karteczkę: „Nie uszlachetnia”.   „Nie ono dźwiga. Cierpienie zawsze niszczy – pisał schorowany ks. Józef Tischner. – Tym, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość”. Zmarł niedługo potem. Pięć lat później na oczach całego świata  do domu Ojca odchodził papież Jan Paweł II. Takie wydarzenia zostają w pamięci, ale przecież codziennie ktoś żegna swoich bliskich, przyjaciół. W każdej minucie dla kogoś czas na chwilę się zatrzymuje.

Najpewniejsze, co spotka człowieka, to śmierć. Paradoksalnie to ta rzeczywistość w naszej zachodniej cywilizacji  jest bardzo często wypieraną, zagadywaną i odsuwaną perspektywą.Być może dlatego, że najbardziej przeraża to, co nieznane, nawet jeśli jest najpewniejsze na świecie.

Mniej więcej w połowie XX w. w Stanach Zjednoczonych na gruncie psychologii zaczęła działać grupa naukowców zainteresowanych przeżywaniem śmierci, umierania i żałoby. Ich obserwacje szybko zyskały miano nowej gałęzi nauki, tzw. tanatopsychologii.

Dziś owa dziedzina wiedzy rozwija się coraz bardziej, a psychologowie próbują zrozumieć i opisać nie tylko mechanizmy radzenia sobie z myślą czy doświadczeniem śmierci, ale też klasyfikują różne rodzaje lęku przed śmiercią i towarzyszą w przeżywaniu żałoby. „Dopiero wtedy, gdy pojmiemy, że nasz czas tu, na ziemi jest ograniczony – i że nie ma sposobu, by dowiedzieć się, kiedy ten czas się skończy – zaczynamy w pełni żyć każdym dniem, jakby to był ostatni dzień w naszym życiu” – pisała Elisabeth Kübler Ross, znana najbardziej z przełomowej książki pt. „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Wielu tanatopsychologów współpracuje z lekarzami, naukowcami i duchownymi po to, by pomagać ludziom stawać w obliczu śmierci, a nie od niej uciekać.

Psychologowie, lekarze, duszpasterze starają się wypełnić pustkę, która od wieków w naturalny sposób oswajana była przez tradycyjne celebracje.  Różnego rodzaju rytuały pogrzebowe z jednej strony wynikają z wiary w przyszłe życie, z drugiej są wyrazem głębokiej mądrości, przekonania  o potrzebie pożegnania zmarłych, przebaczenia sobie i innym, oswojenia się z nową sytuacją. Nie trzeba daleko szukać. Tradycja chrześcijańska pełna jest symboli i zwyczajów pogrzebowych, które pozwalają oswajać śmierć i dają nadzieję.

Kiedyś uroczystości pogrzebowe obejmowały czuwanie przy zmarłym, nabożeństwo w kościele, procesyjne przenoszenie trumny, pożegnanie na cmentarzu, stypę i wielomiesięczną żałobę. Ale na to wszystko potrzeba czasu – czegoś, czego współczesny świat nie oferuje. Dziś bywa różnie. Zdarza się, że – zwłaszcza w dużych miastach – wystarczy „godzinka”.  Na szczęście nie wszędzie tak jest. Istnieją jeszcze miejsca w Polsce i na świecie, w których rytuały pogrzebowe są bardzo rozbudowane i zachwycają głębią i oprawą.

Ryty żałobne należą do tzw. rytów przejścia (rites de passage) i mają bardzo różna formę w zależności od kultury. Często odnoszą się do symboliki drogi, oznaczając przejście z jednego życia do drugiego. Jedne trwają krócej, inne dłużej, niektóre celebracje skupione są bardziej na zmarłym, inne na żałobnikach, wiele z nich dla ludzi Zachodu jest trudnych do zrozumienia.

W jednym z  indonezyjskich plemion – dla przykładu – ceremonia pogrzebowa trwa kilka miesięcy. Przed właściwym pochówkiem ciało zmarłego przechowuje się przez wiele tygodni w domu. Ten czas potrzebny jest do wybrania najbardziej odpowiedniej daty pogrzebu. Dopiero po pochowaniu zwłok zmarły uznany jest za faktycznie nieżyjącego.

W religiach wedyjskich zwłoki niesione są w kondukcie na miejsce spalenia. Ciało zmarłego trzymają jego bliscy, za nimi prowadzone jest zwierzę ofiarne, a na końcu procesji idą  płaczki z głowami posypanymi popiołem i rozpuszczonymi włosami. Po powrocie z miejsca spalenia odbywają się rytuały oczyszczenia, których zadaniem jest przywrócenie rodzinie zmarłego normalnego życia w społeczności. Ciekawym zjawiskiem jest tzw. powtórny pogrzeb. W taki sposób swoich zmarłych żegnają niektórzy mieszkańcy Madagaskaru.

 Zgodnie z żydowską tradycją pogrzeb powinien być zorganizowany nie później niż dobę od momentu zgonu, a zwłoki poddane są uprzednio rytuałowi oczyszczenia. Podobnemu obmyciu poddawani są zmarli muzułmanie. Po pogrzebie rodzina zobowiązana jest do czterdziestodniowej modlitwy Koranem i wspierania biednych.

Dla żałobników pożegnanie zmarłego ma najczęściej wymiar głęboko religijny, jest wyrazem pamięci i troski o przyszłe życie. Współczesny psycholog zapewne powiedziałby, że te długie, czasem kilkukrotne pogrzeby służą pokonaniu kryzysów, ułatwiają powrót do normalnego życia, pomagają na nowo ułożyć sobie relacje z ludźmi. Trudno im nie przyznać racji.

 

Nie ma czasu na umieranie
6 (100%) 1 ocen.


źródło: Beata Legutko

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze