Dla współczesnego świata wolność stała się wartością absolutną, jedyną szansą na szczęście. Jeśli nie jest się wolnym, nie można też być szczęśliwym. I chociaż teoria ta sama w sobie jest poprawna – bez wolności nie da się kochać i dlatego nie można być szczęśliwym – to jest również prawdą, że obecne rozumienie wolności jest błędne.

Uważa się, że wolność to robienie tego, co sprawia nam przyjemność, że nie ma granic, że to uwolnienie od polityki, pracy, odpowiedzialności, że to supermarket możliwości. Problem w złym rozumieniu wolności polega na tym, że robiąc to, co teoretycznie jest wolnością i czyni mnie szczęśliwym, nigdy do tego szczęścia nie docieram, bo nie tędy droga, tą nigdy nie dotrę do mety.

Jeśli chcemy poprawnie rozumieć pojęcie wolności, musimy spojrzeć na Maryję. Na naszą świętą Matkę, która była najbardziej wolnym ze stworzeń. Jesteśmy wolni tylko jeśli widzimy w sobie stworzenia i akceptujemy wolę Bożą jako coś absolutnego. Jesteśmy wolni tylko wtedy, gdy akceptujemy własną kondycję jako ograniczonego stworzenia, które zależy całkowicie od Stworzyciela. To właśnie zależność od Boga jest źródłem wolności. Jednak współczesny świat szuka właśnie zerwania z Bogiem, nie chce być już dłużej stworzeniem tylko stwórcą. W ciągu wieków pojawiały się różne ideologie, które chciały narzucić to błędne rozumienie wolności. Jak wyjaśnia Joseph Ratzinger:

„Ideologia gender jest ostatnim z buntów stworzenia wobec faktu bycia stworzeniem. Ateizmem współczesny człowiek zamierzał zanegować istnienie jakiegoś bytu zewnętrznego, który mówi mu prawdę o nim samym, o dobru i o złu. Materializmem współczesny człowiek próbował zanegować własnej egzystencji i własnej wolności, które rodzą się z jego stanu duchowego. Z kolei ideologią gender współczesny człowiek próbuje uwolnić się nawet od wymagań własnego ciała. Uważa się za autonomiczny byt, który sam siebie tworzy. Czysta wola, która się samostwarza, i która staje się bogiem dla siebie samego”. Ta ostatnia faza, w której przeżywamy ideologię gender, próbuje zanegować i wyeliminować różnice i własną naturę obydwu płci. Argumentuje się to tym, że płeć nie jest zapisana w naturze, ale że jest tworem społecznym i jako taką można ją definiować według upodobania. Każda osoba ma prawo wybrać sobie płeć, która mu się podoba i zmienić ją, ile tylko razy by chciała. Wchodzi tym samym w absurd, który niszczy człowieka. Ideologia ta przeciekała powoli do ludzkich umysłów, powodując, że kobieca moc w postaci płodności i macierzyństwa została zanegowana. Przekonano kobietę o tym, że macierzyństwo obniża ją do niższego stanu człowieczeństwa i że zniewala ją, zapewniając, że uwolnienie jej od płodności (poprzez środki antykoncepcyjne) i wojna przeciwko macierzyństwu (zerwanie więzi z dziećmi albo wręcz aborcja) dadzą jej szczęście.

Według badań dr Odeblad każdy rok przyjmowania środków antykoncepcyjnych postarza macicę o dwa lata. Rozregulowuje też cykl hormonalny, które reguluje praktycznie wszystkie funkcje kobiecego ciała. Według British Journal of Psychiatry z 2011r., 86% kobiet, które decydują się na aborcję i doprowadzą do niej, rozwija w sobie po krótszym bądź dłuższym czasie od dokonania aborcji jakąś chorobę umysłową (depresja, schizofrenia, zaburzenia afektywne itd.).

Sedno kobiecości znajduje się właśnie w zdolności pielęgnowania życia stworzonego w jej brzuchu przez dziewięć miesięcy. Dlatego ma ona wrodzone cechy ku temu niezbędne, takie jak hojność, dbałość o innych, zapominanie o sobie, wychowawczyni i dająca życie. Nawet jej ciało funkcjonuje i organizuje się w związku z jej cyklem płodności.

To zderzenie kultury postmodernistycznej i kobiecej natury bardzo nas zraniło, hamując naszą zdolność do dawania życia, a wręcz zachęcając do niszczenia go. Daleko tu do osiągnięcia tej obiecanej pełni. Jesteśmy niewolnicami błędnego ideału wolności.

By naprawdę być wolnymi, my, kobiety, powinnyśmy kontemplować osobę Maryi, naśladować jej prostotę i pokorę w patrzeniu na siebie jako na stworzenie, rozumiejąc, że tylko wejście w kobiecą rolę daną mi w naturze da mi wolność. Nie postępuję wbrew temu, kim jestem, bo sama się niszczę. Jak róża, która pozbawia się pręcików, by nie kwitnąć i nie obdarowywać nas swoimi pięknymi kwiatami. Zdana byłaby wyłącznie na zwiędnięcie, bo nikt by wtedy nie cieszył się z jej piękna.   

Mogę żyć w pełni tylko jeśli szanuję wszystko, co Bóg mi dał. Ponieważ jest to dar, a nie jakiś balast, który mnie zniewala. To talent, dzięki któremu jestem doskonała, wolna, szczęśliwa i święta.

Nie przestawajmy patrzeć na spektakularne TAK ze strony Maryi. W tej decyzji dosięga ona w pełni tej wolności i przyjmuje ją, bo rozumie siebie jako stworzenie i żyje wolą Ojca. Przyjmijmy i my naszą kobiecość, naszą kondycję stworzenia, z największym z możliwych darów – darem życia.

 

www.amares.com.mx
Tłumaczenie: Magdalena Zarate Rios

Wolność Matki Bożej
6 (100%) 1 ocen.


źródło: Marcela Palos

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze