Rozmowa z dyrektorem polskiej sekcji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKwP), ks. prof. Waldemarem Cisło o dramatycznej sytuacji chrześcijan w Iraku oraz o VIII Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym.

ks. Paweł Kucia: Jak wygląda dziś sytuacja chrześcijan w Iraku?
ks. Waldemar Cisło: Jest dramatyczna. Irak się rozpada, a to jest przysłowiowy gwóźdź do trumny tamtejszych chrześcijan. Działalność tzw. Państwa Islamskiego jest oczywiście destrukcyjna również dla wyznawców Chrystusa, jednak trzeba pamiętać, że problemy pojawiły się znacznie wcześniej.

Irak: żołnierz z odziału Peshmkergów po odbisciu miasta z rąk ISIS

Irak: żołnierz z odziału Peshmkergów po odbisciu miasta z rąk ISIS


Dziś w mediach słyszymy, że to tzw. Państwo Islamskie jest głównym sprawcą nieszczęść chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Czy ksiądz ma inne zdanie na ten temat?

 To nie ja mam inne zdanie na temat, tylko to są fakty. Problemy chrześcijan w Iraku rozpoczęły się od inwazji wojsk koalicji na ten kraj w 2003 r. W momencie ataku wojsk sprzymierzonych w Iraku było prawie 1,5 mln chrześcijan. Dziś trwa przecież wojna, ale szacuje się, że pozostało ich tam zaledwie 250 tysięcy. Co więcej, wciąż coraz to większe grupy chrześcijan są zmuszane do opuszczenia swoich domów.

Co się stało z tymi ludźmi? Gdzie oni teraz są, skoro nie ma ich w Iraku?

Zostali wygnani ze swego kraju i udali się przede wszystkim do Syrii. Tam spotkało ich to samo. W Syrii przecież wciąż trwa wojna, więc i uchodźcy błąkali się po różnych częściach Bliskiego Wschodu. Część z nich miała szczęście – udało się im znaleźć miejsce w specjalnie przygotowanych obozach. Cześć z nich próbowała się przedostać do Europy, niestety spora liczba zapłaciła za to życiem.

Dlaczego chrześcijanie byli prześladowani w Iraku?

Pamiętajmy, że Irak czy Syria to nie były państwa doskonałe. Jednak panowała tam względna stabilizacji i pokój. Owszem, ustroje polityczne tych państw różnią się od naszych, europejskich pod względem kultury politycznej czy chociażby skali korupcji. Oczywiście zachodnim mocarstwom raczej się to nie podobało i próbowały przejąć kontrolę militarną nad tym regionem. Następnym krokiem było wprowadzenie zachodnich standardów politycznych. Kiedy jednak popatrzymy na kondycję naszej, zachodniej demokracji, na skalę korupcji chociażby w USA czy to, co ujawniono w WikiLeaks – to trzeba zadać poważne pytanie: czy mamy moralne prawo poprawiać tamte demokracje? Najpierw powinniśmy zrobić porządek u siebie, a później uczmy innych prawdziwej demokracji. Kiedy zorganizowano pierwsze wybory parlamentarne po obaleniu reżimu Saddama Husajna, znaleziono setki tysięcy dodatkowych kart wyborczych, bo wiadomo było wcześniej, kto miał wygrać. Nie łudźmy się, że demokratyczne wybory tam coś dadzą. Wybory były sfałszowane i przyznali to również międzynarodowi obserwatorzy. Dziś Irak jest zdestabilizowany politycznie. Widać jak wielkie wpływa ma tam Iran. Jest rząd, który nie panuje nad krajem. Dochodzi do licznych zamachów, publicznych egzekucji wykonywanych przez terrorystów, porywani są ludzie. Chrześcijanie są w całym tym zamieszaniu najsłabsi. Co więcej, są kojarzeni z armią wojsk kolacji i przez to doświadczają coraz to nowych upokorzeń i prześladowań. Trzeba to jasno powiedzieć: chrześcijanie cierpią tam wiele zła, bo są utożsamiani z wojskami amerykańskimi. A powiedzmy sobie szczerze: chrześcijanie w Iraku nie mieli żadnego wpływu na posunięcia wojsk koalicji w 2003 r.

Irak: obóz dla chrześcijan

Irak: obóz dla chrześcijan

Jak zatem można pomóc tym chrześcijanom w Iraku? 

Myślę, że warto zacząć słuchać tamtejszych chrześcijan. 

To znaczy, że Europa i cały Zachód nie słucha chrześcijan z Bliskiego Wschodu?

Nie do końca. Dziś zdecydowana większość mediów mówi, że jedynym ratunkiem dla tamtejszej ludności jest sprowadzenie jej do Europy. Kiedy jednak naprawdę wsłuchamy się w głos tych ludzi, to okaże się, że oni od nas potrzebują czegoś zupełnie innego. Ci chrześcijanie dlatego cierpią tak liczne prześladowania, ponieważ nie chcą opuścić rodzinnych stron.

Czyli trzeba im pomagać tam, na miejscu?

Póki są takie możliwości to tak. Doskonałą okazją do tego będzie VIII Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym, który będziemy obchodzić w Kościele w Polsce 13 listopada.

Jaka jest idea Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym?

Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym będzie obchodzony już po raz ósmy. Idea tego dnia polega na tym, żeby przybliżyć wiernym w Polsce sytuację naszych sióstr i braci w kraju, w którym według PKwP sytuacja chrześcijan w ubiegłym roku była najgorsza. Pierwszy Dzień był poświęcony Indiom, kiedy to po pogromach chrześcijan w Orissie zaprosiliśmy abp Raphaela Cheenatcha, który przybliżył nam sytuacje chrześcijan w Indiach. Poprzednie Dni były dedykowane Nigerii, Irakowi, ostatnie dwa – Syrii. W tym roku po raz kolejny wybraliśmy Irak, gdyż tam sytuacja jest dramatyczna. Trwają walki o Mosul, który był centrum chrześcijańskim, a dwa lata temu chrześcijanie zostali z niego wypędzeni. Chcemy zwrócić uwagę naszych wiernych na liczbę chrześcijan w Iraku, która dramatycznie maleje. Dlatego powstała idea, aby poprzez modlitwę, informowanie i pomoc materialną pomagać najbardziej potrzebującym chrześcijanom.

W jaki sposób PKwP pomaga chrześcijanom w Iraku?

To jest pomoc, która ma wiele wymiarów. Po pierwsze pomoc doraźna, czyli zakup namiotów, później kontenerów mieszkalnych i stworzenie kilku osiedli, gdzie ci chrześcijanie wypędzeni z Mosulu mogli zamieszkać bezpiecznie i we w miarę godziwych warunkach. Druga sprawa to żywność. Ludzie, którzy nie mieli pracy, często zostawali okradzeni przy wypędzaniu z domów. Byli zdani tylko na pomoc Kościoła. Przychodzili do kościoła, jeśli czegokolwiek im brakowało. Realizowaliśmy duży projekt na kilka milionów dolarów, który polegał na tym, że każda rodzina otrzymywała paczkę żywnościową o wartości mniej więcej 60 dolarów. Tam się znajdowały produkty, które mogły być dłużej przechowywane.

Czy Stowarzyszenie jest w stanie zapewnić chrześcijanom godne życie?

Robimy, co możemy. Wiadomo, że brakuje tam prądu, wody, podstawowych sprzętów domowych. Kiedy odwiedzałem obóz dla chrześcijańskich uchodźców w Irbilu, spotkałem mieszkającą tam kobietę, która wtedy najbardziej potrzebowała lodówki, gdyż myszy zjadały posiłki, które szykuje dla swoich najbliższych. Pamiętam, że udało się z ówczesnym dyrektorem tego obozu, ks. Douglasem Bazi dostarczyć kilkadziesiąt lodówek. Kobieta była zatem przeszczęśliwa, bo do lodówki myszy nie wejdą.

Irak: dzieci ze szkoły w obozie dla uchodźców

Irak: dzieci ze szkoły w obozie dla uchodźców

A co z edukacją dzieci?

Jest to dla priorytet. Proszę sobie wyobrazić sześcioletnią przerwę w edukacji dziecka. Później takie osoby są łatwym łupem dla ekstremistycznych bojówek, poszukujących żołnierzy. Irakijczycy z Irbilu, kiedy odwiedzaliśmy ich obóz, pytali nas nie o to, czy będą mieli lepsze warunki, ale o to, czy ich dzieci będą mogły się uczyć. Trzeba pamiętać, że chrześcijanie w Iraku zawsze byli mniejszością. Aby przetrwać na Bliskim Wschodzie, musieli być elitą intelektualną. To właśnie oni nadawali w większej mierze kształt państwu irackiemu. Byli wykładowcami, inżynierami, prawnikami i lekarzami. Byli również bardzo dobrymi biznesmenami. Dzięki temu przyczyniali się do wzrostu tej społeczności.

Jak można się włączyć w pomoc chrześcijanom w Iraku?

Bardzo prosto. Przede wszystkim prosimy o modlitwę w intencji naszych braci i sióstr z Iraku. Po drugie: przekazujmy sobie nawzajem informacje, co się z nimi dzieje i jak są traktowani. Po trzecie: w miarę możliwości wesprzyjmy zbiórkę do puszek w parafiach, organizowaną przez Stowarzyszenie w niedzielę 13 listopada.

foto.PKwP

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze