Co gazeta, co program, co reklama to życzenia magicznych świąt. Skąd to się w ogóle wzięło? Czego my chcemy? Latania na miotle? Błyszczących drobinek dokoła? Co się nam wmawia? Że to będzie idealny czas z rodziną, przy pachnącym drzewku ubranym w idealnie dobrane odcieniami bombki i łańcuchy i idealnie zapakowanymi prezentami z ogromnymi kokardami. Naprawdę chcesz takiej abstrakcji?

To naturalne, że taka wizualizacja nas dotyka, bo lubimy to, co jest ładne, wymiarowe, schludne i odrobinę niezwykłe. Tylko że te bajeczne obrazki zamazują nam realia. Popychają palcem do centrów handlowych, by wydać pieniądze, których nie mamy. Kobietom w domu dają do zrozumienia, że na tę magię muszą zapracować od kuchni, przez co ostatecznie prawie stamtąd nie wychodzą. A gdy przychodzi już ten właściwy dzień, jest wielkie rozczarowanie, które próbuje się ukryć pod sztucznym uśmiechem i pseudoradością z otrzymanych prezentów.

Nie chcę przez to powiedzieć, że wszyscy udajemy. Znam rodziny, w których święta są autentycznym czasem miłości. Jednak są to rodziny, które zdają sobie sprawę z pewnych bardzo konkretnych faktów.

Pierwszym z nich jest świadomość wpływu, jaki przekaz ma medialny na naszą psychikę. Szczególnie mam tu na myśli to, jak bardzo odbiega on od stanu faktycznego, bo nie może być przecież odwzorowaniem każdej rodziny, nie istnieje jeden uniwersalny model. Mowa też o tym, że reklamy uogólniają, upiększają, by coś sprzedać. Aby posiąść tę umiejętność, istotne jest na pewno ograniczenie dostępu do tego typu treści, ale przede wszystkim skupienie się na tym, co rzeczywiście ma się w zasięgu ręki, adekwatnie do sytuacji.

Drugim punktem byłoby zdanie sobie sprawy z kondycji własnej rodziny i siebie jako jej członka. Przeżywam Boże Narodzenie, bo taki jest rytm życia, czy dlatego, że wierzę w to, ile dobra dla mnie i moich bliskich przyszło wraz z Boskim Dzieciątkiem? Poród w Betlejem różnił się od tych współczesnych. Był nie lada wyczynem! Co za warunki, co za chłód, co za nieżyczliwość wokół! Jesteśmy zaproszeni do odnalezienia tych negatywnych punktów, by właściwe narodzenie przyniosło błogosławieństwo – dary od trzech mędrców, troskę pasterzy, ciepło bijące od zwierząt z zagrody.

Dlatego tak ważne jest przyjęcie własnej biedy. Polega ona na tym, że jak co roku jestem zestresowany, bo nie wiem, czego mogę życzyć najbliższym, dzieląc się opłatkiem. Jest zrozumieniem, że nie musi być porządku, ani uroku z reklam, ani dwunastu potraw – jak mówi tradycja. Może być ktoś, kto dopiero uczy się grać na instrumencie i rzępoli okrutnie, próbując zagrać dla reszty jakąś kolędę. Pod choinką mogą znaleźć się tzw. użyteczne prezenty, czyli nie jakieś wyśnione, tylko praktyczne, takie, które sam byś sobie i tak kupił, bo są niezbędne. To najprawdopodobniej będzie spotkanie z ciotkami i wujami, którzy narzekają albo pouczają, albo których najzwyczajniej w świecie znosimy z ciężkim sercem. To może być prawda o mnie, że jeśli zapuka ktoś z prośbą o zajęcie pustego miejsca przy stole, poczujemy się nieswojo i odmówimy.

Tak zapewne będzie i tak jest dobrze! Bóg rodzi się w moich i twoich realiach, dlatego najlepszym, co możemy zrobić, jest pokazanie mu, jakie są. Niech się jednak na tym nie skończy – bierność nie jest w żadnym wypadku wskazana. Niech to będzie raczej czas błogości, ale i koncentracji, by zadać sobie trud pokochania zrzędzącej kuzynki, wyręczyć z miłości mamę w świątecznym zmywaniu czy gotowaniu, odłączyć tatę od telewizora, by z nim w coś zagrać. To ma być czas dla innych, ale jak się dobrze przyjrzeć, to tak naprawdę badanie własnego wnętrza. Nazywanie emocji, przekuwanie ich w miłość do drugiego, jakikolwiek by nie był, zdanie sobie sprawy ze słabości, ale uwypuklanie mocnych stron. W końcu chodzi o twoje zbawienie! Życie Jezusa w tobie chce się zacząć od nowa. I nie są to żadne czary-mary, tylko najpewniejszy z faktów! Podejmujesz to wyzwanie?

Życzymy niemagicznych świąt!
6 (100%) 3 ocen.


źródło: Magdalena Zarate Rios

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze