Złota rybka to klamra kompozycyjna filmu „Ostatni w Aleppo”. Pojawia się na początku (dopiero później dowiadujemy się, dlaczego) i pod koniec dokumentu. No właśnie, bo to dokument, ale ogląda się jak pełnometrażowy fabularyzowany film wojenny. I trzeba dodać – niestety. Niestety, bo to nie wizja reżysera, nie podkoloryzowana historia, ale rzeczywistość pokazana w skali jeden do jednego 

 

Film oglądałem sam, w dzień powszedni w godzinach południowych. Tym mocniej go odebrałem. Musiałem sam, w ciemnej sali kinowej skonfrontować się z cierpieniem, bólem, śmiercią, ale też nadzieją, miłością i wiarą, bo te wszystkie emocje przeplatają się z niezwykłą intensywnością. Nie sposób zliczyć tego procentowo, ale nie jest to film, który epatuje śmiercią. Co prawda widzimy rannych wynoszonych spod gruzów, żywych i zmarłych, rodziców opłakujących zmarłe dzieci. Widzimy jednak również nadzieję, współpracę między tymi, którzy zostają w Aleppo i chcą walczyć o przyszłość swojego miasta. Widzimy ich siłę, wiarę i miłość.  

 

Życie i nadzieja. Między gruzami 

Poznajemy Khalida, jego małe córeczki i Aleppo, w którym żyją, mieszkają i pracują. Khalid należy do grupy Białych Hełmów, czyli Syryjskiej Obrony Cywilnej. Cały czas bije się z myślami: co powinien zrobić dla dobra swoich dzieci (mieć je tu, ze sobą, czy wysłać do Turcji?). „Hełmy” prawie codziennie muszą wyjeżdżać do bombardowanych części miasta, tam znajdują ofiary w gruzach budynków. W czasie filmu kilkakrotnie im w tym towarzyszymy. Zawsze towarzyszy też niepewność, czy spod gruzów wydobędą żywe, czy niestety już zmarłe niewinne osoby. Widz jest świadkiem dramatów. Na przykład wtedy, gdy ojciec dostaje na ręce swoje małe, martwe dziecko. Reżyser filmu Feras Fayyad zarejestrował też niezwykle wzruszający moment. Rodzice dziecka, którego uratowali Khalid i jego przyjaciele z Białych Hełmów, zapraszają ich do domu na kawę, a między uratowanym chłopcem i mężczyzną, który uratował mu życie, wywiązuje się dialog. Chłopiec bardzo chce dowiedzieć się, jak wyglądała akcja ratunkowa. Jest tym bardzo zainteresowany. Mężczyzna natomiast próbuje uwolnić chłopca od tych wspomnień.  

fot: „Ostatni w Aleppo” (oryg. „Last Men in Aleppo”) – plakat filmowy

 

Patrząc w niebo 

Film ma w sobie pewien rytm. Wyznaczają go powtarzające się czynności, wypowiadane słowa albo po prostu sytuacje. Bohaterowie filmu (wolontariusze Białych Hełmów, ale i zwykli mieszkańcy Aleppo) często pozdrawiają się słowami „Niech Bóg będzie z Tobą”, „Niech Bóg ma Ciebie w swojej opiece”. Nie wiemy, czy bohaterowie są chrześcijanami, czy muzułmanami. Proszą swojego Boga o pomoc, a pozdrowienie jest przecież równie dobrze znane i w Polsce.  

 

Drugi powtarzający się akcent to spoglądanie w niebo. Jednak nie przy okazji modlitwy, a przez przelatujące samoloty. Bohaterowie filmu wiele razy spoglądają w niebo. Najwięcej niepokoju wzbudzają rosyjskie samoloty. Przypomniałem sobie wtedy deklaracje Rosji, która zapewnia, że nie bombarduje obszarów, w których mieszkają cywile. To właśnie rosyjskie samoloty nazywane są przez bohaterów filmu agresorami, a Putin i Al-Asad mają „krew na rękach”. Asad jest nazywany jeszcze bardziej dosadnie. W niebo patrzą mieszkańcy, w niebo patrzą dzieci i członkowie Białych Hełmów. Z nieba spadają bomby, w niebie jest też Bóg, którego proszą o opiekę i wyzwolenie.  

 

Film to wysiłek 

W filmie powtarzają się też akcje ratownicze. Wybuchy samochodu-pułapki, bombardowane budynki, w dzień albo w nocy, mozolne wyciąganie ofiar spod gruzów. Film trwa ponad półtorej godziny. I przyznam, że już w drugiej części filmu, przy kolejnym odgruzowywaniu i kolejnym poszukiwaniu ofiar chciałem, by film się kończył. To było po prostu męczące, fizycznie i psychicznie. Pomyślałem jednak: jakie to samolubne i niedorzeczne. Siedzę w sali kinowej, po wyjściu będę w bezpiecznym kraju, nieogarniętym wojną, a trudno mi obejrzeć dokument do końca. Uświadomiłem sobie, jak wielki wysiłek towarzyszy Syryjczykom, którzy zostali w Aleppo. To codzienna walka z reżimem, ale też z własnymi słabościami. Tę walkę i to zmęczenie także widać w filmie.  

 

Jak silne jest życie  

Khalid postanawia kupić rybki. Na razie dla ozdoby zniszczonego mieszkania (akwarium ustawia wraz z kolegami w ruinach zbombardowanego mieszkania). W zanadrzu to jednak także źródło pożywienia (zabezpieczenie w razie większego oblężenia miasta i braku jedzenia). Kontrastuje nie tylko przeznaczenie rybek, ale też to, co dzieje się wokół nich: koparki wydobywające z ruin ofiary bombardowań. Wrażenie robi też to, jak silne jest życie. Małe dzieci potrafią w ruinach przeżyć długi czas między wielkimi bryłami betonu. Wydobywają je wielkie maszyny, a później ręce ludzi. I nadchodzi wtedy ten najważniejszy moment: oznaka życia lub nie. Wielka radość lub wielki ból. Pewnego dnia Khalid i jego córeczki wybierają się na plac zabaw (w czasie zawieszenia broni). Muszą jednak szybko wracać i się schronić… 

Kadr z filmu „Ostatni w Aleppo” / fot: Filmweb

„Ostatni w Aleppo” to film dokumentujący śmierć, zło wojny, ale też nadzieję na życie, miłość do bliźniego i wiarę w Boga. To dokument, który pozwala poznać (a nawet polubić? Zaprzyjaźnić się?) najważniejszych bohaterów. Warto poznać ich historię (niekiedy bardzo tragiczną), warto przenieść się do Aleppo i być tam z nimi, towarzyszyć im. 

Członkowie Białych Hełmów uratowali do tej pory ponad 60 tysięcy ludzi. Według najnowszych danych Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka od początku konfliktu w Syrii zginęło ponad 330 tysięcy ludzi. Film „Ostatni w Aleppo” otrzymał wiele nagród, między innymi Nagrodę dla Najlepszego Filmu Dokumentalnego na festiwalu w Sundance. Złotówka z każdego kinowego biletu jest przeznaczona na działania Polskiej Akcji Humanitarnej w Syrii. 

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.