Adwent jest czasem oczekiwania na narodzenie Jezusa. Jest to czekanie pełne nadziei na lepsze jutro. W Birmie chrześcijanie czekają również na moment, w którym będą mogli czuć się bezpiecznie.

Kiełbasa wyborcza

W stanie Arakan w Birmie wciąż trwają prześladowania. Buddyści niszczą domy, szkoły i świątynie ludzi, którzy wyznają inne religie. Wśród grup najbardziej dotkniętych przemocą są zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie. „Trudna sytuacja chrześcijan i muzułmanów spowodowana jest ciągłymi przepychankami politycznymi. A walka z innymi wyznawcami religii innych niż buddyzm jest swoistą walką o władzę buddyjskich elit, dla których prześladowania są polityczną kiełbasą wyborczą” – powiedział ks. Thomas Reese SJ, przewodniczący Międzynarodowej Komisji ds. Wolności Religijnej 13 grudnia w Waszyngtonie.

Sytuacja wciąż się pogarsza

Według danych ONZ z początku grudnia tego roku około 270 tys. Birmańczyków nielegalnie przekroczyło granicę z Bangladeszem. Powodem migracji jest nasilenie aktów przemocy i terroru. „To, co teraz się dzieje w Birmie, zaczyna nabierać wymiarów wojny domowej” – powiedział BBC Brad Adams, dyrektor Asia Human Rights Watch – organizacji monitorującej wolność religijną w Azji. Tak wielki eksodus chrześcijan i muzułmanów rozpoczął się od ataku na ludność stanu Arakan, gdzie spalono wszystkie chrześcijańskie i muzułmańskie domy. Następnie mieszkańców zaatakowanej miejscowości przymuszano do konwersji. Osoby, które nie godziły się na nią, były bite i torturowane.

Rząd umywa ręce

Wobec ataków oraz twardych dowodów dotyczących eksterminacji ludności cywilnej międzynarodowe organizacje monitorujące wolność religijną na świecie wystosowały drogą dyplomatyczną apel o zaprzestanie przemocy. Przedstawiciele birmańskiego rządu w oficjalnej odpowiedzi, bagatelizując całą sprawę tłumaczyli, że „walki, które zostały zarejestrowane przez satelity, były prowadzone z fundamentalistycznymi grupami renegatów, którzy chcą obalić obecny rząd”. Jednak najciekawszy wydaje się być fakt, że ci rzekomi „renegaci” zajmowali się jedynie uprawą ziemi i hodowlą zwierząt. Co więcej, z racji przynależności religijnej nigdy nie stanowili jakiegokolwiek zagrożenia politycznego, gdyż byli zbyt słabi, żeby zbudować choćby najmniejszą opozycję. Warto jednak przy tym dodać, że w Birmie większość ludności, stanowią buddyści, którzy dążą do religijnego ujednolicenia całej społeczności.

Nieobywatele

Mieszkańcy stanu Arakan od pewnego czasu narzekali na nasilające się akty terroryzmu. Region ten od wielu już lat jest specjalnie zaniedbywany. Nie dociera tam jakakolwiek pomoc humanitarna, duszpasterska czy medyczna. Mieszkańcy tej zapomnianej części Birmy od ponad trzydziestu lat skazani są na samych siebie. W 1998 r. w życie weszła ustawa, która odebrała prawa obywatelskie muzułmanom i części chrześcijan. Tym samym spora część mieszkańców stanu Arkan został skazana na zapomnienie, a wszelkie akty przemocy i dyskryminacji, które są dokonywane na tych ludziach, nie mogą być ścigane z mocy prawa, gdyż są również pozbawienie ochrony prawnej.

Czy coś się zmieni?

Podczas konferencji zorganizowanej 13 grudnia w Waszyngtonie przez Międzynarodową Komisję ds. Wolności Religijnej działającą w ramach ONZ podjęto kroki, aby poprawić sytuację ludności w Arkan. Adwent się powoli kończy, czy jednak skończy się adwent zapomnianych mieszkańców birmańskiego zakątka ziemi? To dobre pytanie, ale warto je stawiać, bo może w końcu ktoś na nie odpowie i mieszkańcy stanu Arkan będą mogli powrócić do swoich domów.

ks. Paweł Kucia

Fot. PKwP

Oceń ten artykuł


źródło: ks. Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze