Jedna z koncepcji psychologicznych zakłada, że każdy dojrzały/dorosły człowiek ma swoje wewnętrzne dziecko, wewnętrznego dorosłego i wewnętrznego rodzica. Z poziomów tych konstruktów komunikujemy się z innymi ludźmi, a raczej z ich wewnętrznymi konstruktami.

W sytuacji dorosłego, który komunikuje się ze swoimi małoletnimi dziećmi, sytuacja jest dość prosta: najczęściej to wewnętrzny rodzic komunikuje się z wewnętrznym dzieckiem. W późniejszych latach, gdy dziecko dorasta, komunikacja powinna ewoluować, co nie dzieje się z dnia na dzień w momencie zabrania przez dziecko ubrań z domu rodzinnego.

Nie jest łatwo wejść na nowy etap komunikacji z własnym dzieckiem i z własnym rodzicem. Często zdarza się, że jeden rodzic bądź dziecko mówi do drugiego ze „starego” poziomu, wywołując tym samym reakcję ze „starego poziomu”. Na przykład mama mówi trzydziestoletniemu synowi: „jest tak zimno, gdzie jest Twoja czapka?”, na co syn reaguje albo jak dziecko posłuszne („zostawiłem w aucie, już po nią lecę” – mimo że nigdy tej czapki nie nosi), albo dziecko krnąbrne („zawsze mi każesz wkładać czapkę, a ja nie chcę!). Lub w drugą stronę: ten sam syn wchodzi rano do kuchni i pyta: „co na śniadanie?”, a mama mówi: „jesteś już na tyle duży, żebyś sam sobie zrobił” lub „zaraz usmażę Ci jajeczniczkę”. W obu sytuacjach nie zastosowano komunikacji dorosły–dorosły. A mogłaby ona wyglądać mniej więcej tak: mama „Zimno dziś, mogę pożyczyć ci taty czapkę, jeśli chcesz”. Syn: „nie, dzięki, nie lubię nosić czapek” – na co mama odpowiada… ciszą, bo przyjęła ten fakt do wiadomości i nie zamierza z nim dyskutować. Jej syn jest dorosły i skoro nie lubi, to jest jego decyzja.

Czasem jeden z uczestników komunikacji rodzinnej jest już gotowy wejść do komunikacji dorosły-dorosły, a drugie nadal nie. Ten już „gotowy” może zrobić jedną rzecz: nie dać się sprowokować do starej formy komunikacji. Mimo że rodzic przemawia z pozycji wewnętrznego rodzica i chce odpowiedzi dziecka, próbować odpowiadać z pozycji wewnętrznego dorosłego. Czyli, idąc tropem wspomnianej czapki, mama: „Jest tak zimno, gdzie jest Twoja czapka?”, syn: „Dziękuję mamo za troskę, nie lubię nosić czapek”, po czym zaczynają się schody, bo tutaj o ciszę i zrozumienie może być na razie trudno. Wówczas zadaniem tego wcześniej „gotowego” jest cierpliwość i konsekwencja w odpowiadaniu z pozycji dorosłego.

Oczekiwania a cierpliwość

Czymś, co gubi młodych ludzi przyjeżdżających na święta czy na odwiedziny do rodzinnego domu, są oczekiwania. Oczekujemy, że skoro już się wyprowadziliśmy, to rodzice będą nas traktować jak dorosłych, bo my jesteśmy do tego gotowi. Nie bierzemy zupełnie pod uwagę tego, że nasi rodzice mogą nie być do tego gotowi. A my, obarczeni często całą masą niewybaczeń w stosunku do rodziców, zmieniamy się w dziecko z pierwszym ich komunikatem z pozycji rodzica. I to jest moment zapalny, zwłaszcza gdy w latach ubiegłych komunikacja ta przebiegała dość burzliwie. Zapominamy, że przyjechaliśmy do domu rodzinnego jako odwiedzający go dorośli, a znów zachowujemy się jak skrzywdzone dzieci. I owszem – czasem jest tak, że wyrośliśmy ze skrzywdzonych dzieci. Dzisiejszy świat pozwala nam zakwalifikować rodziców do różnych grup: niedostępny emocjonalnie ojciec, nadwrażliwa matka, toksyczni rodzice itp., itd. Do momentu, kiedy żywimy do naszych rodziców pretensje o to, co było, oczekujemy od nich zmian i przeprosin, tak długo występujemy z nimi w komunikacji jako dziecko. Dziecko żądające czegoś od rodziców. A ustaliliśmy już, że człowiekowi dorosłemu rodzice nie są już tak po dziecięcemu potrzebni, nie muszą już zaspokajać naszych potrzeb. Chcemy, żeby rodzice zauważyli swoje błędy i się zmienili – często to jest jednak niemożliwe.

Przebaczenie

Trudne sytuacje z dzieciństwa utrudniają wejście w komunikację dorosły–dorosły. Czasami nawet ją uniemożliwiają. Można jednak uniknąć wielu burzliwych sytuacji, gdy na wszelkie komunikaty odpowiadamy z pozycji dorosłego i tak też zaczynamy każdą rozmowę. Jest to bardzo trudne bez przebaczenia własnym rodzicom. A często ci rodzice byli dla nas najlepszymi rodzicami jakimi mogli być – lepszymi po prostu nie umieli. A przebaczenie nie oznacza zapomnienia.

A zatem na koniec odpowiedź na najważniejsze, nurtujące pytanie: jak zachowywać się w domu rodzinnym podczas świąt czy innych odwiedzin?

Złotym środkiem wydaje się przestrzeganie następujących zasad:

Komunikować się tylko z pozycji dorosłego.

Mieć cierpliwość do rodziców.

Nie mieć żadnych oczekiwań (nawet takich, że te święta będą cudownie rodzinne). Jechać zupełnie bez oczekiwań.

Jeżeli chcesz być gościem w domu rodzinnym, zachowuj się jak gość i rób to, co gościowi wypada. Na przykład wypada zapytać, jak pomóc w kuchni, a nie wypada izolować się w innym pokoju czy przez telewizorem lub komputerem.

Oceń ten artykuł


źródło: Martyna Miziniak-Kużaj

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze