W naszej kulturze mówi się o poniedziałkach z wyraźną ironią i zasmuceniem. Kojarzy się z końcem błogosławionego czasu odpoczynku i przykrym obowiązkiem powrotu do pracy zawodowej czy zajęć szkolnych, przez które tydzień naszpikowany jest stresem i obowiązkami . A może jednak dalibyśmy szansę poniedziałkowi?

Spróbujmy znaleźć jak najwięcej plusów w fakcie, że znowu jest poniedziałek. To nie takie trudne jak się wydaje.

Prezent od Boga

Prawda jest taka, że mogliśmy się dziś przecież w ogóle nie obudzić. Naprawdę wątpię, by ktoś wolał to od dnia jak co dzień, tyle tylko, że z kulturowo dorobionym ciężarem. To, czy ten poniedziałek będzie wyglądał jak wszystkie inne, zależy na pewno w jakiejś mierze od nas samych. Nie ma się co wpędzać w przekonanie, że odczucia towarzyszące poniedziałkowi są niezmienne i uniwersalne. Bóg przez poranny budzik mówi nam: dziś również kochaj. A sposobów na to jest co niemiara. Jeśli wstajemy zbuntowani, wściekli czy marudzący, to może brakuje nam porannej modlitwy, która ociepliłaby trochę nasze stosunki z pierwszym i każdym innym dniem tygodnia?

Wielkie błogosławieństwo i misja

Pewnie już to słyszałeś, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Nie każdy ma to szczęście bycia zatrudnionym, posiadania stałego źródła dochodów. Pan Bóg przewidział dla ciebie zajęcie, bo sprawdzasz się w czymś. Po to się uczyłeś, by móc swoim wysiłkiem służyć ludzkości. Dzień w dzień dorzucasz po monecie do skarbu ludzkości, do jego dorobku intelektualnego. Też od ciebie zależy, czy on będzie z pożytkiem dla innych czy nie. Bo jak mówiła Matka Teresa z Kalkuty, „nie liczy się, co robimy ani ile robimy, lecz to, ile miłości wkładamy w działanie”. Budząc się każdego ranka, również w poniedziałki, pomyśl, że masz do wypełnienia jedyną w swoim rodzaju misję!

Postanowienia na nowy tydzień

Tak lubimy sobie obiecywać i postanawiać poprawę. Bierzemy na poważnie postanowienia noworoczne. Niestety te można uczynić tylko raz do roku. Mamy okazję podejść do zobowiązań wobec siebie z o wiele większym pożytkiem, jeśli zadbamy o analizowanie postępów tydzień po tygodniu. Do podsumowań może nam służyć sobota, niedziela być dniem zupełnego odpoczynku i detoksu, a poniedziałek kolejnym startem, kolejnym początkiem. Przecież je lubimy! Zróbmy więc sobie przysługę i egzekwujmy postanowienia, czy to długo-, czy krótkoterminowe w perspektywie tygodnia, a nie roku.

Drugi dzień tygodnia

Jeśli spojrzymy na kalendarz po katolicku, zdamy sobie sprawę lub po prostu przypomnimy, że poniedziałek jest… po niedzieli. To niedziela, według tradycji judeochrześcijańskiej, jest pierwszym dniem tygodnia. To Dzień Pański nazwany tak na pamiątkę zmartwychwstania Jezusa. Niedziela Wielkanocna powinna być dla katolików każdą niedzielą, nowym początkiem, odrodzeniem, które dokonuje się z pomocą Chrystusa. Czy w takim wypadku uzasadnione jest zwalanie całej winy na poniedziałek? Niedziela dała nam odpoczynek na to, byśmy ten dzień przyjęli radośnie i z nadzieją.

Weekend najbardziej wymagający

Są takie wyjątkowe słowa jednego z doktorów Kościoła, św. Augustyna, który wprost mówi: „Pamiętaj o tym, że twoje swobodne i wolne od zajęć chwile obciążone są największymi zadaniami i odpowiedzialnością”. Na pierwszy rzut oka nasz czas wolny, czyli na przykład weekendy, to przede wszystkim odrobina lenistwa i skupienie się na tym, co przyjemne. I właśnie dlatego jest to tak ważne. Czy nie jest przypadkiem tak, że zmęczeni całym tygodniem odreagowujemy, rozluźniamy się na wszystkich możliwych płaszczyznach, w tym duchowej? Czy nie jest tak, że mogąc w końcu odpocząć, dajemy sobie przyzwolenie na niedbałość w relacjach, jakość naszych praktyk religijnych spada, obniżamy sobie poprzeczkę w korzystaniu z czasu wolnego? Telewizor zupełnie nas otumania, nocne libacje nie nasycają, a przespanie całego dnia tak naprawdę nie sprawia, że odpoczywamy. Ten czas odpoczynku jest najbardziej obciążony, bo w końcu jest czas na to, by wejść w dialog z małżonkiem i dziećmi, uczyć się kochać poprzez gesty, zgromadzić się w niedzielę na wspólnej modlitwie, zadbać o rozwój własny i innych. Ale nie kompetencji, tylko osobowości i wartości. Praca dla wielu może być wykonywaniem zleconych projektów czy zadań, w sposób zautomatyzowany. Dopiero czas, który po niej następuje jest konkretną pracą: budowaniem królestwa Bożego, które powinno napawać każdego katolika entuzjazmem i poczuciem misji. Jeśli więc idziesz w poniedziałek do pracy, pomyśl o nim jak o odpoczynku i ładowaniu akumulatorów na najważniejsze wydarzenie tygodnia – czas wolny.

Czegokolwiek by nam nie mówiono, jakkolwiek by nas nie nakręcano negatywnie przeciwko naszej pracy i Bogu ducha winnemu poniedziałkowi, nie dajmy się wpędzić w tę spiralę złych emocji. Mamy niezwyciężoną broń do walki z pesymizmem i przeciwnościami – modlitwę, która daje wiarę. A człowiek o silnej wierze pozostaje niewzruszony w obliczu takich drobnostek jak codzienne obowiązki. Używa ich jako narzędzia do walki o świętość.

Czy poniedziałek da się lubić?
6 (100%) 1 ocen.


źródło: Magdalena Zarate Rios

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.