W pracy terapeutycznej na co dzień spotykam się z dorosłymi ludźmi, których problemy w życiu codziennym często mają korzenie w okresie dzieciństwa i w relacjach z rodzicami.

Często te relacje, mimo upływu lat, nie zmieniają się i są nadal określane jako trudne, krzywdzące, wręcz toksyczne. Zdecydowana większość osób na tej podstawie obwinia rodziców za swoje życiowe niepowodzenia, żywi dużo urazy, pretensji, żalu, a równocześnie przeżywa wyrzuty sumienia z powodu „takiego” obrazu rodziców, których powinno się przecież szanować, którym powinno się być wdzięcznym itd. Istnieje więc trudna do zniesienia sprzeczność emocjonalna, ambiwalencja. 

Błędy rodzicielskie 

Każdy rodzic popełnia błędy, bo każdy rodzic jest człowiekiem, a rzeczą ludzką jest błądzić. Natura każe nam starać się być jak najlepszymi rodzicami i każdy na podstawie własnych przemyśleń i doświadczeń może wybrać drogę rodzicielską, która według niego będzie najlepsza dla dziecka. Koncepcji wychowawczych jest mnogość, wiele z nich przeczy jedna drugiej, zmieniają się też one w ciągu lat i kolejnych pokoleń. Wybór idealnej drogi i ścisłe trzymanie się jej to bardzo trudne zadanie – właściwie niemożliwe do wykonania – co absolutnie nie powinno nas zniechęcać to ciągłych starań. Zdecydowana większość rodziców nie chce zrobić krzywdy swojemu dziecku, nie chce być powodem przyszłych niepowodzeń czy trudności w jego dorosłym życiu. 


Niechciany bagaż 

Od rodziców dostajemy swojego rodzaju bagaż zapełniony różnymi rzeczami: czasami przydatnymi i bardzo ważnymi dla naszego życia zawodowego (np. szacunek do czasu, pracowitość, zasady moralne – czyli te dobre rzeczy, których nas uczą), a czasami zbędnymi i niewygodnymi do noszenia przez całe życie ( np. nieumiejętność mówienia o emocjach, niekonstruktywny sposób rozwiązywanie konfliktu, poczucie bycia gorszym itp). Jak to z bagażami bywa – nie są one nienaruszalne. Jako dorośli ludzie, bardziej świadomi siebie i swoich życiowych potrzeb, jesteśmy w stanie ten bagaż przepakować. Wyjąć to, co niewygodne i niechciane, a zastąpić to czymś nowym, co nam się przyda. Na tym polega rozwój osobisty. Oczywiście nie jest to prosty proces, ale sama świadomość możliwości zmian przy dokonaniu decyzji o nich może być dużą motywacją. W takiej sytuacji narzekanie, wypominanie i wylewanie (nawet mentalnie) żalów za błędy naszych rodziców traci sens. Nie jest potrzebne, bo nie pomaga w zmianie, a właściwie może ją zatrzymać. 

Miłosierdzie  

Co w takim razie zrobić z tym niechcianym, wciśniętym przez rodziców w dzieciństwie zbędnym bagażem? Zwłaszcza w sytuacjach, gdy rodzice próbują go znowu zapakować do walizek dorosłych już dzieci? Jedynym rozwiązaniem jest powiedzieć: stop! „Nie chcę, żebyś tak do mnie mówił…”, „rani mnie, gdy robisz tak….”, „nie zgadzam się z Tobą…” i podobne komunikaty może nie rozwiążą sprawy od razu, ale zasygnalizują dokonującą się zmianę i pokażą granicę. Są to komunikaty dorosłego do dorosłego – i mimo że często nie spowodują one zmiany u drugiej strony, to przecież nie taki jest ich główny cel. Zmiana musi dotyczyć nas, a nie naszych rodziców. Oni już nie zmienią przeszłości i wcale nie muszą rozumieć, że coś zrobili dla nas krzywdzącego. My możemy uczyć się na ich błędach i nie powtarzać ich w stosunku do własnych dzieci czy w innych ważnych relacjach. Dlatego nigdy nie zapomnimy o tych błędach i krzywdach. Ale brak zapomnienia nie przekreśla wybaczenia. Wybaczenia wynikającego z miłości, a więc związanego z miłosierdziem i akceptacją zarówno przeszłości, jak i swoich rodziców jako ludzi popełniających błędy. Wówczas nie musimy odczuwać sprzecznych uczuć wobec nich. Możemy w końcu dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje życie. 

 

 

„Prezenty” od poprzednich pokoleń 
5 (83.33%) 1 ocen.


źródło: Martyna Miziniak-Kużaj 

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.