W zasadzie nie znajdziemy w tej książce nic poza opisem rzeczywistości, i to bez szczególnego literackiego zacięcia. To relacje z poszczególnych dni i zajęć w parafii, szkole, w wioskach, podczas prowadzonych pielgrzymek. Tylko i aż tyle.

Z tych relacji jednak wyłania się pełen obraz człowieka: szczęśliwego, oddanego bez reszty Panu Bogu i ludziom, do których został posłany, ale także zmęczonego, chorego i pełnego wątpliwości. Otoczonego przyjaciółmi, którym pomaga i na których można liczyć, ale też ludźmi, którzy go opuszczają w najmniej spodziewanym momencie, a nawet oszukują. Przeżywającego prawdziwą kapłańską radość i zgorzkniałego po niepowodzeniu. Dogadującego się z miejscowymi ludźmi i ubolewającego nad niedostateczną znajomością miejscowych języków, co utrudnia kontakty i pracę, a często powoduje brzemienne w skutki przekłamania.  

Obserwacje afrykańskiego życia i zwyczajów o. Bogusław często łączy ze wspomnieniami z własnego dzieciństwa – sympatycznego łobuza pełnego pomysłów, które niekiedy przyprawiały dorosłych o ból głowy. Dlatego – jak sam twierdzi – bardziej rozumie i chętniej wybacza wybryki uczniów z miejscowej szkoły, w której katechizuje i dla której zdobywa w Europie środki na funkcjonowanie. Uczy się też akceptowania braku długoterminowej odpowiedzialności i życia z dnia na dzień jako normy. Uczy swoich parafian pracy, zaangażowania, systematyczności, a także wdzięczności. Idzie jak po grudzie. Czasami ma dość. Wyraził to w notatkach z rekolekcji:  
 
Starałem się jak najwięcej czasu spędzać z Panem Jezusem. Mówiłem Mu, że chcę uciec od afrykańskiej biedy, chorób i ludzi, którzy na każdym kroku mnie oszukują. W ciszy pojawiały się myśli, że nie da się uciec od siebie samego. To we mnie tkwią problemy, lęki, że odpowiedzialność mnie przerasta. Błagałem Boga o miłość do miejscowych ludzi, takimi jakimi są! 
 
A skąd wziął się przydomek Kalungi? Dlaczego tak się do niego przywiązał, że wstawił go pomiędzy własne imię i nazwisko? Odpowiedź znajdziemy w sposobie, w jaki traktuje uczniów, którzy w większości nie znają swoich ojców lub nie mają z nimi kontaktu. To jedna z ważniejszych części sensu jego pracy.  
 
W relacji z życia ojca Bogusława poznajemy Ugandę prawdziwą: gorącą, wilgotną, z piękną przyrodą. Z trudnymi warunkami i trudnymi ludźmi, z którymi trzeba nauczyć się żyć i jeszcze zaprowadzić do Pana Boga. Ogromnym atutem publikacji są przepiękne zdjęcia powstałe podczas odwiedzin wydawcy u autora. 
 
Zachęcamy do zakupienia książki w naszym SKLEPIE

Bogusław Kalungi Dąbrowski

Spalić paszport 

Zysk i S-ka 2017 

 

Oceń ten artykuł


Tagi

recenzja

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.