Czy w tym roku pojedziemy nad morze? – zaczynają pytać w okolicach lutego. Im jaśniej i cieplej, z tym większą intensywnością. Jest w wodzie i piasku coś, co działa na nich jak magnes. Szczególnie jeśli tej wody i piasku jest nieskończenie dużo.  

Wakacje. W ofertach można przebierać, a Internet bezlitośnie wykorzystuje możliwości techniki, narzucając się na każdym kroku z kolejną propozycją. Łatwo się pogubić, dobrze więc wiedzieć, czego się szuka. Letnich możliwości dla rodzin z dziećmi (również, a może zwłaszcza) małymi jest coraz więcej. Coś dla siebie znajdą więc amatorzy górskich klimatów, jak i zwolennicy wakacji nad wodą. Rodziny preferujące lato w mieście albo do niego zmuszone od kilku lat mogą korzystać z szerokiej oferty półkolonii, okolicznościowych spotkań, konkursów, zajęć sportowych, a na tęskniących za pozamiejską ciszą czekają prywatne kwatery. Gospodarstwa agroturystyczne często oferują nie tylko nocleg i domowe wyżywienie, ale też cały pakiet „atrakcji” (pieczenie chleba, oporządzanie zwierząt) zarówno dużych, jak i małych. Dla miastowych to nie tylko miło spędzony czas, ale swego rodzaju edukacja. Czasem owe atrakcje sprowadzaj się do animacji – zajęć dla dzieci, by rodzice też mogli trochę odetchnąć. Też ważne. 

Jednak im więcej atrakcji, tym większe koszty. Nie dajmy się zwariować i zastanówmy się, na czym nam zależy. Niektórzy decydują się więc „tylko” na noclegi z wanienką, łóżeczkiem i piaskownicą w pakiecie, albo wybierają pola namiotowe w zacisznych miejscach.  

Mamy czwórkę jeszcze małych dzieci. Trudno opanować taką gromadkę, ale kilka wakacyjnych wyjazdów udało nam się zorganizować. Jedno z nas lubi morze, drugie góry, dzieci – na razie – dostosowują się do naszych pomysłów. Bywamy trochę tu, trochę tam. Ale jest jedno takie szczególne miejsce, w które lubimy wracać. 

Blisko trzydzieści kilometrów od Nowego Sącza, w stronę Krościenka, na wysokości 830 m n.p.m. stoi drewniana chata z niebieskim oknami. To tu – kiedy jeszcze niebieskie okna były w sferze marzeń – Monika i Jacek zaczęli realizować pomysł na życie. Przez kilka lat mieszkali i pracowali w Warszawie. On z Gdańska, ona z Jazowska. Nadarzyła się okazja. Skorzystali. Udało im się kupić dom, na wzgórzu, cały do remontu. Ale mogli go zrobić po swojemu, i zrobili. Od pięciu lat zapraszają do siebie gości, również (a może zwłaszcza) rodziny z dziećmi. To dla nich przeznaczone są pokoje na piętrze. Monika i Jacek ze swoimi dziećmi, w liczbie trzech, mieszkają na dole, tam też jest kuchnia i jadalnia, duże okna na świat, weranda, trawa, las…  

Odwiedziliśmy Chatę na Bucniku zeszłego lata. Korzystając z pięknych okoliczności przyrody, większość czasu spędziliśmy na szlakach turystycznych. A możliwości jest wiele. Na zainteresowanych umiarkowanie długimi trasami czeka z jednej strony Przehyba ze schroniskiem (około dwie godziny drogi na wschód), z drugiej Koziarz z wieżą widokową (około czterech godzin na zachód). Można pójść do Szczawnicy na lody i z powrotem (cały dzień), do wodospadu w pobliskiej wsi (ponad godzina w jedną stronę), czy po prostu do lasu „tuż za płotem”. Przy właściwej pogodzie z odpowiedniego miejsca widać Tatry, ale żeby zapatrzyć się w górską przestrzeń, wystarczy usiąść przed domem, albo wyglądnąć przez okno. Urokliwe widoki, nie mniej urokliwi gospodarze – grzech nie polecić, jeszcze większy – nie odwiedzić.  

Po kilu latach eksperymentów możemy powiedzieć, że nad morzem tez mamy swoje miejsce. Niby nie tak daleko od cywilizacji – kilkanaście kilometrów za Gdańskiem – a jednak bez tłumów, komercji, kramów ze wszystkim i obleganych plaż. Co jakiś czas spędzamy miło czas na Wyspie Sobieszewskiej. Im dalej w głąb, tym spokojniej. W okolicy jeden „większy” sklep, jedna „restauracja”, jeden kościół, nieopodal port, gdzie o piątej rano można zakupić świeże ryby, prom (przekop Wisły), rezerwat ptaków i mew, kolejka wąskotorowa i kilometry plaży. A dla spragnionych miejskiego gwaru – pół godziny samochodem i jesteśmy w Trójmieście. My spragnieni nie jesteśmy, więc ostatnio spędziliśmy na Wyspie cztery tygodnie. Wyjątkowo bez komarów, niestety z kleszczami, ale w okolicy pięknego, porośniętego mchem lasu, z którego na praktycznie puste (nawet w sezonie) plaże prowadzą mniej i bardziej kręte ścieżyny. Pokryte szyszkami dróżki przecinają las w wzdłuż i w szerz. Przy niektórych, zamiast tradycyjnych szlaków, można dostrzec specjalne znaki – muszlę św. Jakuba. Wszystko wskazuje na to, że Camino, droga do Santiago de Compostela, prowadzi właśnie tamtędy. 

Może kiedyś skorzystamy? Bo rodzinne pielgrzymki jeszcze przed nami. Na wszystko przyjdzie czas. 

To nasze wspólne wakacyjne wspomnienia i preferencje. Jedne z wielu. Bo ile rodzin, tyle pomysłów. A najważniejsze w tym wszystkim jest to, by móc ten czas spędzić razem. Czy nad morzem, czy w górach, na wsi czy w mieście. Razem. Być tu i teraz. Dla siebie. Nie ważne gdzie, ważne jak. 

Oceń ten artykuł


źródło: Beata Legutko

Tagi

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.